Patron naszych trudnych czasów

o. Florian Szczęch OFMConv: Z przekazu św. Maksymiliana dzisiaj najważniejsze jest pogłębienie osobowości człowieka w oparciu o wiarę, prawdę, wspólnotę międzyludzką i otwarcie na misyjność
| Fot. WIKIPEDIA

14 sierpnia będziemy przeżywali 80. rocznicę męczeńskiej śmierci o. Maksymiliana Marii Kolbego, franciszkanina, misjonarza, świętego Kościoła katolickiego.

29 lipca 1941 r. podczas apelu w niemieckim obozie KL Auschwitz franciszkanin Maksymilian Kolbe zgodził się dobrowolnie oddać życie za współwięźnia Franciszka Gajowniczka, jednego z 10 skazanych na śmierć głodową w odwecie za ucieczkę innego Polaka. Franciszkanin zmarł w bunkrze głodowym 14 sierpnia 1941 r. Został dobity zastrzykiem fenolu.

– W tym roku mija 80. rocznica śmierci Maksymiliana Kolbego. Zakon nadal idzie drogą św. Franciszka z Asyżu, bo u franciszkanów bardzo ważnym czynnikiem było nabożeństwo do Matki Bożej Niepokalanej. A właśnie to nabożeństwo Maksymilian szerzył. Rycerstwo Niepokalanej, które założył Maksymilian, chce rozwijać nabożeństwo do Matki Bożej, a przez to zbliżać ludzi do Ewangelii, do Chrystusa, do Boga. Z przekazu św. Maksymiliana dzisiaj najważniejsze jest pogłębienie osobowości człowieka w oparciu o wiarę, prawdę, wspólnotę międzyludzką i otwarcie na misyjność. Działalność Maksymiliana Kolbego wpływała i nadal wpływa na rozwój duchowości zakonu w Polce i na całym świecie – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” o. Florian Szczęch OFMConv, który pisał pracę doktorską o. Maksymilianie na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Kapłan z otwartą głową

Rajmund Kolbe urodził się 8 stycznia 1894 r. w Zduńskiej Woli. – O. Maksymilian Kolbe pochodził z bardzo religijnej rodziny. W rodzinie było trzech synów i rodzice przygotowywali ich do jakiegoś zadania życiowego. Pewien misjonarz powiedział rodzicom Maksymiliana, że we Lwowie są otwarte bramy seminarium franciszkanów i młodzi są zapraszani na naukę. Rodzice zainteresowali się tym i wysłali dwóch synów, Maksymiliana i Franciszka, do Lwowa – opowiada o. Szczęch.

W 1907 r. razem ze starszym bratem podjął naukę w małym seminarium franciszkanów we Lwowie. W 1910 r. obaj wstąpili do nowicjatu, a Rajmund przyjął imię Maksymilian.

W 1912 r. rozpoczął studia w Krakowie, ale kilka miesięcy później został wysłany do Międzynarodowego Kolegium Serafickiego w Rzymie. Śluby wieczyste złożył 1 listopada 1914 r., przyjmując kolejne imię – Maria. Uzyskał doktorat z filozofii na uniwersytecie Gregorianum w 1916 r., a z teologii w 1919 r.

Co ciekawe, interesował się także matematyką i fizyką – w 1915 r. w urzędzie patentowym złożył szkic „eteroplanu”, aparatu umożliwiającego podróż w kosmos – był to projekt pojazdu międzyplanetarnego, opartego na zasadzie trójczłonowej rakiety nośnej.

W październiku 1917 r. o. Maksymilian otrzymał święcenia diakonatu, a 28 kwietnia 1918 r. przyjął święcenia kapłańskie, które mu udzielił kard. Basilio Pompilj.

Czytaj więcej: Wiara w czasach zarazy

Autorytet dla Polaków

Wcześniej, wraz z najbliższymi kolegami, o. Maksymilian założył w Rzymie w 1917 r. Stowarzyszenie Rycerstwa Niepokalanej, które po powrocie do kraju szerzył najpierw w środowisku zakonnym, a od 1920 r. także wśród świeckich. Wydawał m.in. w Krakowie miesięcznik „Rycerz Niepokalanej”, którego redakcja przeniosła się później do Grodna, a czasopismo zaczęło pełnić funkcję katechetyczną wśród masowego czytelnika. W 1927 r. założył pod Warszawą klasztor Niepokalanów. Mieściło się tam także wydawnictwo.

– Trzy lata później wyjechał na misję do Japonii, skąd wrócił w 1936 r. Objął kierownictwo Niepokalanowa, który stał się największym klasztorem katolickim na świecie. Do zakonu franciszkanów wówczas wstąpiło wielu braci. Maksymilian bardzo rozwijał swoją działalność i miał wielki wpływ na Polskę. Potem, gdy wybuchła wojna, Niemcy zdecydowali o aresztowaniu osób, którzy byli czynni, mieli coś w Polsce do powiedzenia. Maksymilian znalazł się na ich celowniku, jako że miał olbrzymi wpływ na Polaków, na podtrzymywanie ducha religijnego, ducha wiary, oporu – mówi nam o. Florian.

