Ostrołęka – na granicy rzeki i pamięci. Miasto, które kończy Kurpie

Nie zaczyna od dat. Zaczyna od siebie. – Nazywam się Jan Mironczuk – mówi spokojnie, jakby chciał uprzedzić pytanie, które i tak by padło. Historyk, nauczyciel, regionalista. Człowiek stąd i nie stąd jednocześnie. Przyjezdny z Białostocczyzny, ale zakorzeniony w Ostrołęce na dobre – przez pracę, książki i rodzinę.

Czytaj również...

Miasto jeszcze się nie odsłoniło, a już wiadomo, że ta opowieść nie będzie wyłącznie o murach i kościołach. Będzie o granicach – tych widocznych i tych, które istnieją tylko w pamięci ludzi.

Ostrołęka leży nad rzeką. Narew płynie spokojnie, ale to ona wyznacza jedną z najważniejszych linii podziału w regionie. – Kurpie są za rzeką – słyszymy. – Tu już nie.

To zdanie powraca jak refren. Bo choć w przewodnikach i w potocznych rozmowach Ostrołęka bywa nazywana stolicą Kurpiów, etnografia mówi co innego. Kurpie zaczynają się po północnej stronie Narwi i sięgają do Omulwi. Dalej – Mazowsze, drobna szlachta, inna historia.

– Babcia mojej żony mówiła zawsze: „Tam, na Kurpiach” – opowiada Mironczuk. – I babcia miała rację. Nauka po latach to potwierdziła.

Ostrołęka-2026-09-05-2-PORTAL
Kościół Bernardynów ufundował Tomasz Gocłowski w XVII w. | Fot. Leszek Wątróbski

Zieloni i Biali. Spór o stolicę

Kurpie (region) nie są jednorodne. Są Zielone – związane z Puszczą Zieloną – i Białe, których historia zaczyna się dopiero w XVIII w. Wtedy to Kurpie (mieszkańcy regionu) z północy zostali przesiedleni do Puszczy Białej, między Pułtuskiem a Ostrowią Mazowiecką. Umieli żyć z lasu: ciąć drzewa, wypalać smołę, pozyskiwać miód. Dla biskupów byli dobrym interesem. – My jesteśmy na granicy Kurpi Zielonych – tłumaczy przewodnik. – Na styku światów.

Co jest sercem Kurpi? Nigdy nie pada jednoznaczna odpowiedź. Jedni stawiają na Myszyniec – jedyne miasto na Kurpiach; inni na Kadzidło – wieś większą od miasta, pełną tradycji i symboli.

– One walczą ze sobą – uśmiecha się Mironczuk. – I chyba długo jeszcze będą.

Po tej stronie rzeki dominowała drobna szlachta. Biedna, często niemal nieodróżnialna od chłopów. Herby były, ale majątku – niewiele.

– Z mieczykiem chodzili – żartuje nasz przewodnik – ale w polu robili to samo, co chłopi. Ten społeczny tygiel ukształtował region: bez wielkich pałaców, za to z gęstą siecią wsi, nazwisk i rodowych opowieści.

Ostrołęka-2026-09-05-3-PORTAL
Na ostrołęckim rynku stoi pomnik gen. Józefa Bema | Fot. Leszek Wątróbski

Najszybszy święty

Wreszcie dochodzimy do murów. Starych, ciężkich od historii. W XVII w. sędzia ziemi nurskiej, Tomasz Gocłowski, postanowił ufundować w Ostrołęce klasztor bernardynom. Budowa trwała 30 lat.

Potem przyszło powstanie styczniowe. Jeden z zakonników zaangażował się w konspirację. To wystarczyło. W 1864 r. Rosjanie skasowali całe zgromadzenie. Klasztor zamieniono w budynek rządowy. Cisza wróciła na długie dziesięciolecia.

Dopiero po odzyskaniu niepodległości, w 1927 r., obiekt znów trafił do Kościoła. A w 1978 r. stał się siedzibą nowej parafii.

Parafia otrzymała patrona: Antoni Padewski. – To najszybciej kanonizowany święty w historii – słyszymy. – 352 dni od śmierci.

Dziś kościół jest nie tylko świątynią, ale centrum dekanatu obejmującego miasto i okoliczne parafie. 40 tys. ludzi, kilka kościołów, jedna wspólna historia.

Ostrołęka-2026-09-05-4-PORTAL
Wycinanki kurpiowskie, regionalna perełka | Fot. Leszek Wątróbski

Miasto pogranicza

Ostrołęka nie daje się zamknąć w jednej definicji. Jest trochę mazowiecka, trochę kurpiowska. Chłopska i szlachecka. Pobożna i buntownicza – jak w 1863 r.

Idziemy dalej, a miasto powoli odsłania kolejne warstwy. Tu nic nie jest do końca oczywiste. I może właśnie dlatego warto słuchać takich opowieści – snutych w drodze, między rzeką a kościołem, między pamięcią a teraźniejszością.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 35 (101) 05-11/09/2026

Afisze

Więcej od autora

Od Atlantyku do Pszczelnika. Historyczny lot, który trwa do dziś

Las jest cichyW Pszczelniku trudno dziś wyobrazić sobie noc z 16 na 17 lipca 1933 r. Nie ma już tamtego samolotu, tamtego huku, dymu i ognia. Nie ma dwóch pilotów,...

Między Gdańskiem a Kazachstanem. Tatarskie drogi Selima Chazbijewicza

Historia prof. Selima Chazbijewicza to opowieść o człowieku, który połączył kilka światów: tradycję polskich Tatarów, życie religijne muzułmańskiej wspólnoty w Gdańsku, pracę naukową, dyplomację i poezję. W jego biografii spotykają się pamięć kresowych przodków, współczesny islam, działalność na rzecz tatarskiej tożsamości oraz zainteresowanie historią narodów i państw Azji Centralnej.

Adas Jakubauskas o dronach, które mają otworzyć młodym drzwi do przyszłości

„Chcemy, żeby młodzi ludzie nie tylko obserwowali rozwój nowych technologii, ale sami je tworzyli”. Właśnie z myślą o nich powstał Labdaros ir paramos fondas „Dronų sąjunga” — Fundacja Charytatywna i Wsparcia „Związek Dronów” — mówi dr Adas Jakubauskas, profesor stowarzyszony z Uniwersytetu im. Michała Römera w Wilnie.