Zaczęło się od sprzedanej łodzi Wilniuka. Wrażenia po 31. Festiwalu Kultury Kresowej w Mrągowie

Wróćmy raz jeszcze nad mrągowski Czos, nad którym po raz 31. prezentowano kresową kulturę. Każdy musiał dać coś z siebie. Niektórzy jechali 29 godzin, inni musieli podołać całkiem nowej roli, a jeszcze inni – wystąpić po raz pierwszy na galowej scenie.

Czytaj również...

W dniach 6–9 sierpnia w Mrągowie odbył się 31. Festiwal Kultury Kresowej, gromadzący twórców polskiego pochodzenia z Litwy, Białorusi i Ukrainy. Wszystko toczyło się w kilku lokalizacjach: w amfiteatrze nad jeziorem Czos, na Skwerze Jana Pawła II, w Mrągowskim Centrum Kultury oraz w Kościele św. Wojciecha.

Program otworzył 6 sierpnia koncert Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego, a kolejne dni wypełniły m.in. spotkanie z Sonią Pajgert poświęcone Polakom Odessy, Mała Gala Kresowa z warsztatami i kiermaszami, wernisaż malarstwa polskich artystów z Litwy i Ukrainy oraz porywająca potańcówka z Kapelą Wileńską, której sukcesem zaskoczona była zresztą sama kapela.

Główny punkt programu przypadł na 8 sierpnia w amfiteatrze nad jeziorem Czos – na scenie wystąpiły zespoły z trzech krajów. Z Litwy wystąpiły Polski Zespół Artystyczny Pieśni i Tańca „Wilia”, Kapela Wileńska oraz zespół wokalny „Kresowy Płomień” z Zujun. Z Ukrainy wystąpili: Polski Zespół Pieśni i Tańca „Lwowiacy”, Folklorystyczny Zespół Górali Czadeckich „Wianeczek”, trio bandurzystek „Bukowińskie dziordanki”, zespół śpiewaczy „Polskie Kwiaty”, zespół śpiewaczy „Akwarele Tarnopola” oraz Zespół Pieśni i Tańca „Polanie znad Dniepru”. Z Białorusi: wokalno-instrumentalny zespół „Liber Cante”, dziecięcy zespół taneczny „Ważka”, solistka Waleria Ziazulczyk, dziecięcy zespół „Marzenie”, zespół folklorystyczny „Wierzbica” oraz młodzieżowy zespół „Wszystko w Porządku”.

Festiwal zamknęły 9 sierpnia uroczysta msza święta w Kościele św. Wojciecha, korowód ulicami miasta oraz koncert zespołów kresowych na Skwerze Jana Pawła II. Organizatorami wydarzenia byli Burmistrz Miasta Mrągowa, Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej oraz Mrągowskie Centrum Kultury.

Wilniuk sprzedał łódź, by założyć festiwal

Gdy rozmawiamy z Kapelą Wileńską o festiwalu, żartują, że już nie zliczą, ile to razy występują. Przypominają jednak, że początki nie były lekkie, a urodzony w Wilnie założyciel festiwalu, były burmistrz Mrągowa, nawet sprzedał swoją łódź, aby festiwal dofinansować.

– Bierzemy udział od pierwszego festiwalu w Mrągowie, na którym zdobyliśmy Grand Prix. Nie startowaliśmy we wszystkich edycjach, ale trudno to nawet policzyć – opowiadali w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” maestro Romuald Piotrowski i Gerard Latkowski z Kapeli Wileńskiej. Zauważyli, że poziom festiwalu podnosi się jeszcze bardziej, m.in. dzięki Edwardowi Trusewiczowi.

