„Bez przewrotu w Polsce w 1926 r. nie byłoby przewrotu na Litwie”

Rok 1922 okazał się przełomowy dla Polski i Litwy. Dwa państwa postawiły wtedy na wdrażanie systemu demokratycznego. Niestety, po czterech latach demokrację w obu krajach zastąpił autorytaryzm.

Czytaj również...

Historia Litwy i Polska w okresie międzywojennym była bardzo podobna. Po zakończeniu Wielkiej Wojny oba kraje uzyskały niepodległość. W 1919 r. w Polsce wybrano Sejm Ustawodawczy. Na Litwie Sejm Ustawodawczy wybrano rok później.

Niestabilna sytuacja

1922 był rokiem przełomowym dla Litwy i Polski. Zakończył się okres początkowy, kiedy państwa dopiero się kształtowały. W obu krajach został wybrany Sejm, nastąpiła też elekcja prezydenta jako głowy państwa.

Wybory do pierwszego Sejmu Litwy odbyły się w dniach 10–11 października, w Polsce zaś w listopadzie. Prezydentem Litwy został Aleksandras Stulginskis, Polski – Gabriel Narutowicz. Po pięciu dniach Narutowicz został zamordowany w zamachu. Jego następcą został Stanisław Wojciechowski. Stulginaskas utrzymał się do końca kadencji. W 1926 r. nowym prezydentem Litwy został Kazys Grinius.

Oba kraje wybrały drogę demokratyczną. Okres demokracji parlamentarnej w II RP charakteryzował się jednak dużą niestabilnością polityczną oraz problemami gospodarczymi. Polska w ciągu tych czterech lat miała pięciu premierów.

– Sytuacja polityczna na Litwie i w Polsce była bardzo podobna. Na Litwie w latach 1920–1926 rząd zmieniał się minimum sześć razy. Paradoksem jest, że generalnie to były rządy jednej opcji politycznej. W tym okresie dominującą siłą polityczną byli chadecy. To był bardzo podobny proces, jaki mamy obecnie na Litwie, kiedy socjaldemokraci są u władzy. Przed wyborami w 1922 r. padła deklaracja, że premierem zostanie konkretna osoba. Ta zrezygnowała tuż po wyborach. Po jej rezygnacji mieliśmy trzech premierów w ciągu dwóch lat – opowiada w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” historyk Algimantas Kasparavičius z Instytutu Historii Litwy.

Zróbmy analogię: w 2024 r. na czele listy wyborczej socjaldemokratów stała europosłanka Vilija Blinkevičiūtė, która dopytywana przez dziennikarzy zadeklarowała, że w razie wygranej stanie na czele rządu. Po wyborach jednak zrezygnowała z teki premiera. Szefem rządu został Gintautas Paluckas. Po niecałym roku podał się do dymisji. Jego następcą została Inga Ruginienė. Po niespełna roku zastąpił ją Mindaugas Sinkevičius.

Prawica, lewica, asymilacja

Algimantas Kasparavičius jest przekonany, że wpływ na ówczesną sytuację na Litwie i w Polsce miało wiele czynników. Jego zdaniem podobny los dwóch demokracji wynikał z tego, że kraje były bardzo podobne.

– Podstawowa przyczyna tkwi w układzie społecznym. Społeczeństwa ówczesnej Litwy i Polski są bardzo podobne. Oba kraje są przede wszystkim państwami rolniczymi. W miastach niekoniecznie przeważają przedstawiciele narodu dominującego. Zwłaszcza jest to widoczne na Litwie. Przedsiębiorczość w miastach jest raczej w rękach Żydów, Polaków, a w kraju kłajpedzkim – Niemców. Polska, zwłaszcza we wschodnich województwach, też ma problem z Ukraińcami i Białorusinami. I w Polsce, i na Litwie panuje polaryzacja polityczna. Prawica i lewica raczej nie wyobraża współpracy ze sobą – opisuje historyk.

Prawica w obu krajach prezentuje podobne stanowisko dotyczące mniejszości narodowych. W obu obozach panuje przekonanie, że mniejszości narodowe muszą być asymilowane.

– Trzeba podkreślić, że to nie jest ani litewski, ani polski wymysł. To jest normalne podejście z przełomu XIX i XX w., które przywędrowało z Imperium Brytyjskiego. Kiedy wgłębimy się w brytyjskie dokumenty parlamentarne lub rządowe, to zobaczymy, że dla brytyjskich elit politycznych mniejszości narodowe były czymś tymczasowym. Panuje przekonanie, że dla asymilacji potrzebny jest racjonalny czas. Ten pogląd znajduje zrozumienie w całej Europie Środkowej. Dziś panuje diametralnie inny pogląd. Mniejszości narodowe powinny mieć ochronę prawną – podkreśla Kasparavičius.

