1
Powstanie styczniowe na Litwie — historia pewnej okolicy Ibiany w parafii wędziagolskiej

Na przykościelnym cmentarzu odnajdziemy drewniany krzyż braci Wilkiewiczów     Fot. Ryszard Jankowski
image-56018

Na przykościelnym cmentarzu odnajdziemy drewniany krzyż braci Wilkiewiczów Fot. Ryszard Jankowski

Sejm litewski ogłosił rok 2013 Rokiem Powstania Styczniowego. Obchody 150. rocznicy wybuchu insurekcji styczniowej były świętowane zarówno w Wilnie, jak i w mniejszych miejscowościach np. w Wędziagole, gdzie odnajdziemy ślady losów powstańczych.  

Po stłumieniu powstania rozpoczynają się represje. Wielu uczestników oddało życie na polu walki, 669 na placu egzekucyjnym, na Syberię wywieziono 38 tys. osób. Ludność Litwy i Białorusi stanowiła 57 proc. ogółu zesłańców. Skonfiskowano 1 660 majątków szlacheckich.

Murawjew wykorzystał powstanie do depolonizacji terenów. Podpisując wyroki śmierci, nie zapominał o konfiskacie majątku bądź obowiązkowej sprzedaży w krótkim czasie. Odtąd Polacy nie mogli kupować ziemi, a majątki przejmowali Rosjanie. Stosował zbiorową odpowiedzialność. Represje dotykały całych okolic.
Przykładem niech będzie okolica Ibiany w parafii wędziagolskiej. Wspomina o nich np. Elżbieta Tabeńska w swoich pamiętnikach „Z doli i niewoli: wspomnienia wygnanki”, która spotkała kobiety z dziećmi z Ibian w drodze do Tomska. Sprawa masowych deportacji postyczniowych szlachty zaściankowej z kresów do tej pory nie została dokładnie zbadana i nie wiemy, jaka jej część znalazła się na Syberii. Wykazanie się szlachectwem czasami umożliwiało uzyskanie przeniesienia na „zamieszkanie”, a niebezterminowe osadzenie, co dawało nadzieję na powrót do kraju.

W Ibianach organizowały się oddziały powstańcze ks. Piotrowicza i Dugajły. Tu 20.01.1864 r. doszło do potyczki z oddziałem rosyjskim. Tu wreszcie miała miejsce egzekucja — powieszono trzech mieszkańców parafii Wędziagoła, czytamy o tym w poniedziałkowej Gazecie Warszawskiej z 4 lipca 1864.

„Szlachta z guberni i powiatu kowieńskiego, Marceli Wilkiewicz, Damazy Szablewicz i Zygmunt Proniewicz, podług odbytego nad nimi sądu wojennego, na zasadzie kodeksu kryminalnego polowego, okazali się winnymi bytności w bandzie buntowniczéj tak zwanych żandarmów wieszających i brania osobistego, czynnego udziału w powieszeniu, w rozmaitych miejscach powiatu kowieńskiego, 17-tu bezbronnych obywateli, przyczém główniejsze z zabójstw było dokonane 5-go Sierpnia roku zeszłego, kiedy podsądni, w oddziale buntowników z 50 ludzi złożonym, pod dowództwem księdza Piotrowicza, napadli na zamieszkujących w okolicy Ibian starowierców i schwyciwszy 11 ludzi, powiesili wszystkich w oczach krewnych i innych świadków. Zeznaniami tych świadków dowiedziono, że zabójstwu tych starowierców towarzyszyły szczególne okrucieństwa i że podsądni, przyjąwszy główny udział w zabójstwach, sami chwytali starowierców z ich mieszkań, zakładali im postronki i przed powieszeniem dopuszczali się względem niektórych z nich ciężkich męczarni i udręczeń. Za wspomniane przestępstwa szlachta Wilkiewicz, Szablewicz i Proniewicz, zgodnie z wyrokiem sądu wojennego, rozpatrzonym w czasowym audytoryacie polowym, skazani zostali na karę śmierci przez powieszenie, która wykonaną na nich została na miejscu przestępstwa, w byłej okolicy Ibiany, dnia 5 czerwca o godzinie 10.00 rano”.

