Najwyższy Sąd Administracyjny Litwy (LVAT) oddalił we środę 2 września apelację Państwowej Inspekcji Językowej (VKI) w sprawie dwujęzycznych tablic z nazwami wsi w rejonie wileńskim. Orzeczenie jest ostateczne i nie przysługuje od niego odwołanie.
Spór trwał od 2023 r.
Spór ciągnął się od maja 2023 r. Inspekcja nakazała wówczas, by do 1 lipca tamtego roku nazwy miejscowości Bieliszki (Bieliškiai) i Orzełówka (Ažulaukė) były podawane wyłącznie w języku państwowym. Tablice w obu wsiach są dwujęzyczne — litewsko-polskie. Zdaniem VKI to napisy publiczne, a więc polskie wersje nazw łamią Ustawę o języku państwowym.
Mer rejonu wileńskiego Robert Duchniewicz zaskarżył wtedy nakaz do Litewskiej Komisji Sporów Administracyjnych, która przyznała mu rację i uchyliła polecenie inspekcji. VKI odwołała się do Regionalnego Sądu Administracyjnego, ten jednak w styczniu 2025 r. oddalił jej skargę i zasądził od inspekcji ponad 12 tys. euro kosztów postępowania na rzecz samorządu.
LVAT utrzymał to rozstrzygnięcie w mocy. Uwzględnił apelację inspekcji tylko częściowo — uchylił punkt o zwrocie 12 346 euro kosztów. W pozostałym zakresie wyrok pierwszej instancji pozostaje bez zmian.
Samorząd konsekwentnie utrzymywał, że sporne tablice mają charakter dekoracyjny i traktowanie ich jak znaków drogowych nie znajduje oparcia w przepisach. Mer wskazywał też, że podobne tablice stoją w Wilnie i nikomu nie przeszkadzają, a Sejm powinien uzupełnić luki prawne dotyczące tablic informacyjnych.
Mer komentuje orzeczenie
Zapytaliśmy mera Roberta Duchniewicza, czy to oznacza, że problem z tabliczkami dobiegł końca.
— Tak, w sensie prawnym ta konkretna sprawa jest zakończona. Oznacza to, że stanowisko samorządu w tej konkretnej sprawie zostało potwierdzone przez sąd najwyższej instancji w postępowaniu administracyjnym. (…) W pewnym sensie jest to precedens, ponieważ ta sprawa przeszła przez wszystkie instancje sądowe i ostatecznie mamy prawomocne rozstrzygnięcie LVAT. Od początku podkreślałem, że nie mamy tutaj do czynienia ze znakiem drogowym, lecz z tablicą informacyjną o charakterze dekoracyjnym. Cieszę się, że ta kwestia została w końcu jednoznacznie rozstrzygnięta przez sąd — wyjaśnia „Kurierowi Wileńskiemu” mer rejonu wileńskiego Robert Duchniewicz.
Ubolewa jednak, że publiczne pieniądze poszły na spory sądowe w raczej jasnej kwestii.
— Szkoda, że publiczne pieniądze zostały przeznaczone na spór sądowy w sprawie, w której od początku było jasne, że chodzi o dekoracyjne tablice, a nie o znaki drogowe. Państwowa Inspekcja Językowa ma w swoim zakresie wiele ważniejszych zadań i problemów związanych z ochroną języka państwowego — komentuje mer.
To nie jest „zezwolenie” na wszelkie dwujęzyczne tablice
Podkreśla jednak, że oddalenie apelacji inspekcji nie oznacza z automatu, że rejon wileński ma „zezwolenie” na dowolne tablice.
— To orzeczenie nie oznacza jednak, że samorząd otrzymał jakieś ogólne „zezwolenie” na umieszczanie dowolnych dwujęzycznych tablic. Oznacza natomiast, że w przypadku tablic będących przedmiotem tego postępowania argumentacja Inspekcji Językowej nie została podzielona przez sąd. (…) Wszystko zależy od charakteru konkretnej tablicy. Oficjalne oznaczenia, w tym nazwy ulic i inne oznaczenia wynikające z przepisów, powinny być zgodne z ustawą i zasadami dotyczącymi języka państwowego — precyzuje.
— Natomiast w przypadku tablic o charakterze dekoracyjnym, takich jak te, które były ustawiane w Wilnie również za kadencji mera Remigijusa Šimašiusa, uważam, że powinna istnieć możliwość używania również języka polskiego, oczywiście w granicach obowiązującego prawa — precyzuje Robert Duchniewicz.
W Wilnie są takie tablice dekoracyjne, jak ul. Warszawska przy Cmentarzu na Rossie czy ul. Islandzka (Islandijos), która ma islandzki dekoracyjny odpowiednik: Ísland Stræeti.