– Za dużo takich festiwali kresowych nie ma. Kiedyś Mrągowo było czymś naprawdę wyjątkowym – organizowali go ludzie, którzy szczerze kochali Wilno. Założyciel festiwalu Ryszard Soroko sprzedał swoją łódkę, żeby go dofinansować. Później to trochę się zatarło, weszło w rutynę, poziom zespołów spadał. Teraz, dzięki Edwardowi Trusewiczowi, festiwal się odradza, ale utrzymanie jakości co roku jest bardzo trudne – bo najlepsze zespoły nie będą przyjeżdżać bez przerwy, a jak poziom pada, publiczność się zmniejsza – wyjaśniała niuanse kapela.

Potańcówka chwyciła!

Tym razem „noc różniła się od wszystkich innych nocy”. Kapeli Wileńskiej przypadł – jak opisywała w poprzednim numerze Agnieszka Skinder, relacjonując festiwal – nowy pomysł. Nasza kapela poprowadziła potańcówkę. Choć kapela przyznaje, że „popracowali” nad tym wiliowcy.

– Myślałem, że potańcówka wypadnie sztywno, a wyszło naprawdę żywo. Będący na miejscu chórzyści z „Wilii” wciągnęli wszystkich do tańca, tańczyli i nasi, i miejscowi Mrągowianie. Mamy tu swoich stałych fanów – przychodzą i mówią, że zawsze nas słuchają. Wszystko udało się, zdecydowanie! – nie kryła radości Kapela Wileńska.

Gdy pytamy reżysera galowego koncertu, którego wskazała Kapela Wileńskiego jako tego, dzięki któremu podnosi się poziom, Edwarda Trusewicza, przyznaje on, że z wiadomych przyczyn niektórym zespołom trudno jest podtrzymywać działalność swoich społeczności, a mimo to trwają przy kulturze i polskości.

– Zespoły łączy wspólny cel pielęgnowania i prezentowania polskiej kultury, którą z ogromnym oddaniem kultywują w miejscach swojego zamieszkania. Oprócz zespołów z Wileńszczyzny rokrocznie goszczą tu również artyści z Białorusi i Ukrainy. Nie trzeba wielu słów, by uświadomić sobie, w jak trudnych warunkach niejednokrotnie przychodzi im działać i podtrzymywać życie kulturalne swoich środowisk – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Edward Trusewicz, reżyser koncertu galowego podczas mrągowskiego festiwalu.

– Tym większy szacunek budzi to, że mimo tych wyzwań każdego roku przyjeżdżają do Mrągowa, by wspólnie świętować polską kulturę i dzielić się nią z publicznością. Z kolei scena nie wybacza braku profesjonalizmu czy braku szacunku dla widza, dlatego poprzeczka zawieszona jest naprawdę wysoko – wyznał.

Wszystko udało się mimo trudności

Z kolei kierowniczka Polskiego Zespołu Artystycznego Pieśni i Tańca „Wilia” Renata Brasel przede wszystkim podkreśla, że to dzięki organizatorom festiwal udał się mimo trudności finansowych.

– Jesteśmy dumni i niezwykle szczęśliwi, że mogliśmy ponownie przybyć do uroczego, otoczonego jeziorami Mrągowa i świętować razem z Kresowiakami. Wielkie podziękowania za zaproszenie należą się organizatorom festiwalu, którzy nie zważając na trudności finansowe, stworzyli dla nas, uczestników, niezwykle ciepłą atmosferę i zadbali o to, by każdy czuł się tutaj dobrze – przekazała Renata Brasel. Dodała też, że zespół „Wilia” nawiązał bliskie relacje z „Kresowym Płomieniem”.

Renata Brasel liczy też, że Telewizja Polska będzie w dalszych edycjach obejmowała patronatem festiwal. – Słowa uznania kieruję do całego zespołu – tancerzy, chórzystów oraz kierownictwa. Ze smutkiem żegnaliśmy Mrągowo i mamy ogromną nadzieję, że jeszcze tu wrócimy. Głęboko wierzymy również, że kolejne edycje tego wydarzenia – wzorem lat ubiegłych – obejmie swoim patronatem Telewizja Polska. Tak wspaniały festiwal, wspaniale promujący kulturę kresową, naprawdę zasługuje na obecność w mediach – zastrzegła.

