Znaleźć swoje miejsce pod słońcem i swoje miejsce w teatrze

| Fot. archiwum prywatne Justyny Stankiewicz

Bardzo ważne, by w dziecku zaszczepić miłość do muzyki, nie zniechęcić do niej. Ja na szczęście właśnie miałam takich pedagogów, którzy zawsze byli otwarci na moje pomysły, zawsze ze zrozumieniem podchodzili do moich propozycji twórczych. Moja miłość do muzyki to przede wszystkim zasługa moich pedagogów – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Justyna Stankiewicz, wilnianka, obecnie studentka I roku studiów magisterskich na kierunku wokalno-aktorskim na Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku.


Zacznijmy od dzieciństwa. Czy już wtedy dało się zauważyć u Ciebie talent muzyczny? Pamiętasz moment, w którym pierwszy raz ktoś pochwalił twój głos?

O ile pamiętam, to zawsze śpiewałam. I tak jak każda mała dziewczynka, już wtedy marzyłam, żeby zostać piosenkarką, aktorką. Pierwsze kroki muzyczne stawiałam w szkole muzycznej. Mając 7 lat, zaczęłam uczęszczać do szkoły muzycznej, do klasy fortepianu. Tam także należałam do zespołu jazzowego. Gdy byłam już w Gimnazjum im. J.I. Kraszewskiego, lekcje muzyki miałam z nauczycielką Janiną Stupienko, uczestniczyliśmy z nią w różnych projektach muzycznych. Poczucie, że ciągnie mnie w stronę muzyki, zachowałam też w szkole muzycznej, grałam tam w zespole jazzowym.

Pamiętasz moment swojego pierwszego występu z udziałem publiczności?

Dużo było tych występów. Pierwsze to były w szkole muzycznej. Ale taki bardziej oficjalny, ze śpiewaniem, nastąpił, gdy miałam 14 lat, wtedy już byłam w klasie śpiewu operowego, solowego. Ten występ był bardzo stresujący, do dziś dnia pamiętam utwór, który wtedy zaśpiewałam, była to litewska ludowa pieśń „Beauštanti aušrelė” M.K. Čiurlionisa. Niedawno też z przyjaciółkami z Polski nagrywaliśmy ten litewski utwór w nowej aranżacji. Ten utwór jest ze mną do dzisiaj.

Czy masz jakieś pasje poza śpiewaniem?

Ciekawię się fotografią. Jestem pasjonatką tego rodzaju sztuki. Teatr odbieram bardziej jako pracę niż jako zainteresowanie, hobby. Uwielbiam oglądać filmy, ale pod takim względem, że recenzuję obejrzany film. To znaczy mam specjalny notes, w którym oceniam aktorów i reżyserów.

| Fot. archiwum prywatne Justyny Stankiewicz

Skąd u Ciebie tak wielka pasja do muzyki?

Kiedyś pytałam mamę, jak to było w rodzinie, czy ktoś śpiewał. Z tego, co mama opowiadała, wynika, że ani po stronie ojca, ani po stronie matki nikt raczej nie interesował się muzyką. Mi się wydaje, iż to, że tak kocham muzykę, to jest zasługa pedagogów, których spotkałam na swojej drodze muzycznej. Bardzo ważne, by w dziecku zaszczepić miłość do muzyki, nie zniechęcić do niej. Ja na szczęście właśnie miałam takich pedagogów, którzy zawsze byli otwarci na moje pomysły, zawsze ze zrozumieniem podchodzili do moich propozycji twórczych. To była wielka pomoc w mojej drodze muzycznej. Moja miłość do muzyki to przede wszystkim zasługa moich pedagogów.

Jak trafiłaś do szkoły muzycznej?

