Niedziela Kadzidlańska — święto chleba, rolników i kurpiowskiej pamięci

W niedzielne południe Kadzidło pachniało chlebem, zbożem i latem. Przed Kościołem pw. Ducha Świętego gromadzili się mieszkańcy, rolnicy, goście i delegacje poszczególnych wsi. Były odświętne stroje, wieńce dożynkowe, kosze z owocami ziemi i przede wszystkim poczucie, że tego dnia trzeba na chwilę zatrzymać codzienny pośpiech.

Czytaj również...

6 września odbyła się Niedziela Kadzidlańska połączona z Dożynkami Parafialno-Gminnymi. Święto rozpoczęła w samo południe msza dziękczynna, po której uczestnicy ruszyli w uroczystym korowodzie dożynkowym. Na czele pochodu szła Strażacka Orkiestra Dęta „Delta” z Kadzidła. Za muzykami pojawiali się kolejni uczestnicy — gospodarze, delegacje wiejskie, osoby niosące dary ziemi i dożynkowe wieńce. Ulicami Kadzidła płynął barwny, odświętny pochód. Nie był to jednak tylko efektowny przemarsz. W tym korowodzie szła historia Kurpiów.

Chleb, który łączy

W kościele wybrzmiały słowa podziękowania za tegoroczne plony. Ziarno, mąka i chleb przypominały, że za kromką chleba stoi praca wielu ludzi — rolnika, piekarza, młynarza i całych rodzin. Później ten sam chleb stał się symbolem wspólnoty. Gospodarze dożynek, Justyna i Stanisław Duszakowie, przekazali go pani wójt Annie Śniadach. Zgodnie z tradycją chlebem podzielono się z uczestnikami uroczystości. Organizatorzy podkreślali, że jest on symbolem pojednania i spotkania ludzi.

To właśnie wokół chleba można było najlepiej zrozumieć sens tego święta. Dożynki nie są przecież wyłącznie festynem. Są podziękowaniem za pracę i przypomnieniem, że żywność nie bierze się z supermarketowej półki.

„Nie zapominamy, skąd jesteśmy”

Pani wójt Anna Śniadach mówiła o Kadzidle jako o wspólnocie, która chce się rozwijać, ale jednocześnie zachowywać własną tożsamość. „Kadzidło się rozwija, zmienia i nabiera rozpędu” — podkreślała. Mówiła o inwestycjach, bezpieczeństwie, infrastrukturze, kulturze, edukacji i sporcie. Ale zaraz dodawała, że rozwój nie może oznaczać zapomnienia o korzeniach. „Nowoczesność jest ważna, ale nasze korzenie są bezcenne” — powiedziała.

Właśnie dlatego Niedziela Kadzidlańska ma w sobie coś więcej niż zwykły festyn. Łączy przeszłość z teraźniejszością. Obok tradycyjnych wieńców, kurpiowskich strojów i folkloru pojawiają się współczesne koncerty, turniej wsi i atrakcje dla rodzin. Pani wójt przypomniała też o rolnikach. „Dzisiaj przede wszystkim chcemy powiedzieć jedno wielkie: »Dziękujemy«. Rolnicy dziękują za plony, a my pragniemy podziękować rolnikom za ich ciężką, niestrudzoną pracę i za chleb, który codziennie trafia na nasze stoły” — mówiła. Na koniec otworzyła oficjalnie Niedzielę Kadzidlańską, Dożynki Parafialno-Gminne i Turniej Wsi, mówiąc znamienne zdanie: „Dzisiaj bowiem wygrywa cała gmina Kadzidło”.

rep-Dozynki-2026-09-10-0a-PORTAL
W kościele zgromadzili się mieszkańcy, rolnicy, goście i delegacje poszczególnych wsi. Nie zabrakło Kurpianek w odświętnych strojach | Fot. Leszek Wątróbski

„Czyńmy rzeczy dobre”

