Historia bywa najbardziej genialnym scenarzystą. Przekonują się o tym organizatorzy monumentalnego projektu upamiętnienia w Podbrzeziu. 19 września roku bieżącego pod tutejszym Krzyżem Pamięci zostanie odprawiona uroczysta msza polowa pod namiotem. Odsłonięte tablice dopełnią zamkniętą sumę 410 imion wyrytych na przestrzeni czasu od roku 2018. Za tymi surowymi napisami kryją się rodzinne wspomnienia oraz unikalne zdjęcia, które łączą również dawne Podbrzezie bezpośrednio z dzisiejszą redakcją „Kuriera Wileńskiego”.
Nasz przedwojenny majster drukarski
Wśród ponad 161 indywidualnych tabliczek łagierników, więźniów NKWD i żołnierzy Armii Krajowej, jedna postać powinna być szczególnie bliska dzisiejszym czytelnikom. To starszy ogniomistrz Jan Świetlikowski (1903-1990). Zanim przeszedł przez sowieckie łagry i wywiesił biało-czerwoną flagę na ruinach Monte Cassino, przez całe dwudziestolecie międzywojenne — od 1918 aż do sierpnia 1939 r. — był zatrudniony jako mistrz i maszynista drukarski w… Spółce Akcyjnej „Kuryer Wileński”! To on dbał o to, by nasza gazeta trafiała każdego ranka do rąk Wilnian.
To nasz wojenny bohater, który we wrześniu 1939 r. walczył w składzie 33. Pułku Artylerii Lekkiej, a po uwięzieniu w sowieckich łagrach (m.in. w Wiaźnikach) przeszedł pełny szlak bojowy z Armią Andersa w strukturach 6. Lwowskiej Dywizji Piechoty oraz 2. Korpusu Polskiego. Walczył w krwawej kampanii włoskiej — od Cerasuolo, przez Monte Cassino, Rimini i Apeniny, aż po wyzwolenie Bolonii. Za swoje zasługi bojowe został odznaczony m.in. Krzyżem Pamiątkowym Monte Cassino oraz Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami. Po zakończeniu wojny i demobilizacji w ramach Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia (PKPR) w październiku 1948 r. w zaszczytnym stopniu starszego ogniomistrza, podjął dramatyczną próbę powrotu do najbliższych. Jan po latach przymusowej emigracji w Anglii powrócił ostatecznie do żony Anny i syna Grzegorza do Łodzi, aby tam spocząć na wieki.
Odnaleziony w brytyjskim MOD zeszyt ewidencyjny ze starym redakcyjnym wpisem jest dziś bezcennym dokumentem historycznym. Rodzice Jana, Michał i Stefania z Wołejków, byli głęboko związani rodzinnie z Sadowskimi z Franciszkańc i Rymszewiczami z Giegużyszek. Jan to również przyrodni brat dwóch innych niezłomnych podbrzeziaków i łagierników — Henryka oraz Mieczysława.
Trzej Legioniści jak Trzej Muszkieterowie
Tegoroczne uroczystości — zgodnie z przekazem i pamięcią pokoleniową — łączą na tabliczkach imiennych postacie trzech wielkich podbrzeskich przedsiębiorców i dawnych Legionistów Piłsudskiego: Antoniego Rouba, Antoniego Downarowicza i Franciszka Romaszkiewicza. Ci dawni żołnierze trzęśli przedwojennym życiem miasteczka, prowadząc dochodowe restauracje i sklepy monopolowe.
Rouba i Downarowicz zmonopolizowali ponadto lokalny transport, uruchamiając legendarną, podmiejską linię autobusową nr 15 na trasie Podbrzezie — Wilno — Podbrzezie. Ocalałe w rodzinnych archiwach unikalne zdjęcie przy tym przedwojennym autobusie to namacalny dowód na nowoczesność i wigor dawnego Podbrzezia.
Dziś wiemy, że Antoni Rouba (ur. 1897), ułan 2. szwadronu legendarnego 13. Pułku Ułanów Wileńskich, poseł na Sejm Litwy Środkowej z 1922 r. i późniejszy więzień Łukiszek, to prywatnie cioteczny pradziadek redakcyjnej koleżanki z „Kuriera”, Justyny Giedrojć (kolejna siostra Antoniego — Jadwiga — wyszła za mąż za Jotkiałłę, ich córka Halina poślubiła Jerzego Surwiłę, dając początek dzisiejszej linii rodzinnej).
Przedwojenne akta wojskowe z 1921 r. ujawniają jego spektakularny czyn w wojnie polsko-bolszewickiej: odcięty przez wroga na placówce, samotnie przedarł się przez kordon bolszewicki, ostrzegł swój szwadron i uratował cały oddział przed niespodziewanym rozbiciem, za co został odznaczony Krzyżem Walecznych.
Antoni Rouba był więziony we wrześniu 1939 r. w wileńskich Łukiszkach. Udało mu się jednak „cudem” stamtąd wydostać i uniknąć tragicznego, naznaczonego śmiercią losu wielu polskich wojskowych. Przez całą wojnę ukrywał się w okolicach Podbrzezia, a po latach zmarł na przymusowej ekspatriacji i spoczywa na cmentarzu w Bartoszycach.