We wrześniu 1939 r. niemieccy okupanci zawiesili funkcjonowanie Niepokalanowa. Po raz pierwszy aresztowali o. Kolbego wraz z innymi franciszkanami. Umieścili ich w obozie w Amtlitz, a potem w Ostrzeszowie. Zwolniono ich 8 grudnia 1939 r.

Czytaj więcej: Wiara w zmartwychwstanie może zmienić nasze życie

Męczennik przeniknięty ewangeliczną miłością

17 lutego 1941 r. Kolbe został aresztowany po raz drugi. Jego zatrzymanie opisał francuski pisarz katolicki Philippe Maxence w książce „Maksymilian Kolbe. Kapłan, dziennikarz, męczennik”.

Około 9 rano do klasztoru franciszkańskiego w Niepokalanowie zajechały dwa auta z esesmanami. Kolbe wyszedł im naprzeciw. Pytali go o szkolenie młodzieży i zarzucili mu, że prowadzi nielegalne seminarium duchowne. Franciszkanin zaprzeczył, by od czasu wybuchu wojny przyjęto do Niepokalanowa kogokolwiek nowego. Aresztowali ojca wraz z czterema braćmi. Po południu byli już na Pawiaku, więzieniu politycznym w Warszawie. Maxence opisuje, że o. Kolbe „był nad wyraz spokojny i starał się pocieszać towarzyszy niedoli”. Wkrótce franciszkanów rozdzielono.

Na Pawiaku duchowny został dotkliwie pobity. Strażnik, gdy zobaczył go w habicie, wpadł w szał. Pytał, czy wierzy w Chrystusa. „Tak” – odparł franciszkanin i otrzymał cios w twarz. Pytanie padło ponowie. I kolejny cios. Gdy strażnik zostawił o. Maksymiliana, ten zaczął się modlić.

28 maja 1941 r. o. Kolbe trafił do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 16670. Tymczasem już w lipcu z obozu uciekł jeden z więźniów. Zarządzono apel, podczas którego wybrano 10 więźniów i skazano ich na śmierć głodową. Egzekucje te budziły szczególną grozę. Więźniów zamykano w jednej z cel w podziemiach bloku 11. Nie otrzymywali ani jedzenia, ani picia. Po kilku, najdalej kilkunastu dniach umierali w straszliwych męczarniach.

Wśród skazanych znalazł się Franciszek Gajowniczek. Opisując w 1946 r. wybiórkę, powiedział: „Nieszczęśliwy los padł na mnie. Ze słowami: »Ach, jak żal mi żony i dzieci, które osierocam«, udałem się na koniec bloku. Miałem iść do celi śmierci. Te słowa słyszał ojciec Maksymilian. Wyszedł z szeregu, zbliżył się do Fritzscha [Karl Fritzsch – kierownik obozu Auschwitz-Birkenau, zbrodniarz wojenny – przyp. red.] i usiłował ucałować go w rękę. Wyraził chęć pójścia za mnie na śmierć” – wspominał.

Postawa kapłana tak zaszokowała Niemców, że początkowo nie byli w stanie wypowiedzieć słowa. O. Kolbe zwrócił się do nich po niemiecku: „Ich will sterben für ihn” (Chcę umrzeć za niego). Fritzsch był tak zmieszany, że mimo iż zawsze zwracał się do więźniów przez wulgarne „ty”, do o. Maksymiliana zwrócił się per pan: „Warum wollen Sie für ihn sterben?” (Dlaczego pan chce umrzeć za niego?). O. Maksymilian odpowiedział: „Er hat eine Frau und Kinder” (On ma żonę i dzieci). Esesman zgodził się na tę zamianę.

Ojciec Kolbe po dwóch tygodniach męki wciąż żył. 14 sierpnia 1941 r. został uśmiercony. Esesmani polecili więźniowi, niemieckiemu kryminaliście przeniesionemu z obozu Sachsenhausen Hansowi Bockowi, wstrzyknąć mu zabójczy fenol.

Ciała zmarłych wyjmowali z celi śmierci więźniowie. Wśród nich był Bruno Borgowiec z Chorzowa. Opisywał po wojnie, że gdy wszedł do celi, franciszkanin siedział na posadzce oparty o ścianę i miał otwarte oczy. „Jego ciało było czyste i promieniowało. Każdy (…) sądziłby, że to jakiś święty. Twarz oblana była blaskiem pogody. Ciała innych więźniów zastałem leżące na posadzce” – wspominał w 1946 r.

Starania o beatyfikację o. Kolbego franciszkanie podjęli od razu po wojnie. Przez lata toczył się proces w tej sprawie. Ostatecznie beatyfikacja odbyła się w Rzymie, w bazylice św. Piotra, podczas uroczystej mszy świętej 17 października 1971, której przewodniczył papież Paweł VI

Na tę uroczystość przybyło ok. 150 tys. osób, w tym blisko 6 tys. Polaków. Polskiej delegacji przewodniczył prymas Stefan Wyszyński. Obecni byli też m.in. kard. Karol Wojtyła (który jako papież Jan Paweł II kanonizował o. Maksymiliana 11 lat później) oraz Franciszek Gajowniczek, ocalony przez o. Maksymiliana Kolbego więzień. Jan Paweł II uznał świętego za patrona „naszych trudnych czasów”.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 33(94) 14-20/08/2021