Pamiętam, że sama bardzo chciałam pójść do szkoły muzycznej. Pamiętam też dzień, gdy pierwszy raz poszłam do szkoły muzycznej, to był listopad, rok szkolny już był rozpoczęty. Miejsce było tylko w klasie instrumentu kanklės (kokle), próbowano mnie tam różnymi sposobami do tego instrumentu przekonać. Ale ja byłam przekonana, że grać będę tylko na fortepianie i nic więcej. Moja mama wtedy się postarała i trafiłam do klasy fortepianu. Gdy uczyłam się w szkole muzycznej, miałam wiele kryzysów, i to bardzo wielkich. Największy mój kryzys nastąpił, gdy miała 10–11 lat, gdy byłam w 4 klasie szkoły muzycznej. Ale to jest normalne, nienormalne byłoby, gdyby tych kryzysów nie było. Moja mama musiała wtedy znów mocno się postarać, żeby mnie przekonać do szkoły. Było wiele wzlotów i wiele upadków. Cieszę się, że w tych ciężkich momentach opinia rodziców wzięła górę i kontynuowałam naukę.

Jak rozwija się twoja kariera?

Moje życie dzielę na dwa miasta, Wilno i Gdańsk. Na Litwie więcej działałam w teatrze, a w Polsce idę bardziej w stronę muzyczną. W Gdańsku łatwiej mi było nawiązać współpracę z muzykami. Właśnie jesteśmy po nagraniu z moimi przyjaciółkami z Akademii Muzycznej litewskiej piosenki, dwóch polskich pieśni patriotycznych. Jestem też świeżo po nagraniu z muzykami z Wilna utworu Stanisława Moniuszki w jazzowej odsłonie. Od czasu do czasu biorę udział w koncertach klasycznych, jazzowych, musicalowych. Lubię eksperymentować.

Z którego dokonania jesteś najbardziej dumna?

Przełomem w moim życiu była rola Marilyn Monroe. To był taki etap, kiedy zmagałam się z wielką niepewnością. To był czas upadku, byłam w złym stanie psychologicznym. A więc rola Marilyn Monroe to jest dzieło, z którego na razie jestem najbardziej dumna – bo razie z nią wyszłam z tego stanu niepewności.

Jak wyglądały twoje początki? Co już udało Ci się osiągnąć?

Szczerze mówiąc, nawet nie wiem, gdzie są te początki. Rozdrabniam się na różne gatunki. Jeżeli chodzi o muzykę klasyczną, to te początki miałam w konserwatorium. Reprezentowaliśmy Litwę za granicą, mieliśmy sporo koncertów muzyki poważnej. A jeżeli chodzi o aktorstwo, to moje początki były w Polskim Studiu Teatralnym w Wilnie. Cała moja przygoda związana z aktorstwem rozpoczęła się chyba w 2019 r., a z muzyką dużo wcześniej.

Jakie są twoje marzenia i plany?

Marzę i wszystkim o tym mówię, że bardzo chcę znaleźć swoje miejsce, swój teatr, w którym zawsze będę miała schronienie. Teatr kojarzy mi się z domem, do którego zawsze mogę wracać. Godziny spędzone w teatrze nie odbieram jako godzin pracy, tylko jako spędzone w domu. Marzy mi się znaleźć swoje miejsce pod słońcem i swoje miejsce w teatrze. Nawet jeśli to będzie gdzieś bardzo daleko.

Jeżeli chodzi o scenę stricte muzyczną, to mam takie skryte marzenie zagrać we współczesnej operze. Na razie to nie jest jeszcze takie popularne, zwłaszcza na Litwie, ale mam nadzieję, że kiedyś mi się uda zrealizować swoje marzenia.

Czytaj więcej: Metal śpiewają czystym dziewczęcym wokalem

| Fot. archiwum prywatne Justyny Stankiewicz

Czy gusta muzyczne w Polsce i na Litwie się różnią?

Bardzo dobre pytanie, największą różnicą – nad czym bardzo ubolewam – jest podejście do musicalu. To jest tak niewykorzystany potencjał u nas, na Litwie, nawet w stolicy nie mamy teatru muzycznego. W Polsce musical jest na topie. Ludzie kochają ten gatunek muzyczny. Ten gatunek gromadzi dużo utalentowanych osób, które muszą tańczyć, śpiewać, grać – te trzy sfery muszą się spotkać w jednej osobie. Na Litwie mamy mnóstwo uzdolnionej młodzieży i szkoda, że ten potencjał pozostaje niewykorzystany.

