1 września w Gimnazjum im. Józefa Ignacego Kraszewskiego w Nowej Wilejce w Wilnie, na szkolnym placu sportowym, odbył się tradycyjny apel. Uczniowie i rodzice mieli wiele powodów do radości — spotkali przyjaciół, tych starszych i młodszych. Ci młodsi zaś przyjaciele otrzymali wyprawki zakupione przez Polskę w ramach Bonu Pierwszaka, o którym wcześniej pisaliśmy na łamach „Kuriera Wileńskiego”.
Powitanie od dyrekcji
Zebraną społeczność szkolną przywitała dyrektorka Helena Juchniewicz. Podkreśliła, że gmach ten z czasem staje się drugim domem dla społeczności szkolnej.
„Ten dzień jest szczególny i nadzwyczajny — przede wszystkim dla uczniów, którzy przychodzą do pierwszej klasy. Dla nich słowo »szkoła« stopniowo przekształca się w dom, w wiedzę, w zrozumienie świata, w zabawy i gry. Są przyjaciele — i wśród uczniów, i wśród nauczycieli. My też odbieramy ten dzień jako szczególny, bo będziemy przyjaciółmi dla pierwszaków i dla grupy przedszkolnej. Nowe dzieci, nowe twarze, nowe serca i nowy świat, w który wchodzimy. Przychodzą też ci, którzy już są z nami — dwunasta klasa, dziesiąta, ósma, piąta, druga — i cieszymy się, że ich widzimy. Pokładamy nadzieję, że potrafimy tę swoją misję nauczyciela, przewodnika, wykonać doskonale i wciągnąć ich do świata nauki i wiedzy. Ten dzień wiedzy jest szczególny” — mówiła do zebranych Helena Juchniewicz.
Juchniewicz: „Nigdy nie odczułam braku współpracy”
Dyrektorka wyjaśniła nam, że dzisiejsze Gimnazjum im. J.I.Kraszewskiego towarzyszy jej od najmłodszych lat, od czasu, gdy jeszcze nie nosiło imienia dzisiejszego patrona, ani nie miało statusu gimnazjum.
— Naukę w tej szkole rozpoczęłam jako uczennica. Tę szkołę ukończyłam i wszystkie kolejne stopnie pełnionych funkcji były dla mnie jakby uzależnione od tego, że byłam tu uczennicą. Zawsze myślałam, jak mój nauczyciel na to zareaguje, jak mnie odbierze. Ale z czasem nauczyłam się być samodzielna i wykonywać funkcję dyrektora odpowiedzialnie — opowiadała w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” dyrektorka Helena Juchniewicz.
Szczególnie ceni, że kolektyw szkoły dobrze ze sobą współpracuje.
— Bardzo mnie cieszy, że nauczyciele przyjęli mnie na stanowisko wicedyrektora i dyrektora jako osobę odpowiedzialną. Nigdy nie podważali mojej wiedzy i nigdy nie uważali mnie za uczennicę — tylko za człowieka, który wykonuje swoje funkcje. Nigdy nie odczułam w swoim kolektywie braku współpracy czy koleżeńskości. Nie byłam już tą uczennicą, tylko zaczęłam pracować jako nauczyciel, wicedyrektor, potem dyrektor — zaznaczyła. I wspomniała pamiętny dzień, kiedy „Kraszewski” stał się gimnazjum.
„Kraszewski” stał się gimnazjum 11 lat temu
— Szczególny był ten wrzesień, kiedy otrzymaliśmy status gimnazjum. To był rok 2015 — mieliśmy sztandar, zmieniliśmy nazwę. Byli sponsorzy sztandaru, zaprosiliśmy wielu gości z Polski, przedstawicieli władz litewskich, zaprzyjaźnione szkoły. Goście, którzy wnieśli wkład w rozwój naszej szkoły, mogli wbić gwóźdź w drzewce sztandaru. Jednym z nich był Czesław Okińczyc. Tego dnia była też msza w kościele, przyjechali goście z 13. Pułku Ułanów Wileńskich z Kielc — ogromna uroczystość. A zanosiło się na burzę: jesteśmy w kościele, leje jak z cebra, wychodzimy — i słońce. I dalej odbyła się cała uroczystość.