Z tą historią Rouby jako wspólnik i szwagier wiąże się kolejny wielki bohater wojenny roku 1920 i kawaler najwyższego orderu Virtuti Militari, Antoni Downarowicz (ur. 1895), który ożenił się z kolejną z sióstr Antoniego, Anną Rouba. Gdy ta zmarła bezdzietnie w 1932 r., Downarowicz ożenił się ponownie z jej kuzynką.
Jak podaje Jerzy Surwiło w swoich „Rachunkach niezamkniętych”, Downarowicz został wtrącony na wileńskie Łukiszki tuż po 17 września 1939 r., przechodząc przez dalszą machinę sowieckiego zniewolenia aż do amnestii w 1941 r. i bolesnego szlaku przez Monte Cassino. Linia ta wygasła bezpotomnie, a sam Downarowicz spoczął po wojnie daleko od ojcowizny, na cmentarzu ze swą drugą żoną, w Olecku na Mazurach.
Grób, który czekał na odkrycie
Trzeci z wielkich podbrzeskich przedsiębiorców, Franciszek Romaszkiewicz (ur. 1897), wywodził się z rodu właścicieli majątku Pikieliszki (późniejszej letniej rezydencji Marszałka Piłsudskiego). Jego żoną została Anna Dauksza z zaścianku Burkiła.
I tu dochodzi do najbardziej poruszającego odkrycia. Jako założycielka Fundacji Pochówek i Pamięć od dłuższego czasu — zupełnie prywatnie, z czystego odruchu serca — opiekowałam się i ratowałam przed zniszczeniem jeden ze starych grobów na cmentarzu w Podbrzeziu. Dopiero teraz, po otwarciu tajnych akt brytyjskiego Ministerstwa Obrony (MOD), okazało się, że w tym zapomnianym grobie spoczywają… rodzeni rodzice Anny Daukszy, czyli teściowie bohatera spod Monte Cassino, Franciszka Romaszkiewicza!
Przez lata grób czekał na moment, aż historia połączy te wątki w całość.
Podwójne piekło Sybiru Stanisława Korzeniewskiego
Tegoroczne badania Fundacji przyniosły odkrycie absolutnie bezprecedensowe w skali całych Kresów — wstrząsającą historię kanoniera Stanisława Korzeniewskiego (1914-1981) z zaścianka Mielki. To porażający przypadek, ukazujący zapętlony cynizm sowieckiego aparatu przemocy. Stanisław w lutym 1939 r. założył mundur, by we wrześniu ruszyć do walki w składzie 33. Pułku Artylerii Lekkiej. Wzięty do niewoli przez Armię Czerwoną, przeszedł drogę przez obozy jenieckie NKWD w Równem, Lwowie i Szepietówce, aż po katorgę w Wiaźnikach. Zgłosił się do Armii Andersa i jako dzielny artylerzysta 9. Pułku Artylerii Lekkiej przeszedł cały szlak 2. Korpusu Polskiego. Za walki o Monte Cassino został uhonorowany nadanymi przez legalny Rząd RP w Londynie Krzyżem Pamiątkowym Monte Cassino (nr 33385) oraz Medalem Wojska.
W kwietniu 1947 r., stacjonując w szkockim Hawick w szeregach 9 pac, podjął heroiczną decyzję — z miłości do rodziny i ojcowizny wrócił do Wilna. Sowieci nie zapomnieli mu jednak andersowskiej przeszłości. W 1951 r. Stanisław, jego żona Stanisława (z domu Judycka) oraz niespełna roczna córeczka zostali aresztowani i deportowani na Syberię — do obwodu irkuckiego. To tam, na nieludzkiej ziemi zesłania, rodzą się jego kolejne córki: Anna (1953) oraz Krystyna (1955). Dopiero w grudniu 1955 r. wycieńczona rodzina uzyskała zgodę na repatriację, przekraczając granicę Polski w Giżycku.
Stanisław (w latach 70. został odznaczony Medalem Zwycięstwa i Wolności dla legalizacji swoich praw kombatanckich i wykarmienia córek) spoczął ostatecznie na cmentarzu w Biskupcu.
Wspólny dom, wspólne rany
Przedwojenne Podbrzezie było wspólnym domem dla mieszkańców tutejszej parafii i gminy. Ludzie żyli tu razem, niezależnie od narodowości czy wyznania. Sowiecki terror uderzał bezwzględnie w każdego człowieka. Dlatego wśród upamiętnionych mieszkańców są tabliczki wielu narodowości czy wyznania.
Za każdym nazwiskiem kryje się bolesna prawda. Mamy tu dumną wartę z wojny 1920 r., żołnierzy Września 1939 r., jeńców wojennych, żołnierzy Armii Andersa oraz niezłomnych konspiratorów Armii Krajowej. Są tu zwykli obywatele, zagonieni przez katów na wileńskie Łukiszki i wywiezieni w śniegi Syberii oraz palące piaski Kazachstanu.
