Podczas konferencji Europejskiej Fundacji Praw Człowieka (EFHR) dot. traktowania szkół mniejszości narodowych na Litwie, która odbyła się w końcu czerwca, głos zabrała Jolanta Raińska, reprezentująca rodziców uczniów Gimnazjum im. Longina Komołowskiego oraz społeczność „Dienmedis” z Połuknia. Jak podkreśliła, mówi nie tylko jako przedstawicielka rodziców, ale także jako mieszkanka miejscowości i matka czworga dzieci, z których najmłodszy syn ukończył w tym roku dziesiątą klasę w polskim gimnazjum.
Jak zaznaczyła, historia szkoły nie jest opowieścią sprzed stuleci ani wydarzeniem z odległego kraju. „Chciałabym opowiedzieć wam historię naszej szkoły. Historię, która nie wydarzyła się w średniowieczu, ani na Białorusi, ani w Libanie, ale w XXI wieku, w samym sercu Europy, w demokratycznym kraju Unii Europejskiej — na Litwie, w rejonie trockim” — powiedziała Jolanta Raińska.
Koniec samodzielnego gimnazjum
Rok temu społeczność szkolna świętowała 110-lecie nauczania w języku polskim w Połukniu. Według rodziców istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że kolejnego jubileuszu szkoła już nie doczeka jako samodzielna placówka.
Od 1 września Gimnazjum im. Longina Komołowskiego zostanie przekształcone w oddział Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza w Landwarowie. Decyzję tę podjął samorząd rejonu trockiego w ramach reorganizacji sieci placówek oświatowych.
Jak zaznaczyła Raińska, w podobnym czasie reorganizacją objęto również Gimnazjum im. D. Malinauskasa w Hanuszyszkach oraz Szkołę Podstawową im. Kiejstuta w Starych Trokach. Obie placówki zachowały jednak samodzielność, a dzieci nadal uczą się tam na miejscu.
W swoim wystąpieniu Raińska podkreślała znaczenie wiejskich szkół dla lokalnych społeczności. „Każdy wie, że szkoła, a zwłaszcza szkoła wiejska, jest ośrodkiem kultury. To nie tylko miejsce, gdzie uczą się dzieci, ale także, gdzie przychodzą rodzice, dziadkowie, odbywają się zebrania i imprezy. W całej Litwie jest mnóstwo przykładów, kiedy po zamknięciu szkoły wieś została skazana na zagładę” — powiedziała Jolanta Raińska.
Według rodziców utrata samodzielności szkoły może mieć wpływ nie tylko na edukację, ale również na dalsze funkcjonowanie całej miejscowości.
Początek sporu
Początek konfliktu sięga 2 marca 2022 r. Wówczas do Połuknia przyjechali przedstawiciele władz rejonu trockiego, aby przedstawić plan reorganizacji. Na spotkanie z władzami rejonu zaproszono rodziców uczniów obu gimnazjów działających w Połukniu. Początkowo część uczestników odniosła wrażenie, że reorganizacja obejmie obie szkoły. Dopiero później wyjaśniono, że zmiany dotyczą wyłącznie polskiego gimnazjum.
Według Jolanty Raińskiej samorząd uzasadniał swoją decyzję planowanymi oszczędnościami oraz przekonaniem, że uczniowie będą mieli lepsze warunki w większej szkole.
„Podczas tego pierwszego zebrania władze rejonu tak uzasadniały swoją decyzję: »zostaną zaoszczędzone środki, a dzieciom będzie lepiej w większej szkole«. Jednak na pytanie, ile dokładnie zostanie zaoszczędzone, do dziś nie udzielono odpowiedzi. A to, gdzie naszym dzieciom będzie się lepiej uczyć, to sprawa nas, rodziców” — powiedziała Jolanta Raińska.
Rodzice przedstawili własne rozwiązanie
Społeczność szkolna próbowała zaproponować alternatywę wobec reorganizacji. Z inicjatywy przewodniczącej społeczności „Dienmedis” Grażyny Gołubowskiej odbyło się spotkanie rodziców obu szkół, podczas którego wypracowano kompromisową propozycję.
Projekt zakładał wspólny plan nauczania dla uczniów klas jedenastych i dwunastych obu szkół funkcjonujących w tym samym budynku. Wybrane przedmioty miały być prowadzone wspólnie w języku litewskim, natomiast pozostałe zajęcia odbywałyby się w macierzystych szkołach. Taki model funkcjonował już wcześniej. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że oba gimnazja mieszczą się w jednym budynku. Wspólnie korzystają z sal sportowych, auli, stołówki oraz pozostałej infrastruktury.
Pomimo przygotowania pisma do mera rejonu trockiego propozycja nie została zaakceptowana.