Zagrożenie zewnętrzne

Demokracja w Polsce zakończyła się w maju 1926 r., kiedy Józef Piłsudski dokonał przewrotu. Na decyzję Marszałka z jednej strony wpływ miała niestabilna sytuacja w kraju, z drugiej – czynnik zewnętrzny. W 1922 r. Rosja sowiecka oraz Rzesza Niemiecka podpisały układ w Rapallo. Polska obawiała się, że Niemcy i Sowieci mogą kształtować wspólną politykę względem Warszawy.

Oba państwa formułowały sporo pretensji wobec Polski. Polskie obawy zwiększyły się w roku 1925, kiedy zawarto traktaty lokarneńskie. W ramach umowy między Niemcami a krajami Europy Zachodniej uznano za nienaruszalną granicę francusko-niemiecką. O granicy Niemiec na Wschodzie nie było ani słowa.

W tej sytuacji Polska faktycznie czuła się zagrożona. Kilka miesięcy po przewrocie majowym wojskowi dokonali przewrotu na Litwie. Od tego momentu w dwóch państwach zaczyna panować ustrój autorytarny. – Na Litwie kierowano się podobną logiką, jaką kierował się marszałek Piłsudski. Pomysłodawcy przewrotu główną przyczynę siłowej zmiany władzy widzą w zagrożeniach zewnętrznych. Jeśli dla Piłsudskiego zagrożeniem były sowiecka Rosja oraz Niemcy, to dla Litwinów zagrożeniami były Polska oraz Związek Sowiecki. Jeśli przejrzymy litewską prasę z września listopada 1926 r., przede wszystkim to dotyczy pism prawicowych, to zobaczymy mnóstwo artykułów o polskim zagrożeniu. Autorzy alarmują, że w Warszawie do władzy doszedł Józef Piłsudski, który w 1919 r. zagarnął Wilno, a rok później zorganizował „bunt” Żeligowskiego. Dlatego Litwa potrzebuje silnej ręki. Lewicowi politycy, prezydent Kazys Grinius oraz premier Mykolas Sleževičius, absolutnie do tego się nie nadają. Twierdzono również, że Litwie grozi bolszewizacja. Nowy lewicowy rząd Sleževičius zwolnił więźniów politycznych, z których większość stanowili komuniści. Trudno powiedzieć, na ile bolszewizacja faktycznie jest zagrożeniem, ponieważ Litwa nie ma bezpośredniej granicy z ZSRS. Niemniej jest faktem, że po zwolnieniu więźniów partia komunistyczna aktywizuje się. Pod koniec czerwca odbywa się duża demonstracja w Kownie z czerwonymi flagami. Po tygodniu demonstracje odbywają w mniejszych miastach – zaznacza historyk.

W obu przypadkach sądzono, że władza silnego, autorytarnego przywódcy uchroni kraj przed katastrofą. – Jestem głęboko przekonany, a przekonanie moje wynika z moich badań, bez przewrotu w Polsce nie byłoby przewrotu na Litwie. To nie był przypadek. Chociaż oba narody były skonfliktowane ze sobą, to było sporo podobieństw społecznych. Elita litewska była dosyć bojaźliwa. Kiedy jednak przewrót Piłsudskiego się udał, to wśród wojskowych litewskich pojawiają się głosy, że u nas to też jest możliwe. Różnica jest taka, że w Polsce za przewrotem formalnie stał lewicowy polityk, u nas prawicowy. I tam, i tam argumentacja była podobna: parlament nic nie robi tylko gada, rząd zmieniają się zbyt często. W obu przypadkach intencją było zaprowadzenie porządku i wzmocnienie państwa. Jednak jeśli spojrzymy na wrzesień 1939 r. i czerwiec 1940 r., to zobaczymy, że te cele nie zostały osiągnięte. To chyba świadczy o tym, że wybór drogi nie był trafiony. Oba kraje zapędziły siebie w ślepy zaułek. Niestety systemy autorytarne u nas były na rękę III Rzeszy i ZSRS. W odróżnieniu od systemu demokratycznego system autorytarny jest mniej mobilny i bardziej przewidywalny – podsumowuje Algimantas Kasparavičius.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 40 (116) 10-16/10/2026

Afisze

Więcej od autora

Putin grozi Zachodowi. Motuzas: „Wojny nie chce ani Litwa, ani NATO”

Prezydent Rosji, w ubiegły czwartek, zagroził użyć arsenału nuklearnego przeciwko Zachodowi, jeśli zostanie zagrożony obwód kaliningradzki. „Wówczas nieuchronnie i natychmiast pojawi się kwestia użycia wszystkich rodzajów uzbrojenia, jakimi dysponuje...

Słowo, które dzieli

Z pewnością trudno sprowadzić poglądy Prusa do prostego schematu pospolitego antysemityzmu. Jego stosunek do Żydów był znacznie bardziej złożony, niż mogłoby się wydawać na podstawie przytoczonego fragmentu. Związki z...