Dziesięć szkolnych przykazań na wrzesień. Jak dobrze wejść w nowy rok szkolny?

Tego lata już kilkakrotnie pisałam o tym, co naprawdę jest ważne w przygotowaniach do nowego roku szkolnego. Przecież nie liczy się wyłącznie wyprawka: nowe zeszyty, plecak czy przybory. Równie ważne jest to, co dziecko już potrafi i czego może nauczyć się jeszcze przez te kilka dni przed rozpoczęciem roku: samodzielności, organizacji, proszenia o pomoc czy radzenia sobie z codziennymi obowiązkami.

Czytaj również...

My, dorośli, lubimy mieć poczucie, że wszystko da się przygotować. Kupimy zeszyty, podpiszemy przybory, ustawimy budzik i już – nowy rok szkolny powinien działać. Niestety, dzieci nie są aplikacją, którą po wakacjach wystarczy zaktualizować.

Dobry początek roku zależy przede wszystkim od tego, czy uczeń, rodzic i nauczyciel rozumieją swoje role.

Dla pierwszoklasisty wrzesień oznacza wejście do nowego świata. Dla nastolatka – powrót do obowiązków, których podczas wakacji raczej mu nie brakowało. Dla maturzysty zaczyna się rok, w którym słowo „egzamin” będzie padało wyjątkowo często. Warto pamiętać również o uczniach III klas gimnazjalnych – pierwsze z egzaminów maturalnych sprawiają, że także dla nich zaczyna się okres poważniejszych przygotowań.

Tym razem więc zamiast listy zakupów proponuję dziesięć szkolnych przykazań na wrzesień. I nie są one wyłącznie dla dzieci. W równym stopniu dotyczą nas – rodziców i nauczycieli.

1. Daj dziecku poczucie bezpieczeństwa

„W tym roku już nie będzie tak łatwo”, „Teraz zaczyna się prawdziwa szkoła”, „Matura sama się nie zda” – takie zdania mają mobilizować, ale często budują napięcie jeszcze zanim pojawi się pierwszy problem.

Dorośli czasem nazywają to przygotowaniem do życia. Tyle że straszenie życiem niekoniecznie uczy, jak sobie z nim radzić. Pierwszoklasiście potrzebne jest bezpieczeństwo, starszemu uczniowi jasne wymagania, a maturzyście plan. Strach nie jest planem.

2. Przywróć rytm, zanim zacznie się chaos

Najtrudniejsze we wrześniu bywa ponowne wejście w codzienny rytm. Sen, posiłki, przygotowanie rzeczy na następny dzień, czas na naukę i odpoczynek – to właśnie te drobiazgi decydują, czy rano wychodzimy spokojnie, czy o 7.35 cała rodzina szuka jednego buta.

My, rodzice, możemy pomóc ten rytm zbudować. Nie musimy jednak codziennie pakować plecaka za dziecko.

3. Pozwól dziecku mieć obowiązki

Uczeń ma prawo do pomocy, ale ma również obowiązki. Powinien przygotować potrzebne rzeczy, pilnować terminów – oczywiście adekwatnie do wieku i czasem ponieść konsekwencje drobnego zaniedbania.

Jeśli za każdym razem dowozimy zapomniany zeszyt, przypominamy o każdej kartkówce i piszemy do nauczyciela, wychowujemy nie tyle samodzielnego ucznia, ile niezwykle sprawnego rodzica.

4. Pomagaj, ale nie wyręczaj

Naszym zadaniem jako rodziców nie jest ponowne chodzenie do szkoły. My już swoją skończyliśmy. Nie musimy rozwiązywać każdego zadania ani poprawiać każdej prezentacji.

Mamy stworzyć warunki do nauki, interesować się tym, co dzieje się z dzieckiem i reagować, gdy potrzebuje pomocy, ale nie przejmować jego odpowiedzialności. Ocena dziecka nie jest oceną naszego rodzicielstwa.

5. Jako nauczyciel mów jasno, czego oczekujesz

Początek roku to dobry moment, aby uczniowie i rodzice usłyszeli nie tylko regulamin, ale przede wszystkim konkret. Jak będzie oceniana praca? Co jest naprawdę ważne? Jak można poprawić błąd? Gdzie szukać materiałów? Co zrobić, gdy pojawi się problem?