W metrykach zgonu parafii Wędziagoła za lata 1863-1866 nie znajdziemy zapisów o śmierci tych osób. Zaborca nie pozwalał na katolicki pochówek, na upamiętnianie poległych i straconych. Dopiero później stawiano pomniki i krzyże. I tak na przykościelnym cmentarzu odnajdziemy drewniany krzyż braci Wilkiewiczów, na którym czytamy: „Ku uczczeniu pamięci powstańców z 1863 r.  Braci Wilkiewiczów Marcelina straconego w Ibianach i Andrzeja zmarłego na Syberii, wnuczki z Wilkiewiczów Ewa i Joanna Bolewska krzyż ten w r. 1938 wzniosły”.  Na cmentarzu odnajdziemy też groby innych powstańców zmarłych później. Aleksandra Chmielewskiego, uczestnika dwóch powstań, który w 1863 r. pełnił funkcję cywilnego wojewody kowieńskiego. Za organizację dostaw broni został zesłany na Syberię i stał się tam niejako patriarchą polskiej kolonii w Tomsku. Po 10 latach udało mu się wrócić do kraju, zamieszkał w folwarku Borek pod Wędziagołą, gdzie zmarł w kwietniu 1882 r. Nie sposób nie wspomnieć Artura Miłosza, adiutanta Zygmunta Sierakowskiego, w dworze Miłoszów w Użumiszkach ukrywali się powstańcy. Jego mogiła znajduje się w kwaterze Miłoszów.
Wróćmy do Ibian w okresie po egzekucji. Co się działo, dalej opisuje Goniec Wielkopolski.
Goniec Wielkopolski, piątek 12 listopada 1897 r.:

„Drugie zdarzenie opowiedziane przez p.B. posłużyć również może do uzupełnienia obrazu rządów rosyjskich na Litwie. W szlacheckiej osadzie Ibiany zabrali powstańcy sześciu parobków starowierców, podejrzanych o szpiegostwo i w najbliższym zaraz lesie powiesili, przyczem mieli jakoby nad nimi się pastwić, chcąc, jak pisze tenże autor, pokazać Murawiewowi, że oni mogą za krew krwią odpłacać. Przy tej sposobności nasuwa się pomimo woli uwaga, że ilekroć zawrze uczucie zemsty w piersiach polskich. To nie mówiąc już o innych względach moralnych, pamiętać zawsze należy o tem, iż w okrucieństwach nikt Rosyan nie zdoła prześcignąć, a po wtóre, że ten, kto posiada więcej siły, potrafi najwięcej złego wyrządzić. Tak się stało i w tym przypadku. Murawiew wezwał pana B. Do Wilna i polecił mu wykonanie swego iście mongolskiego pomysłu. »Aresztować wszystką szlachtę tej osady, mienie jej sprzedać a same Ibiany spalić« — była treść rozkazu.

Taki sam los miał spotkać i miasteczko Łopie własność Szukostów, ale potem cofnięto postanowienie, ponieważ było w posiadaniu dwóch właścicieli. Autor »Moich wspomnień« domagał się od Murawiewa piśmiennego rozporządzenia, na co otrzymał następującą odpowiedź: »Nie uważam za potrzebne dawać panu piśmiennej instrukcyi; za wszystko, co się tam stanie ja jestem odpowiedzialny, a pan będziesz odpowiedzialnym przede mną«.

Celem uskutecznienia powyższego rozporządzenia udała się z Kowna wyprawa złożona z kompanii piechoty, setki dragonów i dziesiątki kozaków. Dowództwo nad wyprawą objął z własnej ochoty kniaź Jaszwil, o którym pan B. powiada, iż w swych zachciankach i upodobaniach zdradzał tatarskie pochodzenie. Nie tylko bowiem w tej, ale i w innych wyprawach musiał wstrzymywać jego gorące zapędy podpalania domów szlacheckich chociażby tylko przypadkiem, bo jak zawsze powtarzał »Nienawidzę Polaków z całej mojej duszy«.
Wyprawa rosyjska przybywszy do miasteczka Łopie, nie znalazła tam nikogo, właściciele bowiem z obawy przed katastrofą ukryli się z rodzinami. Przystąpiono więc do opisu śpichlerzy i bydła, żołnierze wybrali sobie najlepszego wołu z całego stada i zaczęli nim zaraz na miejscu się dzielić. »Kozacy zostawiwszy żołnierzom troskę o śniadanie, rozpoczęli po całym domu poszukiwania i najstaranniej wypróżniali wszystkie składy, nawet kieszenie służby dworskiej«.

Mieliśmy w rezultacie scenę obrzydliwą, dodaje autor, ponieważ trudno było dopatrzeć wszystkiego, tem bardziej, że i służba widząc ogólny zabór pańskiego mienia ze swej strony, rzucała się do rabunku, a kozacy oprócz mienia właścicieli łupili zarazem prywatne lub przywłaszczone mienie służby. Piękny zaprawdę obraz tego rozpoczętego przez rząd wszechstonnego rabunku….
Wszystko, co tylko tam znaleziono, zabrano na podwody wraz z żywnością i bydłem i do Kowna, a wyprawa wojskowo-cywilna ruszyła dalej.

Wieś Ibiany — pisze pan B. — przedstawiała widok pięknie urządzonej i dobrze zagospodarowanej osady, liczącej ok. 30 folwarków, schludne dworki z zabudowaniami gospodarskimi i owocowymi ogrodami leżały wzdłuż rzeki; wokoło rozciągały się gęste sosnowe i dębowe lasy. Pola prześlicznie były uprawne zboża już sprzątnięto z pola.
Całą osadę otoczono dookoła wojskiem, a kniaź Jaszwil zgromadziwszy mieszkańców, nakazał zabrać, co kto może i zaraz mieszkania opuścić. Chciał on natychmiast podpalić Ibiany, ale naszemu autorowi udało się z wielką zresztą trudnością wyprosić dwie godziny czasu, aby mieszkańcy mogli jak najwięcej zabrać ruchomości. Mężczyzn w domu nie było.