Natomiast w 2023 r. zapadła decyzja, że naukę w klasach maturalnych w Połukniu będą mogli kontynuować wyłącznie uczniowie Gimnazjum „Medeinos”, w którym nauczanie odbywa się w języku litewskim.
Według rodziców uczniowie klas 11 i 12 Gimnazjum im. Longina Komołowskiego zostali wykreśleni z rejestru uczniów już po rozpoczęciu roku szkolnego. „Nikogo, poza rodzicami, nie interesowało, gdzie podziały się dzieci, które zostały przymusowo usunięte ze szkoły, ani jakie to miało konsekwencje psychologiczne” — powiedziała Jolanta Raińska.
Rodzice zaskarżyli decyzję do sądu. Postępowania trwały przez kolejne lata, dzięki czemu — jak oceniła — szkoła mogła jeszcze funkcjonować. Ostatecznie samorząd zdecydował o likwidacji samodzielnego statusu szkoły i przekształceniu jej w filię Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza w Landwarowie.
Spór o liczby
Samorząd uzasadnia reorganizację realizacją wytycznych Ministerstwa Oświaty, Nauki i Sportu, niewystarczającą liczbą uczniów oraz koniecznością ograniczania wydatków. Rodzice nie kwestionują, że liczba uczniów na Litwie maleje. Zwracają jednak uwagę, że problem dotyczy wszystkich szkół.
„Brakuje uczniów wszędzie, sytuacja demograficzna na Litwie nie jest dobra, ale dlaczego dzieci uczące się w języku litewskim mają możliwość nauki w Połukniu, a nasze dzieci nie?” — pyta Jolanta Raińska.
Kontrowersje budzi również kwestia spodziewanych oszczędności. W przestrzeni publicznej pojawiła się kwota wynosząca ok. 60 tys. euro rocznie, jednak — jak podkreślono podczas wystąpienia — samorząd nie przedstawił szczegółowych wyliczeń.
Jolanta Raińska odniosła się również do danych opublikowanych w magazynie „Reitingai”, gdzie koszt kształcenia jednego ucznia polskiego gimnazjum oszacowano na ok. 11 tys. euro. Według niej w wyliczeniach uwzględniono wszystkie koszty utrzymania budynku, z którego korzystają obie szkoły, przypisując je wyłącznie liczbie uczniów polskiego gimnazjum.
„Czujemy się pokrzywdzeni”
Znaczną część swojego wystąpienia Jolanta Raińska poświęciła sytuacji polskiej mniejszości narodowej. Przypomniała, że prezydent Litwy Gitanas Nausėda wielokrotnie podkreślał, iż mniejszości narodowe są bogactwem państwa i powinny być pielęgnowane.
„Tak, czujemy się pokrzywdzeni, tak, nie rozumiemy, czym zawiniliśmy my i nasze dzieci, że nie mają możliwości nauki w swojej rodzinnej wsi, dlaczego odbiera się im naturalne prawo, zagwarantowane w Konstytucji Republiki Litewskiej, do uzyskania wykształcenia średniego w języku ojczystym” — powiedziała Raińska.
Odniosła się także do kwestii używania języka polskiego w przestrzeni publicznej, wskazując m.in. na upomnienie skierowane do szkoły w związku z prowadzeniem profilu gimnazjum na Facebooku w języku polskim.
Osobiste konsekwencje zaangażowania
Na zakończenie Jolanta Raińska opowiedziała o własnych doświadczeniach związanych z obroną szkoły. Wspomniała o udziale w spotkaniu z minister edukacji, nauki i sportu Ramintą Popovienė, które odbyło się 2 lipca ub. roku w Gimnazjum im. Longina Komołowskiego. Jak mówiła, po uczestnictwie w spotkaniu podczas zwolnienia lekarskiego wobec niej wszczęto postępowanie. Mimo opinii komisji lekarskiej stwierdzającej brak naruszenia zasad leczenia ambulatoryjnego, powołano kolejną komisję, której ustalenia doprowadziły do potrącenia z jej wynagrodzenia równowartości jednego dnia pracy wraz z podatkami.
Jak poinformowała, w konsekwencji zakończyła pracę w samorządzie rejonu trockiego i obecnie pozostaje bez zatrudnienia. „Po takich »działaniach« pracodawcy odeszłam z pracy w samorządzie. Obecnie jestem bezrobotna. Dziękuję władzom samorządu rejonu trockiego” — powiedziała Jolanta Raińska.
Wystąpienie Jolanty Raińskiej było nie tylko podsumowaniem kilkuletniego sporu o przyszłość Gimnazjum im. Longina Komołowskiego, ale także apelem o zachowanie prawa do nauki w języku ojczystym oraz o uwzględnianie społecznych skutków decyzji dotyczących reorganizacji oświaty.