— Pamiętam też, jak postanowiliśmy poprowadzić mszę polową na podwórku szkolnym. Potrzebny był krzyż i nasza siostra ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów powiedziała, że przez noc tu stanie. Ja mówię: niemożliwe — krzyż zrobili rodzice na to święto, ale żeby go wkopać, nie widziałam takiej możliwości. A siła nadprzyrodzona i starania siostry Anny doprowadziły do tego, że nad ranem krzyż stoi wkopany. Ołtarz zrobiliśmy w sali sportowej i odbyła się piękna msza — wspominała.

Janina Stupienko: „Życzę, by mieli odwagę”
Dowiedzieliśmy się też, że Janina Stupienko, znana nauczycielka muzyki w tym gimnazjum, ma kolejny rocznik wychowanków.
— Do trzech razy sztuka, to moja trzecia promocja, a każda z nich była inna, wyjątkowa i na zawsze pozostanie w moim sercu. Dziś wzrusza mnie ogromnie, że dzieci moich dawnych wychowanków przychodzą do nas, by również się uczyć. Kocham wszystkich z całego serca i życzę, aby znaleźli swój własny szczyt, mieli odwagę wspinać się, mieli wytrwałość, by kiedyś stanąć na wierzchołku, patrząc z dumą na drogę, którą przeszli — przekazała w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” życzenia swoim uczniom Janina Stupienko, wychowawczyni klasy 12., nauczycielka muzyki.
— Wspominam 1 września, kiedy otrzymałam piątą klasę. Stałam z transparentem z napisem „piąta klasa” i czekałam, aż dzieci mnie znajdą. Chciałam ich poznać — i była w tym też trema, bo trzeba także poznać rodziców (śmieje się). A dzisiaj ta piąta klasa to już jedenasta. Tak samo mam trochę niepokoju, czy damy radę w jedenastej, w dwunastej, ale się cieszę i myślę, że dzieci na pewno dadzą radę — szczyciła się nauczycielka Jadwiga Pukszta, wychowawczyni 11. klasy.
Wspomnienia uczennicy Gabrieli
Nie mniej pozytywne wspomnienia ma uczennica Gabriela, która najbardziej zapamiętała właśnie te pierwsze kroki w tej placówce.
— Zapamiętałam najwyraźniej ten pierwszy stres i pierwszy raz, gdy widzisz tylu ludzi. Każdy chce ci w czymś pomóc, każdy chce coś powiedzieć, a ty, będąc dzieckiem, po prostu nie rozumiesz, co się wokół dzieje. Ale to chyba jest najbardziej wzruszające — że pierwszy raz. A później to już takie powtarzające się dzieło — mówiła nam Gabriela Radzitė, uczennica klasy 12.
Mama jednego z uczniów, Jelena, zwróciła z kolei uwagę na to, że „Kraszewski” potrafi przyciągnąć nawet, jeśli dla rodziców był tylko częścią drogi edukacyjnej.
— Skończyłam szkołę rosyjską, ale w tej uczyłam się do piątej klasy. Wrażenie z dzieciństwa zostało jak najprzyjemniejsze — kiedy powstało pytanie, do jakiej szkoły pójdzie mój syn, nawet się nie zastanawiałam. Ciepły klimat, nauczyciele, wycieczki, klasa, rodzice. Od pierwszej klasy trzymamy się razem, nawet urlopy spędzamy wspólnie. Syn jest w dwunastej klasie i trochę mi smutno, że to ostatni rok. Chciałabym, żeby pierwszaki miały takie samo wrażenie i żeby po dwunastu latach wspominali tę szkołę z ciepłem i tęsknili tak jak my — opowiadała „Kurierowi Wileńskiemu” Jelena Rynkiewicz, matka ucznia.

Gdy zuch staje się harcerzem…
Jak na każdym apelu w polskim gimnazjum w Nowej Wilejce, nie mogło zabraknąć harcerzy.
— Myślę, że 1 września najbardziej zapamiętuje się wtedy, kiedy idziesz do pierwszej klasy — nie do zerówki, bo z niej jeszcze nie wszystko pamiętasz. Bo dopiero wtedy oficjalnie przekraczasz próg szkoły i zostajesz tu na dłużej. Do zuchów wstąpiliśmy w drugiej klasie, a w piątej przekształciliśmy się w harcerzy — opowiedział nam swoją historię Michał Drawnel, drużynowy 26. Wileńskiej Drużyny Harcerzy im. Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka”.
Redagował A.K.