Wszyscy ukryli się w sąsiednich lasach, niektórzy nawet z rodzinami. Pozostało około 15 kobiet i dzieci, gdy spostrzegły zamiar zapalenia osady, opanowało je niewymowne przerażenie. Niektóre próbowały żebrać litości, lecz jej otrzymać nie mogły. Pamiętam jedną z nich, pisze autor »Moich wspomnień«, która wziąwszy niemowlę na ręce, na klęczkach pełzała przez pół ćwierci mili do nas na p ole, aby tem litość obudzić. Lecz nadaremnie.
O godzinie 5 żołnierze z zapalonymi pękami słomy zaczęli podpalać jeden dom po drugim. Materyał okazał się wybornym, ponieważ domy były kryte słomą. A w kwadrans potem tak jasnym płomieniem cała osada płonęła, że łunę pożaru widać było w Kownie. O godzinie 11 z całej osady zostały już tylko kupy gruzów i stosy popiołu, a tylko karczma żydowska czerniała wśród pustej przestrzeni”.

Tajemniczy Pan B. to wyższy urzędnik guberni kowieńskiej Jakub Nikołajewicz Butkowski, który w 1883 r. opublikował swoje wspomnienia z 1863 r.
Wspomniana już Elżbieta Tabeńska w drodze do Tomska spotkała w więzieniu moskiewskim kilka rodzin szlachty zagrodowej z okolicy Ibiany na Żmudzi. Tak opisuje to spotkanie:
„Jedna z nich z dzieckiem malutkim, bo na trzeci dzień po słabości była wysłaną, biedna kobieta bardzo była osłabioną, a miała jeszcze dwoje po kilka lat liczących dziatek”.

W swoim pamiętniku wspomina, jak wyglądały noce w ostrogu, czyli więzieniu stołecznym:
„Było tam bardzo ludno, ale lepiej jeszcze niż później na etapach, gdzie mężczyzn razem z kobietami umieszczono. Samych dzieci, po większej części malutkich, było w naszej izbie czterdzieścioro! Płakały one w nocy; powietrze było złe, duszne; nad rankiem, kiedy dzieci ucichły, to znów ich matki zaczęły śpiewać godzinki; miłe to Bogu i ludziom pienie, ale nie wtedy, gdy się spać po zmęczeniu chciało! W poprzek izby od jednej ściany do okna, gdzie spałam na narach […], przeprowadzony był sznur tuż przy piecu i tu suszono brudne, nie prane, najrozmaitsze sztuki bielizny. Na domiar złego rodziny z zaścianków oddzielano od mężczyzn, których wysyłano odrębnie”.  Kobiety z Ibian — pisze Tabeńska — prosiły o zatrzymanie ich w Moskwie do przybycia ich mężów, inne znów o wiadomość, gdzie się znajdują ich mężowie. Nie wiadomo czy spełniono ich prośby, wszystko zależało od dobrej lub złej woli naczalstwa. Osadzeni na Syberii wraz z rodzinami lub samotni, rozdzieleni z bliskimi, często źle znosili nowe warunki, trudno im się było przyzwyczaić do klimatu, innego otoczenia. Jeśli nie założyli tutaj rodziny, zasypywali urzędy podaniami, prośbami o zgodę na powrót do kraju. Setki takich podań, pisanych niekiedy jednym charakterem pisma, zachowało się w archiwum III Oddziału Własnej JCMości Kancelarii (zespół 109 w Państwowym Archiwum Rosyjskiej Federacji).

Historia mieszkańców Ibian to los sporej części drobnej szlachty czynszowej z terenów Litwy. Niejednokrotnie bezimienni, złożyli daninę krwi, ginąc w bitwach, potyczkach lub na miejscach straceń. Wielu wywieziono na Syberię, bez majątku i koneksji, często już bez rodziny w kraju, która mogłaby pomóc, nie mieli szans na powrót do ojczyzny. Pozostali tam, a pamięć o nich zaciera czas…

Monika Janczewska
Ryszard Jankowski

Na przykościelnym cmentarzu odnajdziemy drewniany krzyż braci Wilkiewiczów     Fot. Ryszard Jankowski

Jedna odpowiedź do Powstanie styczniowe na Litwie — historia pewnej okolicy Ibiany w parafii wędziagolskiej

  1. józef III mówi:

    od pewnej Kownianki otrzymałem kilka lat temu kilkunastostronnicowy poemat o tragedii Ibian napisany ręcznie krótko po Powstaniu. Autor (ka ?) winę za sprowadzenie kozaków przpisuje tutejszemu karczmarzowi. W Ibianach do dzisiaj mieszkają starowierzy (jest świątynia), z których wielu mówi po polsku.

Leave a Reply

Your email address will not be published.