Szczególnie zapadła w pamięć wypowiedź ks. kanonika Zbigniewa Wądołowskiego, proboszcza Parafii pw. Ducha Świętego w Kadzidle. Jego wystąpienie było inne niż oficjalne przemówienia. Mniej w nim było urzędowego tonu, więcej codzienności, odpowiedzialności i troski o człowieka. Proboszcz zwrócił się do rolników, rodzin, parlamentarzystów i gospodarzy gminy. Przypomniał, że wspólnota składa się z wielu rodzin i różnych charakterów, ale tego dnia wszyscy są razem. Mówił też o odpowiedzialności za miejsce, w którym żyjemy. Z humorem opowiedział o sytuacji na miejscowym cmentarzu, gdzie dzięki kamerze udało się zauważyć osobę wyrzucającą śmieci w niewłaściwym miejscu. „To jest tylko technika, kochani, która pomaga gdzieś tam pięknie żyć, a ja chciałbym, żebyśmy żyli bez tej techniki uczciwie i pięknie” — powiedział. I zaraz dodał: „Czyńmy rzeczy dobre”.

W jego słowach pojawiła się także troska o młodych ludzi. Proboszcz przypominał, że zarówno strażacka orkiestra, jak i ziemia potrzebują następców. „Młodzi ludzie powinni pamiętać, że potrzebuje was dzisiaj ta Matka Ziemia” — mówił.

To było jedno z ważniejszych przesłań tego dnia: tradycja nie przetrwa sama. Musi znaleźć swoich następców.

O tym, jak mocno kurpiowska kultura potrafi przekraczać granice regionu, przypomniał dyrektor Centrum Kultury Kurpiowskiej Paweł Łaszczych. W Kadzidle pojawili się bowiem goście z Pomorza — przedstawiciele gminy Główczyce, w tym zespoły kultywujące tradycje kurpiowskie. To niezwykła historia — po wojnie część mieszkańców Kurpi wyjechała na Pomorze. Tam znaleźli nowe miejsce do życia, ale nie zapomnieli o swoim pochodzeniu. „Mimo że mieszkają na Pomorzu, daleko od Kurpi, to Kurpie mają w sercu” — mówił Paweł Łaszczych.

Przedstawicielka zespołu „Klęcinianki” nie ukrywała wzruszenia. „Jest to dla nas pewien rodzaj nobilitacji, akceptacji, ale również powrót do źródeł, do miejsca, skąd pochodzą nasze babki, sąsiadki, prababki”. I dodała: „Patrzymy na was i troszeczkę zazdrościmy tego, co posiadacie — tej kultury, zwyczajów”. To spotkanie Główczyc i Kadzidła miało więc wymiar symboliczny. Kurpiowskość okazała się silniejsza niż odległość.

Kurpianki z wieńcem dożynkowym| Fot. Leszek Wątróbski

Język, który nie chce umrzeć

Wśród uczestników uroczystości spotkałem Krystynę Łaszczych, twórczynię ludową z Kadzidła, członkinię Stowarzyszenia Artystów Kurpiowskich, Stowarzyszenia Twórców Ludowych i Związku Kurpiów. Jej opowieść była jak otwarcie drzwi do świata, którego już prawie nie ma.

„To, czego od nich się dowiedziałam, łącznie z historią Kurpiów, różnych zwyczajów, które na Kurpiach się odbywały, to we mnie pozostało. Dla mnie to jest taka perełka naszego dziedzictwa kurpiowskiego” — mówiła, wspominając swoich dziadków i rodzinny dom. Dla niej szczególnie ważny jest język kurpiowski. Jest przewodniczącą Rady Dialektu Kurpiowskiego i zajmuje się jego zapisem. „Język jest bardzo ważny. To jest nasza mowa, mowa naszych dawnych dziadków i pradziadków” — podkreślała.

Czy młodzi chcą się go uczyć? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Są inne szkoły, internet, telefony, setki nowych bodźców. Ale są też warsztaty i ludzie, którzy próbują przekazać dzieciom mowę przodków. „Cieszę się z każdego jednego ucznia, który podejmuje tę walkę nauki języka kurpiowskiego” — mówiła. Bo język to nie tylko słowa. To sposób patrzenia na świat.

