Czy Rosja szykuje się do wojny?

Rosja gromadzi wojska przy granicy z Ukrainą. Sytuacja w regionie staje się coraz bardziej napięta. Tym niemniej, Litwa, Polska i Ukraina mówią jednym głosem. Zachód też nie zamierza iść na ustępstwa.

Szefowie parlamentów Litwy, Polski i Ukrainy wydali wspólne oświadczenie
| Fot. LRS, Olga Posaškova

W niedzielę odbyła się XI Sesja Zgromadzenia Parlamentarnego Polski, Litwy i Ukrainy, w trakcie którego wydano wspólne oświadczenie, w którym jeszcze raz podkreślono, że Litwa i Polska wspierają członkostwo Ukrainy w UE i NATO oraz potępiają wszelką agresję Rosji i jej próby destabilizacji w regionie. Parlamenty trzech krajów zapewniły, że nie uznają i nadal nie będą uznawały aneksji Krymu. „Wyrażamy solidarność z mieszkańcami Ukrainy, którzy zostali zmuszeni, aby żyć w warunkach rosyjskiej okupacji, wliczając Tatarów krymskich, Karaimów krymskich, Krymczaków, dla których jeszcze raz wzrosło zagrożenie dla ich życia na ich rodzimym terytorium” — czytamy w dokumencie. Zaapelowano też o kontynuowanie polityki sankcji względem Kremla.

W dokumencie podkreślono też, że Łukaszenka nie jest prawowitym prezydentem Białorusi i nie ma prawa reprezentować Białorusinów. „Chcemy, aby kraje (zachodnie — przyp. red.) zainicjowały międzynarodowy proces opierający się na powszechnej praworządności, który zezwoli na osądzenie osobiście Aleksandra Łukaszenki i członków jego reżimu za przestępstwa przeciwko ludziom Białorusi” — podkreślono we wspólnym dokumencie.

Czytaj więcej: Czy Platforma Krymska będzie przełomem?

Rosja chce uniemożliwić wejście Ukrainy do NATO
| Fot. EPA-ELTA

Rosja szykuje się do wojny?

W sobotę niemiecki dziennik „Bild” poinformował, że dotarł do szczegółowych planów rosyjskiej inwazji na Ukrainie. Zdaniem dziennika Rosja na poważnie rozważa siłowe rozwiązanie względem Ukrainy, jeśli władze w Kijowie nie zrezygnują z odzyskania okupowanego Krymu oraz wschodniej Ukrainy. Rosja poza tym wysyła jednoznaczne sygnały, że Ukraina w żadnym wypadku nie może zostać członkiem NATO. Zgodnie z ustaleniami niemieckich dziennikarzy Rosja miałaby w trzech etapach zająć około dwóch trzecich terytorium Ukrainy. Jak podaje dziennik, rosyjskie plany wojenne „opierają się na ocenach kilku osób z NATO i kół bezpieczeństwa, z których część miała wgląd w możliwe plany rosyjskiego ataku”. W rosyjskiej operacji wojskowej ma być użytych nawet 175 tys. żołnierzy.

Celem pierwszej fazy ataku ma być opanowanie południa Ukrainy. W pierwszej kolejności rosyjskie wojsko ma zaatakować ze strony Krymu i Donbasu. Drugi etap zakłada atak rakietowy na terytorium Ukrainy, aby ją osłabić militarnie i gospodarczo. Trzeci etap, który ma nastąpić po zajęciu południa kraju, polega na tym, że wojsko rosyjskie poruszałoby się w stronę Kijowa.

„Bild” pisze, że Kreml mógłby zakończyć operację wojskową na każdym etapie, jeśli państwa zachodnie zgodziłyby się na warunki Rosji. Plan nie wyklucza również zastosowania trzech etapów operacji jednocześnie. „Wśród natowskich strategów nie ma pewności, czy reżim Łukaszenki weźmie udział w działaniach wojennych z Białorusi. Choć dyktator Łukaszenka niedawno to zapowiedział, nie jest to jeszcze pewne” — można przeczytać w sobotnim artykule. Najbardziej realna data rozpoczęcia operacji to koniec stycznia lub początek lutego 2022 r.