Zapytaliśmy także o wrażenia zespół wokalny „Kresowy Płomień”, który w tym roku występował na festiwalu po raz pierwszy – choć nie po raz pierwszy brał w nim udział. Kierowniczka zespołu Ilona Jurewicz, organistka, wyjaśniła nam też, że „Kresowy Płomień” stale się rozwija, co widać – a także słychać – w wileńskich kościołach.

– Na sam festiwal jedziemy po raz pierwszy – dwa lata temu chcieliśmy połączyć warsztaty z przyjazdem jako widzowie, ale terminy się rozminęły. W tym roku trafiliśmy już jako uczestnicy i jesteśmy pod wielkim wrażeniem. Dziękujemy organizatorom i wszystkim, którzy przyczynili się do tego przedsięwzięcia – mówiła Jurewicz.

– „Kresowy Płomień” dopiero niedawno zaczął śpiewać w kościołach; rozpoczęliśmy od Parady Polskości w Wilnie w tym roku. Młodzież, która należy do zespołu, śpiewa u mnie też w chórze parafialnym, więc mogę to trochę połączyć, a oni szybko się uczą – teraz śpiewamy również muzykę kościelną. W niedzielę śpiewaliśmy w Kościele św. Wojciecha, za co jesteśmy wdzięczni i Panu Bogu, i organizatorom – cieszyła się nasza rozmówczyni.

Niektórych droga do Mrągowa była nielekka. Solistka z Białorusi, Waleria Ziaziulczyk, jechała na festiwal 29 godzin. – Jestem bardzo szczęśliwa, że miałam możliwość przyjechać – jechaliśmy 29 godzin z Mińska do Mrągowa. Jestem zachwycona tym festiwalem, publiczność jest taka miła i entuzjastyczna. Bardzo chętnie wrócę w przyszłym roku. Mój dziadek ma polskie korzenie, choć urodził się na Białorusi – jego rodzice byli zapisani jako Polacy. Rodziny w Polsce już nie mam – przyznaje. Nie omieszkaliśmy się zapytać o sukcesy, bo wiemy, że Waleria ich trochę ma.

– W 2019 r. brałam udział w festiwalu piosenek Anny German „Eurydyka” w Mińsku i wygrałam Grand Prix. Drugą nagrodą było zaproszenie na Polonijny Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu – jeżdżę tam już po raz czwarty, w tym roku też zdobyłam Grand Prix. Przez te cztery lata naśpiewałam już taki repertuar – opowiadała.

Zostaje przytoczyć słowa, które padły ze sceny na końcu: „Proszę Państwa, teraz jest bardzo odpowiedzialny moment – jak zaraz włączymy światło, to nasi artyści zobaczą widownię. Widownia zobaczy lepiej artystów i może ktoś poczuje coś więcej”.

Myślę, że gdyby widownia „nie poczuła czegoś więcej”, to aż 31. edycji festiwalu nie byłoby sensu organizować. Życzymy organizatorom co najmniej drugie tyle!


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 33 (95) 22-28/08/2026

Afisze

Więcej od autora

Niewiarygodne opowieści

Rocznica kryminalnego paktu Ribbentrop-Mołotow jest ku temu dobrą okazją. Omamieni „mądrościami” z tiktoków samodzielni myśliciele „odkrywają”, że umowy o nieagresji z Hitlerem podpisywała Polska w 1934 r., Dania w...

Niezdany „test Łomonsowa” (sic!)

Do programów nauczania przywróciła go w 2022 r. minister oświaty Jurgita Šiugždinienė. Wprowadziła do szkół temat „Rozumienie narodu, obywatelstwa i obowiązku z twórczości Łomonosowa” – w ten sposób, świadomie...