Fafernuchy i kolorowy świat kurpiowskiego stroju

Kurpie można poznawać także przez smak. Krystyna Łaszczych opowiadała o fafernuchach — tradycyjnym kurpiowskim pieczywie z dodatkiem ziół i pieprzu. Dawniej pieczono je przede wszystkim na święto Trzech Króli. Były związane z pamięcią o darach przyniesionych przez Trzech Króli do Betlejem. Ale Kadzidło ma jeszcze jeden charakterystyczny symbol — bursztyn i kadzidło. To właśnie bursztyn wypalany w specjalnym naczyniu kojarzy się z miejscową tradycją i nazwą miejscowości.

Kurpiowskość jest więc obecna nie tylko w muzealnych gablotach. Jest w kuchni, języku, pieśniach, strojach, religijności, obrzędach i codziennych przyzwyczajeniach.

Podczas Niedzieli Kadzidlańskiej trudno było przejść obojętnie obok kobiet ubranych w tradycyjne stroje. Ciemne spódnice, fartuchy, kaftany i charakterystyczne gorsety nie są przypadkowym zestawem kolorów. Każdy element ma swoje miejsce i historię.

Krystyna Łaszczyk tłumaczyła różnice między gorsetem a kaftanem, mówiła o kolorystyce strojów i o tym, kiedy kobiety zakładały ciemniejsze, a kiedy bardziej kolorowe fartuchy. Dawniej strój zmieniał się także w zależności od okresu liturgicznego i charakteru święta. W Niedzielę Wielkanocną pojawiały się już bardziej radosne, haftowane i kolorowe fartuchy. W Wielkim Poście dominowały ciemniejsze barwy. To właśnie takie szczegóły pokazują, że tradycyjny strój jest czymś więcej niż kostiumem scenicznym.

rep-Dozynki-2026-09-10-1a-PORTAL
Pochód z wieńcami dożynkowymi ulicami Kadzidła | Fot. Leszek Wątróbski

Wieś, która potrafi się bawić

Po części religijnej i oficjalnej przyszedł czas na zabawę. Na Placu im. Zespołu Folklorystycznego „Kurpianka” rozpoczęła się część artystyczna. Był występ gospodarzy — „Kurpianki” z Kadzidła, Turniej Wsi, kabaret Rozumisz, koncert Raisy i zespołu cygańskiego Duj Duj, Nicponie, Czadoman, a wieczorem zabawa taneczna z zespołem Everest. I nawet wtedy tradycja nie zeszła ze sceny.

Przypominały o niej stroje, muzyka, śpiew, rękodzieło, wieńce i język. Byli też rolnicy, dla których ten dzień miał znaczenie szczególne. Przewodniczący Rady Gminy Ryszard Bielski, sam będący rolnikiem, mówił bez ogródek o trudnych warunkach gospodarowania na Kurpiach. Podkreślał, że tutejsze ziemie są słabsze, a tegoroczne zboża nie wszędzie dały dobre plony. Lepiej wypadły użytki zielone, a wyjątkowo dobrze prezentowała się kukurydza. Jego słowa przypomniały, że za kolorowym świętem stoją realne problemy współczesnej wsi.

O rolnikach i bezpieczeństwie żywnościowym mówił także starosta ostrołęcki Piotr Liżewski. Podkreślał znaczenie rolnictwa dla polskiej gospodarki i dziękował mieszkańcom gminy za ich pracę. W imieniu wojewody mazowieckiego Mariusza Frankowskiego zwrócono uwagę również na szczególną rolę kobiet pracujących na wsi. Rok 2026 został wskazany jako Międzynarodowy Rok Kobiet Rolniczek, a ich praca została przedstawiona jako ważny element bezpieczeństwa żywnościowego i zachowania regionalnych tradycji. To właśnie kobiety bardzo często przechowywały w rodzinach język, przepisy kulinarne, pieśni, hafty i obyczaje. Dlatego bez nich nie byłoby dzisiejszych Kurpi.