Dziecko łatwiej bierze odpowiedzialność, kiedy zasady są jasne. „Powinieneś przecież wiedzieć” nie jest szczególnie skuteczną metodą komunikacji.

6. Przygotowuj się do egzaminu, ale nim nie żyj

Uczniowie III klas gimnazjalnych i maturzyści potrzebują planu rozłożonego na miesiące. Lepiej pracować regularnie niż kilka tygodni przed egzaminem odkryć, że trzeba właśnie nadrobić pół roku matematyki.

Jesienią warto sprawdzić mocne i słabe strony, ustalić priorytety i oswajać zadania egzaminacyjne. Ale matura nie może przez dziewięć miesięcy być jedynym tematem rozmów w domu. Wynik ma znaczenie, lecz nie jest miarą wartości młodego człowieka.

7. Porównuj dziecko przede wszystkim z nim samym

„Twoja siostra w tym wieku…”, „Kasia dostała wyższą ocenę”, „Inni jakoś potrafią”. My, dorośli, czasem wypowiadamy takie zdania automatycznie. Liczymy, że zmotywują. Najczęściej motywują głównie do irytacji.

Znacznie więcej daje porównanie dziecka z nim samym: czego jeszcze miesiąc temu nie potrafiło, czego się nauczyło, nad czym powinno popracować.

Dotyczy to również nauczycieli. Klasa nie składa się z dwudziestu pięciu identycznych uczniów.

8. Ustalmy, co robimy z telefonem

Wrzesień to dobry moment na rodzinne i szkolne zasady korzystania z telefonu. Nie wystarczy powiedzieć: „mniej ekranu”. To mniej więcej tak precyzyjne jak „ucz się lepiej”.

Ustalmy konkretnie: kiedy telefon odkładamy, czy jest przy stole, gdzie znajduje się podczas nauki i kiedy kończy się wieczorne scrollowanie.

My, dorośli, mamy tu jeden problem: dzieci błyskawicznie zauważają, gdy wymagamy od nich czegoś, czego sami nie przestrzegamy.

9. Pytaj nie tylko: „Co dostałeś?”

Jeśli codziennie pierwsze pytanie brzmi: „Jakie oceny?”, dziecko szybko uczy się, że właśnie wynik interesuje nas najbardziej.

Spróbujmy pytać inaczej: „Co dziś było ciekawe? Co było trudne? Co cię rozśmieszyło? Co cię zdenerwowało? Z czego jesteś zadowolony?”. Czasem jedna odpowiedź powie nam o szkolnym życiu dziecka więcej niż elektroniczny dziennik.

10. Reaguj, zanim wszystko się rozsypie

Pierwsze tygodnie roku są dobrym momentem na obserwację. Nie panikujmy po jednym gorszym dniu, ale też nie ignorujmy sygnałów, które się powtarzają.

Długotrwała niechęć do szkoły, problemy ze snem, częste dolegliwości przed lekcjami, nagły spadek wyników, wycofanie czy ciągłe konflikty mogą oznaczać, że dziecko potrzebuje rozmowy i wsparcia. Wtedy my, rodzice i nauczyciele, zamiast szukać winnego, powinniśmy wspólnie poszukać przyczyny.

A najważniejsze przykazanie?

Szkoła jest wspólną odpowiedzialnością, ale nie oznacza to, że wszyscy mamy wykonywać te same zadania.

Uczeń ma się uczyć i z każdym rokiem stawać się bardziej samodzielny. Nauczyciel ma uczyć, stawiać jasne wymagania, zauważać trudności i dawać informację zwrotną. Rodzic ma wspierać, wyznaczać granice, interesować się i reagować, ale nie żyć szkołą za dziecko.

Jeśli we wrześniu dobrze podzielimy te role, zapewne i tak nie unikniemy jedynek, spóźnień, zapomnianych strojów na WF i informacji o projekcie, który, oczywiście, trzeba przygotować „na jutro”.

I może właśnie o to chodzi.

Celem szkoły nie jest wychowanie dziecka, któremu my, dorośli, usunęliśmy z drogi każdy problem. Celem jest młody człowiek, który z każdym rokiem coraz lepiej potrafi radzić sobie z nimi sam.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 34 (98) 29/08-04/09/2026

Afisze

Więcej od autora