Jakie są różnice w robieniu kariery muzycznej, aktorskiej w Polsce i na Litwie?

Przede wszystkim w Polsce jest większy rynek muzyczny i więcej możliwości, castingów. Jednocześnie wiąże się z tym większa konkurencja. Jest mnóstwo utalentowanych osób. Na Litwie też, ale nie da się ukryć, że Litwa jest dużo mniejszym państwem. Zwłaszcza polskie środowisko muzyczno-aktorskie jest małe, więc w Wilnie szansa dostania roli bądź zrealizowania projektu jest znacznie większe.

Które nurty polskiej muzyki są popularne na Litwie?

Na przykład folklor, który jest teraz robiony na różne sposoby. Ponadto muzyka rozrywkowa, popowa. Wraca też zainteresowanie piosenką aktorską, kabaretem.

Czy trudno jest zrobić karierę muzyczną Polce na Litwie? Czy muzycy pochodzenia litewskiego mają większą szansę zrobienia kariery?

Jeszcze nie zrobiłam kariery, więc trudno mi jest stwierdzić. To, że muzycy pochodzenia litewskiego mają większą szansę zrobienia kariery, to jest stereotyp, kiedyś może był bardziej aktualny. W swoim całym życiu nie spotkałam się z tym. Być może mój litewski jest bardziej naturalny, bo mój ojciec był Litwinem. Mam polskie nazwisko i będąc w litewskiej szkole, też myślałam, że będę miała jakieś problemy, ale nic podobnego nie było przez cztery lata w konserwatorium. W kręgu muzycznym tym bardziej. To są bardziej nasze wewnętrzne przekonania, że może być trudniej. Mnóstwo jest przecież Polaków, którzy na Litwie zrobili karierę. Myślę, że to drugorzędna sprawa, mniej istotna.

Czytaj więcej: Śpiewająca maturzystka Małgorzata Minkel: „Początki były trudne, zaczynałam od trzecich miejsc”

| Fot. archiwum prywatne Justyny Stankiewicz

Dlaczego wybrałaś studia w Polsce?

Na studia zdawałam na Litwie i w Polsce. Zawsze marzyłam też o podróżach. Od 15. roku życia przygotowywałam mamę, że jak skończę szkołę, to od razu wyjeżdżam. Chciałam studiować gdzieś dalej, może w Anglii czy Danii, ale pomyślałam, że Polska będzie takim fajnym startem. No i zawsze chciałam mieszkać blisko morza.

Uważam, że szczególnie w naszej dziedzinie wiele przede wszystkim zależy od pedagoga prowadzącego. Nie wątpię, że gdybym została na Litwie, to też miałabym świetnego pedagoga. Po prostu chciałam podróżować. Teraz jadę na wymianę Erasmusa do Włoch. Uważam, że człowiek musi szukać, zanim znajdzie swoje, a jak i znajdzie, to żeby nie nudzić się, powinien dalej szukać.

Czy chciałabyś śpiewać profesjonalnie, czy wolisz raczej aktorstwo?

Zawsze marzyłam o studiach stricte aktorskich w Polsce, czego nie udało mi się zrealizować. Jeżeli chodzi o teatr dramatyczny, to nawet nie wiem, czy miałabym możliwość grania w takim teatrze, że jest mnóstwo osób z wykształceniem aktorstwa dramatycznego. Uwzględniając te wszystkie fakty i to, co ja robię teraz, chciałabym zostać w tym miksie i nadal łączyć to i to. Co prawda aktorstwo sprawia mi większą przyjemność, ale śpiewu też nie porzucę, bo szkoda mi mojego wkładu, szkoda pomysłów, które rodzą się w mojej głowie.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 32(91) 07-13/08/2021