W poniedziałek 22 czerwca 2026 r. minęło sto lat od urodzin Tadeusza Konwickiego — jednego z najważniejszych powojennych prozaików, a zarazem wybitnego scenarzysty i reżysera. Choć twórca ten zasługuje na pełnoprawny panegiryk — uwaga ludzka jak i papier są nośnikami oszczędnymi. Dlatego też skupimy się przede wszystkim na relacji pisarza z jego utraconą ojczyzną, Wileńszczyzną — gdyż do niej urodzony w Nowej Wilejce twórca przez całe życie wracał pamięcią i za nią tęsknił.
Wilno i Wileńszczyzna żłobiło całą twórczość Konwickiego. Co sam twórca z chęcią i przy wielu okazjach podkreślał.
„Wszystkie moje książki są przepełnione Wilnem, że w kółko i stale piszę o Wilnie, że właściwie piszę całe życie jedną i tę samą książkę, powieść z jednakową za każdym razem treścią, fabułą, z tymi samymi bohaterami, a nawet nie wysilam się przy opisach przyrody. Walę te same już od dwudziestu lat” — pisał w 1986 r. Przy tej samej okazji zarzucał czytelnikom brak uważności. Opowiadał, jak niektórzy twierdzili, że przeczytali większość jego książek, po czym byli zaskoczeni jego wileńskim rodowodem, jakby to była jakaś wiedza tajemna.
„Podejrzliwy Litwin”
Konwickiego nieraz nazywano „sumieniem XX wieku”. Sam wielokrotnie rewidował swoje własne poglądy i pracował w wielu środowiskach. W czasach po upadku komunizmu mówił też o sztuce w „nowych czasach”.
„Ja jestem trochę podejrzliwy Litwin, przygotowany w życiu na wszystko. Staram się nie ulegać nieuzasadnionemu optymizmowi. Widzimy dookoła, że książki umierają razem z autorami. Myślę, że wtedy, gdy powiedziałem, że moje książki umrą razem ze mną, troszkę jeszcze byłem optymistą. Dziś czasem myślę, że może się zdarzyć, że umrą, kiedy będę się jeszcze tułał po tym świecie. Cywilizacja stworzyła gigantyczną podaż sztuki. Po co ludzie mają czytać, skoro obecnie wszyscy świetnie piszą” — mówił w wywiadzie w 2005 r. dla Katarzyny Jankowskiej.
„Krytyk polskiej, a może ludzkiej, megalomanii”
Tadeusz Konwicki pozostaje, a może wręcz staje się jeszcze bardziej aktualny, w trudnej i niejasnej rzeczywistości międzynarodowej.
„Jestem przekonany, że powrót do twórczości Konwickiego może pomóc lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość. Nie dlatego, że znajdziemy w niej gotowe odpowiedzi, lecz dlatego, że uczy ona życia pośród niepewności, sprzeczności i historycznych zawirowań. A to umiejętność szczególnie cenna w naszych czasach. Konwicki pozostaje również wielkim ironistą i bezlitosnym krytykiem polskiej – a może po prostu ludzkiej – megalomanii” — pisał niedawno dziennikarz „Kuriera Wileńskiego” Antoni Radczenko w komentarzu „Konwicki na nasze czasy”.
Czy samo Wilno o Konwickim pamięta? Stara się i chce pamiętać bardziej. W Kolonii Wileńskiej, w której pisarz się wychował, w dniu 7 stycznia 2025 r., w dziesiątą rocznicę jego śmierci, na drewnianym domu przy ul. Dolnej (lit. Žemoji) 22 zawisła dwujęzyczna tablica pamiątkowa — zielona, z portretem twórcy.
Widnieje na niej napis po litewsku i po polsku: „W tym domu mieszkał Tadeusz Konwicki (1926–2015) — polski prozaik, scenarzysta i reżyser, odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu »Za Zasługi dla Litwy«”. Inicjatywę podjęła wspólnota mieszkańców Kolonii Wileńskiej, a projekt zaakceptowała córka pisarza, Maria Konwicka.
Warto zaznaczyć, że starania na rzecz odsłonięcia tablicy w ramach tejże wspólnoty mieszkańców podejmowali Litwini, w tym przewodnik Vytautas Jakelaitis, który żartował w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”, że „żeby być dobrym nacjonalistą, trzeba wiedzieć o swoich sąsiadach i o korzeniach, o tym miejscu, w którym żyjesz”, zaznaczając nierozerwalność historii polskiej i litewskiej.
