Wołodymyr Zełenski poinformował (24 czerwca), że strona białoruska wyłączyła przekaźniki wykorzystywane do sterowania rosyjskimi dronami, które atakowały terytorium Ukrainy. Ukraiński prezydent przed tygodniem postawił Łukaszence ultimatum: albo Białoruś zdemontuje przekaźniki sama, albo zrobi to strona ukraińska. „Według informacji, które przekazali mi naczelny dowódca, a także wywiad, od 22 czerwca odpowiednie przekaźniki przestały działać na terytorium Białorusi” — oświadczył w ubiegłą środę Zełenski.
Były, czy nie były?
Prezydent Ukrainy zaznaczył, że na razie nie wiadomo, czy urządzenia zostały zdemontowane, czy tylko wyłączone. „Pracujemy nad tym i bardzo uważnie to śledzę. Otrzymuję codzienne, odpowiednie raporty. Faktem jest, że te przekaźniki dziś nie działają” — zaznaczył ukraiński polityk. Ze słów prezydenta Ukrainy wynika, że w drugiej połowie 2025 r. Rosja rozmieściła na terytorium Białorusi system przekaźników do sterowania dronami. Rozmieszczenie urządzeń pozwoliło stronie rosyjskiej częściej atakować północną Ukrainę.
Zdaniem eksperta ds. wojskowości Egidijusa Papečkysa kwestię „ultimatum Zełenskiego” bardzo trudno komentować, ponieważ jest tam więcej niewiadomych niż wiadomych.
— Tak naprawdę nie wiem, czy te przekaźniki są lub były na Białorusi, a jeśli były, to gdzie. To wszystko wiemy tylko ze słów prezydenta Ukrainy. To było jedyne źródło. Nie twierdzę, że nie powinniśmy ufać Zełenskiemu, ale chciałoby się otrzymać potwierdzenie również z innych źródeł. Trzeba pamiętać, że Ukraina również prowadzi własną wojnę informacyjną — mówi w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”.

Wojna z Białorusią?
Oficjalnie Mińsk gróźb Zełenskiego nie komentował. Sprawę natomiast skomentowała Rosja podkreślając, że Mińsk na pewno skutecznie by się obronił. Kreml zapowiedział, że uwagi Zełenskiego będą tematem rozmowy przywódców Rosji i Białorusi.
Zdaniem naszego rozmówcy atak Ukrainy na Białoruś raczej pogorszyłby położenie Ukrainy niż polepszył.
— Gdyby doszło do ataku, to wówczas powstałoby duże prawdopodobieństwo, że Rosji faktycznie udałoby się bezpośrednio wciągnąć Białoruś do wojny. To oznaczałoby nowy front wzdłuż całej granicy z Białorusią. To w pewnym sensie rozwiązałoby Rosjanom ręce, ponieważ Ukraina część oddziałów musiałaby przerzucić na granicę z Białorusią. Dlatego wypowiedzi Zełenskiego w tej sprawie bardziej traktuję jako wojnę informacyjną, której celem jest notoryczne wywieranie presji na wroga i jego sojuszników. Bo Białoruś faktycznie jest sojusznikiem Rosji w wojnie z Ukrainą. Tym niemniej nie odrzuciłbym możliwości, że przekaźniki faktycznie były, a teraz zostały wyłączone lub zdemontowane — twierdzi Papečkys.
Słowne batalie pomiędzy Mińskiem i Kijowem trwają od pewnego czasu. Przed kilkoma tygodniami Alaksandr Łukaszenka przeprosił Zełenskiego za swoje ostre wypowiedzi pod adresem władz w Kijowie. Zapewniając, że Białoruś nie zamierza być stroną w wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Wcześniej dowódca ukraińskich Sił Systemów Bezzałogowych Robert Browdi poinformował, że udało im się określić 500 celów w Białorusi, które mogą być zaatakowane. W odpowiedzi Łukaszenka zagroził wskazując na bardzo poważny cel w Ukrainie.
Zastraszanie sąsiadów
Z drugiej strony teraz w obwodzie grodzieńskim, czyli przy granicy Litwy i Polski, Białoruś prowadzi ćwiczenia mobilizacyjne. „Wzywamy społeczność międzynarodową do zachowania czujności w związku z trwającymi obecnie »ćwiczeniami mobilizacyjnymi” w obwodzie grodzieńskim na Białorusi” — zaapelował do społeczności międzynarodowej szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha.
Chociaż strona białoruska twierdzi, że są to rutynowe działania, to zdaniem ukraińskiego ministra spraw zagranicznych celem jest zastraszanie sąsiadów i destabilizacja w regionie. „Strategia ta jest zgodna z interesami Kremla i opiera się na politycznym szantażu, który pozostaje w sprzeczności z publicznymi deklaracjami białoruskiego kierownictwa, dotyczącymi pokoju” — zaznaczył Sybiha.
25 czerwca, już po słowach o tym, że Białoruś wyłączyła przekaźniki, Zełenski oświadczył, iż Mińsk wciąż prowadzi działania na rzecz rozszerzenia agresji Rosji. „Wzdłuż naszej granicy państwowej, na terytorium Białorusi, kończy się budowa infrastruktury drogowej oraz baz magazynowania amunicji i materiałów pędnych i smarnych, które nie mają żadnego innego uzasadnienia poza wojskowym” — oświadczył prezydent Ukrainy.
Z terytorium Białorusi
Ekspert sądzi, że Rosja będzie do końca próbowała Białoruś wciągnąć do wojny.
— Przystąpienie do wojny byłoby bardzo korzystne dla Moskwy. Nieważne, że białoruskie wojsko jest nieduże i niegotowe do walki — mimo wszystko są to nowi żołnierze, czołgi oraz długa granica. To byłby kolejny czynnik presji na Kijów, bo strona ukraińska będzie musiała przesunąć wojsko z jednego odcinka na drugi. Warto pamiętać, że w pierwszych dniach pełnoskalowej wojny Łukaszenka potrafił zmienić retorykę. Nie wykluczył wówczas, że białoruskie siły zbrojne mogą być użyte. Nie powiedział oczywiście, że mogą być użyte do ataku na Ukrainę, tylko do obrony cywili oraz rzekomych białoruskich kierowców, którzy nie mogą powrócić do domu. Kiedy jednak Rosja poniosła pierwsze klęski, to już nigdy nie powracał do tego tematu. Łukaszenka zdaje sobie sprawę z tego, że już brał udział w tej wojnie. Pierwsze rakiety w kierunku Ukrainy zostały wystrzelone z terytorium Białorusi — podkreśla Egidijus Papečkys.
23 czerwca Alaksandr Łukaszenka oświadczył, że wybiera się w długą podróż zagraniczną. Nie wymienił jednak, jakie dokładnie kraje chce odwiedzić. Wspomniał jedynie, że chce spotkać się z Władimirem Putinem. 25 czerwca Łukaszenka powiedział mediom, że spotykał się w Mińsku z przedstawicielami Zełenskiego. Nieuznawany przez społeczność międzynarodową prezydent Białorusi oświadczył, że jeśli Białoruś przystąpi do wojny, to wówczas „jakość wojny się zmieni” i „wojna będzie całkowicie inna”. Przedstawiciele Zełenskiego oświadczyli, że prezydent Ukrainy to rozumie. „Dlatego, chłopcy, trzeba się dogadać” — oświadczył Łukaszenka.



