Turystycznie o Polsce. Pienińskie cuda

| Fot. Brenda Mazur

Nie mogę o tym nie napisać. Wszyscy zachwycają się Tatrami – owszem, są piękne, ale dla mnie najpiękniejsze są Pieniny, Beskid Sądecki i Gorce. I wiem, o czym mówię, bo przyjeżdżam tam często i wałęsam się po górach.

U podnóża tych gór, niedaleko Szczawnicy, leży malownicze Krościenko nad Dunajcem. To urokliwa miejscowość, jakby się tam czas zatrzymał, z małym ryneczkiem, w którym skupione jest wszystko, co najważniejsze: XIV-wieczny zabytkowy kościółek pw. Wszystkich Świętych, budynek urzędu gminy (ostatnio wyremontowany, ale zachowujący swoją dawną formę), stragany, karczmy i bank, apteka. Nieopodal co poniedziałek odbywa się targ, na który chodzą wszyscy mieszkańcy, niezależnie, czy chcą coś kupić, czy nie. Tam toczy się życie towarzyskie.

I z tego Krościenka prowadzą szlaki na pienińskie i gorczańskie szczyty, m.in. na Trzy Korony, Sokolicę, Czertezik, Prehybę, Marszałek, Lubań czy Turbacz. Dla mnie najbardziej urokliwa jest Sokolica (747 m n.p.m.). Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych pienińskich szczytów a do tego miejscem, z którego roztacza się przepyszna panorama. Trudno orzec, skąd prezentuje się najokazalej – z Sokolej Perci, czyli szlaku łączącego Sokolicę z Trzema Koronami, czy też z Drogi Pienińskiej, gdy spaceruje się na wysokości fal Dunajca i z uśmiechem na twarzy kontempluje jej urok.

Czytaj więcej: Przez Bałkany w czasach zarazy

Spacerki Krasem

Z Krościenka do szlaku na Sokolicę idzie się ulicą św. Kingi i tzw. Krasem. W tej podróży po drodze poznajemy historię „zerwanego mostu”, który też jest swoistym symbolem Krościenka. Został zbudowany w latach 1871–1872 i łączył Szczawnicę z Krościenkiem. Istniał przez 62 lata. W lipcu 1934 r. Polskę nawiedziła największa powódź w latach międzywojennych. Ulewne opady podniosły wody Dunajca do bardzo wysokiego poziomu. W wyniku powodzi most rozpadł się na dwie części. Niewiele z niego pozostało, w nurcie rzeki można dziś zauważyć pozostałości filara.

Mieszkańcy z wielkim sentymentem traktują to miejsce. Spacerki Krasem są bardzo lubiane i często uskuteczniane przez mieszkańców, a turyści, podążając tamtędy na Sokolicę, podziwiają po drodze stare kapliczki.

Z tej drogi, łagodnej i romantycznej, trzeba niebawem zejść i pokonać trudniejszy odcinek, wspinając się pod górę na sam szczyt. W drodze do celu można podziwiać górskie zbocza porośnięte bukowo-jodłowym lasem. Atrakcją są także liczne uskoki skalne, które zapierają dech w piersiach nawet bardziej doświadczonym bywalcom gór. I naprawdę warto się wspinać dla tamtejszych widoków.

Jan Dyda, wójt gminy Krościenko, wśród górali
| Fot. Brenda Mazur

Wspinamy się na Sokolnicę

Widok Sokolicy okraszony jest obecnością słynnej sosny, która pomimo przeciwności losu wciąż trwa. We wrześniu 2018 r. reliktowa sosna z Sokolicy została bowiem uszkodzona podczas akcji ratowniczej z użyciem śmigłowca. Kiedy śmigłowiec przyleciał nad szczyt Sokolicy, by zabrać ranną turystkę – wywołał silny podmuch, od którego złamała się górna gałąź sosny. Specjaliści zajmujący się chirurgią drzew po jej przebadaniu zdecydowali o usunięciu odłamanej korony. Była to niepowetowana strata, niemal żałoba dla mieszkańców i turystów. U stóp uszkodzonego drzewa ktoś zostawił czarną wstążkę i znicz. Sosna liczy sobie prawie 500 lat. Z jej udziałem powstała niezliczona ilość zdjęć, pozowała wielu malarzom.