„Żeby to nasze dziedzictwo przetrwało”

Kiedy późnym popołudniem na placu rozbrzmiewała muzyka, a mieszkańcy Kadzidła przygotowywali się na kolejne koncerty, można było odnieść wrażenie, że tego dnia spotkały się tu dwa światy. Jeden był współczesny — koncerty, światła, scena, zabawa, Turniej Wsi. Drugi miał pamięć znacznie dłuższą niż jedno pokolenie — kurpiowskie pieśni, stroje, język, chleb, fafernuchy, rękodzieło i opowieści przekazywane przez babki i dziadków. I właśnie ten drugi świat okazał się najważniejszy. Bo Kurpie to nie tylko miejsce na mapie. To pamięć ludzi, którzy wyjeżdżali, ale wracali. To język, którego nie chcą zapomnieć. To pieśń śpiewana przez tych, którzy mieszkają setki kilometrów od rodzinnych stron. To strój zakładany nie tylko na występ, ale także z dumy. To chleb, którym można podzielić się z drugim człowiekiem. A przede wszystkim — wspólnota.

Jak powiedziała pani wójt Anna Śniadach: „Nasza gmina to nie tylko miejsce na mapie. To przede wszystkim wspólnota ludzi, którzy potrafią działać, wspierać i wspólnie tworzyć przyszłość”. W Kadzidle tę wspólnotę było widać na każdym kroku — w kościele, w dożynkowym korowodzie, na ulicach, na scenie, przy stołach i rękach tych, którzy kroili dożynkowy chleb.

Niedziela Kadzidlańska pokazała, że tradycja nie musi być muzealnym eksponatem. Może żyć, jeśli są ludzie, którzy chcą ją pamiętać, mówić nią, śpiewać i przekazywać dalej. A Kurpie wciąż mają ludzi, którzy tego chcą.

Afisze

Więcej od autora

46. rocznica Szczecińskiego Sierpnia 1980. Pierwszy wyłom w murze systemu

Główne uroczystości rocznicowe odbyły się w niedzielę, 30 sierpnia, przy bramie Stoczni Szczecińskiej (ul. Antosiewicza). Wydarzenie zostało zorganizowane przez Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Szczecinie. O godzinie 12:00 w rejonie bramy stoczniowej rozbrzmiała ciągła, jednominutowa syrena upamiętniająca historyczne wydarzenia.

Szkic z podróży po wschodniej Sycylii. Taormina — sycylijski teatr czasu i dymu…

Wulkan Etna w sierpniu ponownie o sobie przypomniał. Najwyższy i najbardziej aktywny wulkan Europy wszedł w kolejną fazę erupcji, a spektakularne zdjęcia i nagrania z Sycylii obiegły media na całym świecie. Wiemy, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało w tej sprawie odpowiednie zalecenia. Na szczęście mnie się udało tam polecieć w przerwie pomiędzy erupcjami Etny. Bez przeszkód wylądowałem w Katanii i odwiedziłem m.in. Taorminę — jedno z najpiękniejszych miast Europy, a może i całego świata…?

Miasto, które nauczyło się milczeć… Muzeum Stalina w gruzińskim Gori

W Gori cisza ma ciężar kamienia. Leży na placach, osiada na dachach, czepia się butów. To nie jest cisza prowincji — to cisza wyuczona, przekazywana z pokolenia na pokolenie jak modlitwa bez słów. Stąd wyszedł człowiek, który zamienił strach w metodę rządzenia, a milczenie w obowiązek obywatelski. Taki właśnie był Józef Stalin. Muzeum stoi w centrum miasta jak pałac pamięci selektywnej. Monumentalne, chłodne, dostojne. Jego marmury nie drżą. Jego kolumny nie znają słowa „ofiara”. To budowla, która nie pamięta — ona wybiera.