O możliwym ataku poinformowały też ukraińskie służby specjalne. Na linię frontu w Donbasie przerzucane są działa samobieżne, czołgi, bojowe wozy piechoty, zwiększono liczbę snajperów, którzy mają sprowokować ukraińskich żołnierzy — poinformował główny zarząd wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy. Ukraiński wywiad nie wyklucza sytuacji, że Rosja będzie starała się sprowokować ukraińskich żołnierzy, aby mieć pretekst do bezpośredniego ataku.

Czytaj więcej: Putin, historyk niebezpieczny

Komentarz eksperta

Zastępca dyrektora Ośrodka Studiów Wschodnich oraz analityk zajmujący się sytuacją polityczno-gospodarczą Białorusi, Ukrainy oraz polityki zagranicznej Rosji, Wojciech Konończuk, w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej oświadczył, że rozwiązanie siłowe jest jak najbardziej realne. „Tak duża i postępująca koncentracja wojsk wywołuje bardzo mocne zaniepokojenie na Zachodzie, bo nie do końca wiadomo, co oznacza. Deklaracje szefa NATO, Jensa Stoltenberga, jakie padły podczas ostatniego spotkania NATO na poziomie ministerialnym w Rydze, wskazują, że z dokumentów wywiadowczych wynika, że scenariusz wojenny jest brany pod uwagę. Kluczowe jest pytanie, czy Rosja grozi wojną i zamierza do niej doprowadzić, czy jedynie blefuje, bo uważa, że poprzez taką operację psychologiczną sprawi, że elity zachodnie pójdą na ustępstwa wobec jej żądań” — oświadczył analityk.

Jak podkreślił, w dużym stopniu żądania Moskwy są spowodowane zmianą administracji w Białym Domu. „Mamy nową administrację w Waszyngtonie, dla której priorytetem są kwestie chińskie. Od dłuższego czasu trwają strategiczne rozmowy rosyjsko-amerykańskie, które, w percepcji Waszyngtonu, pewne sprawy sporne mają uregulować. Dlatego to, co dzieje się przy granicy z Ukrainą, należy postrzegać także w tym kontekście. Poza tym zakończył się proces formowania nowej koalicji w Niemczech, do tego zbliżające się wybory prezydenckie we Francji… Zachód nie chce konfrontacji z Rosją. Nic dziwnego, że kremlowscy stratedzy uznali, że istnieją sprzyjające okoliczności do tego, by spróbować pewne rzeczy wymusić” — wyjaśnił Konończuk.

Czytaj więcej: Ekspert USA oraz media zachodnie o spotkaniu Biden—Putin

Reakcja Zachodu

Zachód, przynajmniej na razie, twierdzi, że na żadne ustępstwa względem Rosji nie pójdzie. W poniedziałek doszło do telefonicznej rozmowy premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona z prezydentem USA Joe Bidenem, premierem Włoch Mario Draghim, prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Przywódcy Wielkiej Brytanii, USA, Niemiec, Francji i Włoch podkreślili w poniedziałek konieczność stworzenia jednolitego frontu w obliczu rosyjskich gróźb — poinformował media rzecznik brytyjskiego rządu. „Przywódcy wezwali Rosję do deeskalacji napięcia i potwierdzili swoje niezłomne poparcie dla integralności terytorialnej Ukrainy” — poinformował rzecznik brytyjskiego premiera.

Biały Dom natomiast wydał oświadczenie, z którego wynika, że porozumieć się w sprawie Ukrainy można tylko przy pomocy deklaracji. „Przywódcy przedyskutowali wspólne obawy na temat koncentracji wojsk Rosji przy granicy z Ukrainą i coraz ostrzejszej retoryki Rosji. Wezwali Rosję do deeskalacji napięć i zgodzili się, że dyplomacja, zwłaszcza w formacie normandzkim, jest jedyną drogą rozwiązania konfliktu w Donbasie poprzez implementację porozumień mińskich” — czytamy w komunikacie.

| Rys. Władysław Mickiewicz

Antoni Radczenko