Z końcem XIX wieku w prasie pisano: „Tylko osoby silne, umiejące dobrze chodzić po górach wdzierają się na Sokolicę”. Ale nie jest tak źle. To mają do siebie pienińskie i beskidzkie szlaki, że jest to wyprawa dla niemal każdego. Ja pokonywałam tę trasę wielokrotnie. Z Krościenka spokojnym krokiem można wejść w godzinę, półtorej. Po drodze są ławki i pnie drzew, na których można przysiąść i się wzmocnić. Najtrudniejszy jest ostatni odcinek, gdy pniemy się po blaszanych schodach stromo pod górę (ok. 40 m przewyższenia).

Jednym z ciekawszych wariantów dotarcia na szczyt jest spacer prosto ze Szczawnicy. Szlak też nietrudny, acz chwilami jest bardzo stromo. Pamiętać tylko trzeba, że nie jest to opcja dostępna całorocznie ani całodobowo. Wszystko jest uzależnione od pana Piotra, flisaka, który kursuje pomiędzy brzegami Dunajca, bo właśnie chcąc dostać się na Sokolicę od strony Szczawnicy, trzeba przepłynąć Dunajec na drugą stronę. Aby wejść na sam szczyt, na mocno kamienistą platformę widokową, należy wykupić niedrogą wejściówkę wspierającą Pieniński Park Narodowy. Ten sam bilet upoważnia na wejście tego samego dnia na Trzy Korony.

Czytaj więcej: Dzikie plaże na Łotwie

Flisacy urozmaicają trasę opowieściami o ciekawych miejscach oraz lokalnych legendach
| Brenda Mazur

Można zejść na Słowację

Spod samej Sokolicy prowadzi również szlak na Trzy Korony. Ten już jest trudniejszy, dłuższy ale wart poświęcenia. Spokojniejszy jest ten prowadzący od ul. Trzy Korony. Oprócz Sokolicy Trzy Korony są najbardziej spektakularnym szczytem w Pieninach. Charakterystyczną skalną koronę tworzy pięć turni szczytowych. Najważniejsza z nich to Okrąglica, licząca 982 m, na której znajduje się platforma widokowa. Z niej rozciąga się przepiękna panorama na Dolinę Dunajca, Beskid Sądecki, Gorce i Tatry. Widoczne z wielu stron skały, regionalnie nazywane są: Chudo Kaśka (najwyższa Okrąglica), Grubo Baśka i Kudłato Maryśka.

Gdy już zaliczyliśmy szczyt, trzeba zdecydować, gdzie idziemy dalej. Jedna z propozycji to zejście na Słowację, do Sromowiec Niżnych. Można się też tam wybrać się przez Trzy Korony wprost z Krościenka. Szlakiem żółtym zajmuje to 3,5–4 godziny piękną i w miarę spokojną trasą.  

Gdy już zejdziemy do Sromowiec Niżnych i przejdziemy przez most na Słowację, czeka nas tylko błoga ulga dla nóg i podniebienia. Tam można zamówić słowackie dania, np. bryndzové halušky (kluski ziemniaczane podawane z lokalną bryndzą) i do tego słowackie warzone piwo. Można też odpocząć po trudach wyprawy w schronisku PTTK (Trzy Korony właśnie stamtąd prezentują się najładniej) u samego zejścia z góry jeszcze po stronie polskiej, tam też można przenocować albo wrócić do Krościenka tą samą trasą lub często odjeżdżającymi w sezonie busami.

Wilnianie znają ten region

Ze Sromowiec Niżnych do Krościenka wyruszają w trasę spływem Dunajca tratwy. Tradycja spływu na drewnianej tratwie, zbudowanej z połączonych czółen, sięga połowy XIX w. To bardzo ciekawa i komfortowa forma zwiedzania Pienińskiego Parku Narodowego. Podczas kilkugodzinnego spływu można zobaczyć najpiękniejszą część regionu, jaką jest Przełom Dunajca, czy takie słynne miejsce jak Janosikowy Skok. Flisacy urozmaicają trasę opowieściami o ciekawych miejscach oraz lokalnych legendach, żartując i pośpiewując. Trasa liczy 23 km, czas spływu to trzy godziny. Sezon trwa od kwietnia do października.  

Mogłabym o Krościenku, Pieninach i Gorcach mówić bez końca. O tym, jak przyjaźnie do turystów nastawieni są mieszkańcy, że to miejsce niemal sielankowe. I to nie jest tyko moje zdanie. Mieszkając tam przez jakiś czas, poznałam parę osób z Wilna i okolic, które zdecydowały się tam zamieszkać na stałe.