Stowarzyszenie Kolonii Wileńskiej wystąpiło też o nadanie jego imienia schodom w dzielnicy — w Wilnie istnieją już Schody Czesława Miłosza, należnym zatem by było, aby Konwicki również miał swoje schody. Setną rocznicę uczczono w Kolonii spacerem śladami pisarza, a jesienią jego filmy przypomni festiwal kina polskiego w Wilnie.
Imię Konwickiego nosi także polskie gimnazjum w Bujwidzach — miasteczku, które wspomniał opisał w powieści „Bohiń”.

Biogram Konwickiego
Konwicki urodził się 22 czerwca 1926 r. w Nowej Wilejce, wschodniej dzielnicy Wilna, jako syn Michała i Jadwigi z domu Kieżun. Ojca, zmarłego, gdy chłopiec miał trzy i pół roku, prawie nie pamiętał. od szóstego roku życia mieszkał w Kolonii Wileńskiej, u krewnych Blinstrubów. Od 1938 r. uczył się w wileńskim Gimnazjum im. Zygmunta Augusta — tej samej szkole, którą ukończyli późniejsi nobliści Czesław Miłosz i Andrew Schally.
W 1944 r. zdał konspiracyjną maturę. W latach 1944–45 walczył w szeregach VIII Oszmiańskiej Brygady Armii Krajowej — brał udział w akcji „Burza”, a później w partyzantce antybolszewickiej. Po rozwiązaniu oddziału przedostał się przez nowe granice do Polski, gdzie pozostał już na stałe.
Zadebiutował powieścią „Rojsty”, zatrzymaną przez cenzurę w 1948 r. i wydaną dopiero w 1956. Warto przypomnieć, że „rojsty” to słowo z gwary wileńskiej, pochodzące z języka litewskiego od słowa „raistas”, czyli „bagno”.
Później powstały dzieła, które weszły do kanonu literatury: „Sennik współczesny” (1963), a w drugim obiegu „Kompleks polski” (1977) i „Mała apokalipsa” (1979) — jego najgłośniejsza powieść.
Bohaterami jego książek bywają wywodzący się z Kresów inteligenci z AK, naznaczeni utratą małej ojczyzny — tak jak on sam.
Był też wybitnym filmowcem. Jako reżyser zadebiutował „Ostatnim dniem lata” (1958) — nagrodzonym w Wenecji i uznanym za prekursorski wobec francuskiej Nowej Fali. Wyreżyserował m.in. „Salto”, „Dolinę Issy” według Czesława Miłosza i „Lawę” — adaptację „Dziadów”. Pisał także scenariusze dla Jerzego Kawalerowicza („Matka Joanna od Aniołów”, „Faraon”), a przez dwanaście lat kierował literacko Zespołem Filmowym „Kadr”.
„Biogram” kota Wańki
Osobnym bohaterem był kot Iwan (nazywanego też Wańką). Opisywał, że kot wszedł do rodziny przypadkiem, podrzucony. Już pierwszego dnia myśleli, że kot zginął. Jednak okazało się, że spał pod kołdrą nie zwracając uwagi na to, że wszyscy go szukają i za nim płaczą. Konwicki opisywał, że kot bił domowników na korytarzu, z czego samego Tadeusza „jak bokser”, chowając pazury. Po „Kalendarzu i klepsydrze” (1976) zyskał takie rzesze wielbicieli, że w stanie wojennym, gdy Konwiccy biedowali, z całego świata napływały do nich paczki z kocim jedzeniem, o czym opowiada córka pisarza, Maria Konwicka.
Sam pisarz nie czytał swoich książek po wydaniu i nie oglądał swoich filmów po premierze, jak mówił „Rzeczpospolitej” w 2005 r.
„Tak, przychodziłem na premiery, grzecznie się kłaniałem i jak tylko gasło światło, uciekałem. To wynika z pewnych moich cech charakteru, z wychowania wileńskiego, w którym asceza, powściągliwość i rodzaj honoru były obowiązujące. Toteż za bardzo nie wiem, czy tom z okładką zapowiadającą moją książkę to naprawdę moja książka” — wyjaśniał w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” w 2005 r.
Tadeusz Konwicki zmarł 7 stycznia 2015 r. w Warszawie. Setną rocznicę jego urodzin uczcił uchwałą Sejm RP.
Na podstawie: twórczość Tadeusza Konwickiego, „KW”, „Rzeczpospolita”, inf.wł., „Polityka”, mat.pras., Sejm RP, NAC



