Więcej pieniędzy na zdrowie, ale czy pacjenci szybciej dostaną się do lekarza?

Budżet zdrowotny Litwy na 2027 rok wzrośnie o 10,5 proc. i wyniesie 4,76 mld euro. Więcej pieniędzy ma trafić na leczenie, refundację leków oraz rozwój e-zdrowia. Równolegle wejdą jednak w życie rygorystyczne limity finansowania prywatnych zabiegów na koszt państwa. Prof. Julius Kalibatas ostrzega, że zmiany mogą odbić się zarówno na prywatnych klinikach, jak i na pacjentach.

Czytaj również...

Więcej pacjentów w publicznych przychodniach?

— To bardzo dobrze, że na ochronę zdrowia przeznaczono więcej pieniędzy. Pacjenci będą mieli lepsze warunki leczenia, ale bardzo ważne jest, aby refundacją objęto również innowacyjne leki. Są one bardzo drogie i niewiele osób może sobie pozwolić na ich zakup — w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” mówi prof. Julius Kalibatas, prezes Stowarzyszenia Ekspertów Medycyny Rodzinnej.

Najwięcej obaw budzą planowane zmiany zasad finansowania usług medycznych świadczonych przez prywatne kliniki ze środków publicznych. Mogą one wpłynąć na dostęp pacjentów do części świadczeń i możliwości korzystania z leczenia finansowanego przez państwo.

— Ludzie, którzy wybierają prywatne kliniki, nie zawsze pokrywają pełne koszty leczenia z własnej kieszeni. Jeśli dana placówka ma umowę z kasą chorych, część kosztów świadczeń finansuje państwo, a pacjent płaci jedynie tę część, która nie jest objęta finansowaniem publicznym. Dzięki temu osoby korzystające z prywatnych klinik w ramach takich umów nie muszą kierować się do publicznych placówek. Jeśli stracą możliwość korzystania z usług prywatnych finansowanych przez kasę chorych, mogą zacząć szukać pomocy w publicznym systemie ochrony zdrowia. A to może oznaczać jeszcze dłuższe kolejki. Nie oznacza to jednak, że kolejki na pewno się wydłużą. Wiele będzie zależało od liczby umów zawartych z placówkami, zakresu finansowanych świadczeń oraz możliwości przyjęcia dodatkowych pacjentów przez publiczny system — ostrzega prezes Stowarzyszenia Ekspertów Medycyny Rodzinnej.

Pół roku czekania

Problem jest szczególnie istotny, ponieważ na konsultację u niektórych specjalistów pacjenci już teraz czekają dwa, trzy, a nawet sześć miesięcy.

— Trzeba patrzeć nie tylko na to, gdzie trafiają pieniądze, ale przede wszystkim na to, czy pacjent rzeczywiście otrzyma potrzebną pomoc na czas. Jeśli ograniczymy możliwości korzystania z usług prywatnych, a publiczne placówki nie będą miały wystarczającej liczby lekarzy i wolnych terminów, pacjent nie zyska na samej zmianie finansowania — podkreśla prof. Kalibatas.

Dlatego, zdaniem naszego rozmówcy, przy planowaniu reformy trzeba uwzględnić nie tylko podział pieniędzy, lecz także rzeczywiste możliwości przyjmowania pacjentów. Samo zwiększenie budżetu nie sprawi, że pojawi się więcej lekarzy ani że wizyty będą dostępne szybciej.

Zmiany mogą odbić się również na prywatnych placówkach, które zainwestowały znaczne środki w sprzęt medyczny, pomieszczenia i wyposażenie. Jeśli liczba świadczeń finansowanych przez kasy chorych okaże się niewystarczająca w stosunku do kosztów działalności, niektóre kliniki mogą mieć problemy finansowe.

Konsekwencje dla medyków

Prof. Kalibatas zwraca też uwagę na możliwe konsekwencje dla lekarzy, szczególnie tych starszych i mających wieloletnie doświadczenie. Jeśli zmiany zmuszą ich do szukania nowego miejsca pracy lub dostosowania się do innych warunków, część może zdecydować się na przejście na emeryturę zamiast kontynuowania praktyki.

Rozmówca przypomina, że podobne sytuacje zdarzały się już wcześniej, gdy zmieniano warunki pracy lekarzy rodzinnych i zasady zawierania umów z kasami chorych. Niektórzy starsi lekarze rezygnowali wówczas z praktyki, zamiast dostosowywać się do nowych wymagań.


Afisze

Więcej od autora