Na jednym z festynów poznałam Polaka z Litwy, który ożenił się z mieszkanką sąsiadującej z Krościenkiem wioski. Wspólnie z żoną prowadzą gospodarstwo, które specjalizuje się w wyrobie ekologicznych serów i innych potraw tradycyjnymi metodami. Znajomy mówił mi, że jest tu szczęśliwy i zauroczony pięknem górskich okolic.

Również w okolicach Krościenka mieszka pani doktor Lilija Kovarskaja, która przeniosła się tam z Wilna. Wraz z mężem pobudowali na szczycie góry drewniany piękny dom, z którego okien rozchodzą się widoki zapierające dech w piersiach. Pani doktor pracuje w polskich placówkach służby zdrowia i cieszy się uznaniem. Jest ceniona, a przez osoby starsze wręcz uwielbiana, bo ma do nich specjalne podejście. Ona również pokochała Pieniny, Gorce i Dunajec, i tamtejszych ludzi.

Widoki w Pieninach zapierają dech w piersiach, choć to przecież nie są
wysokie góry.

Dzieje się w gminie

Marzeniem mieszkańców tego urokliwego zakątka jest doprowadzić do tego, aby Krościenko było miejscem na miarę prawdziwego kurortu. I by było coraz piękniejsze. O to, jak rozwija się miasteczko i jak zachęciłby do odwiedzania tego rejonu, pytam doświadczonego GOPR-owca, obecnie wójta gminy Krościenko nad Dunajcem Jana Dydę.

– Nasza miejscowość jest niewielka, ale znana od lat. Kiedyś wspólnie jako Szczawnica-Krościenko tworzyliśmy jedno miasto. Było to w latach 1973–1982, po czym zostaliśmy rozdzieleni, ale nie rywalizujemy ze sobą. Wiadomo, że Szczawnica jest większa i została miastem, my pozostaliśmy wioską, ale zaznaczyć trzeba – prężną, ciągle się rozwijającą, mającą swój niezaprzeczalny klimat i urok. Odległość między nami (5 km) sprawia, że mamy często na swym terenie tych samych turystów, którzy wędrują, spacerują, jeżdżą na rowerach pomiędzy miejscowościami. Zaczynają wspinaczkę górską z różnych stron. Szczawnica to miasto, które ma inny charakter. To głównie sanatoria uzdrowiskowe – opowiada Jan Dyda.

– Do nas natomiast od lat powracają miłośnicy gór, aktywnego wypoczynku na świeżym powietrzu, jak również ci, którzy chcą poznać kulturę górali pienińskich. Spotkać u nas można pojedynczych miłośników gór, jak i całe grupy dorosłych i młodzieży z plecakami, całe rodzinki z maluchami w plecakowych nosidełkach. Co ich do nas przyciąga? Przepiękne położenie w ramionach trzech pasm górskich, zagadkowo wijący się Dunajec ze swym spływem kajakowo-pontonowym, place zabaw, siłownie na świeżym powietrzu, skwerki rekreacyjne, pola namiotowe, parkingi – wymienia wójt.

Cyklicznie w Krościenku nad Dunajcem odbywają się liczne imprezy, choćby Targ Pieniński, koncerty, festiwale, np. Pieniny – Kultura – Sacrum. Na terenie gminy zamieszkuje wielu utalentowanych twórców ludowych. W Krościenku można skosztować wód mineralnych „Stefan” i „Michalina”. Ich źródła usytuowane są na zboczach Strajkowej Góry i słyną z właściwości leczniczych.

– Nie mogę nie wspomnieć o Kopiej Górce, gdzie znajduje się Centrum Ruchu Światło–Życie, ze swoją przepiękną kaplicą Chrystusa Sługi, Namiotem Światła i Oazowymi Ścieżkami. Ciągle staramy się uatrakcyjniać naszą okolicę. Nie ukrywam, udaje się to dzięki pozyskiwanym środkom z programów unijnych. Ostatnio zakończyliśmy budowę nowego mostu na Dunajcu, renowację rynku. Nie sposób tu powiedzieć o wszystkim. Zapraszam serdecznie do nas – zachęca Jan Dyda.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 34(97) 21-27/08/2021