Przez dekady władze sowieckie robiły wszystko, by pamięć o nich zabić. Ci, którzy przeżyli, często nie mogli już wrócić na ojcowiznę. Ci, którzy zostali w parafii, przez lata żyli w paraliżującym strachu. Przywracanie tej prawdy od 2018 r. bywa tematem delikatnym i trudnym, ale dla wielu rodzin to chwila, gdy ze łzami w oczach i głęboką wdzięcznością przyjmują wiedzę o swoich bliskich.
Od Marszałka po błękity Anglii
Tegoroczne upamiętnienie przynosi wyjątkowe i unikalne dopełnienie historyczne. Na ścianie pamięci zostanie uhonorowany twórca polskiej niepodległości — Marszałek Józef Piłsudski, wraz z trzema swoimi wiernymi Legionistami. Wśród nich jaśnieją postacie Antoniego Rouby i Antoniego Downarowicza — towarzyszy broni, którzy ramię w ramię służyli w tym samym 2. szwadronie legendarnego 13. Pułku Ułanów Wileńskich.
Trzecim legionistą z Podbrzezia jest Franciszek Walenty Romaszkiewicz. Obok nich stają podbrzeziacy z roczników 1902-1915, żołnierze września 1939 r, którzy jako jeńcy wojenni, po przejściu przez sowieckie łagry szukali ratunku w Armii generała Władysława Andersa. Przeszli oni piekielny szlak bojowy 2. Korpusu, by wywiesić biało-czerwoną flagę na ruinach Monte Cassino, a po wojnie szukali nowego życia na przymusowej emigracji w Anglii i Szkocji, bądź na zawsze spoczęli we włoskiej ziemi.
W tym roku na ścianie pojawią się także dwie postacie bez martyrologii więziennej, ale z czystym, heroicznym szlakiem bojowym:
Obrońca Warszawy z 1939 r., który oddał życie w pierwszych, tragicznych tygodniach września, do końca wypełniając żołnierski obowiązek w stolicy;
Przedwojenny pilot z legendarnego Dywizjonu 301 „Ziemi Pomorskiej”. To absolutna elita lotnictwa, której załogi latały nocami nad okupowaną Europą, zrzucając cichociemnych i niosąc pomoc walczącej w powstaniu Warszawie.
Apel Fundacji: Przełammy milczenie!
W tym roku, po tylu dekadach skrywania rodzinnych tajemnic i tylu latach uroczystości upamiętniających, trzy rodziny z lokalnej społeczności odważyły się opowiedzieć o sowieckich represjach wobec swoich bliskich. To dowód na to, że dawny strach wreszcie pęka. Te trzy rodziny pokazują, że prawda ma wielką moc uzdrawiania. Wiemy jednak dobrze, że wiele osób wciąż trzyma te bolesne sekrety głęboko w sobie.
Fundacja Pochówek i Pamięć zwraca się z gorącym apelem do wszystkich mieszkańców oraz osób pochodzących ze wspomnianej parafii i gminy: te tabliczki nie są zamkniętą listą, one są otwartą księgą. Jeśli w Państwa domowych szufladach spoczywają stare dokumenty, pamiątki, wspomnienia lub strzępy opowieści o deportowanych przodkach — prosimy o kontakt. Nie pozwólmy, by Ich imiona zniknęły na zawsze. Czekamy na kolejne nazwiska, bo nikt z tej parafii nie może zostać zapomniany.
Ponad podziałami
Przedwojenne Podbrzezie było tyglem kulturowym. Dlatego na ścianie pamięci obok Polaków i Marszałka Piłsudskiego z jego Legionistami, stają dziś Litwini, staroobrzędowcy, prawosławni oraz sąsiedzi wyznania mojżeszowego.
Sowiecki terror zabijał, deportował w śniegi Syberii i piaski Kazachstanu (w sumie 66 rodzin, 161 łagierników o łącznej liczbie tabliczek 227) i odbierał prawo do ojcowizny bez względu na narodowość. Przez lata strach nakazywał milczenie, a bolesna przeszłość była tematem, do którego wielu bało się wracać.
19 września wokół Krzyża Pamięci — podczas polowej mszy świętej — spotkają się rodziny z różnych stron świata. Przy każdej z nowych tabliczek zatrzymamy się, by opowiedzieć te unikalne niuanse.
Bo pamięć jest naszym obowiązkiem, a prawda naszym dziedzictwem.

Wieczna warta
Wojna rozrzuciła Ich kości i Ich rodziny po całym świecie. Dzisiaj Fundacja Pochówek i Pamięć sprowadza Ich wszystkich symbolicznie do jednego, wspólnego domu, miejsca urodzenia, pierwszych i dalszych lat życia. Wykuliśmy te napisy nie po to, by patrzeć w przeszłość, ale by dać świadectwo na przyszłość — dla Ich dzieci, wnuków i prawnuków.
Fundacja składa najgłębsze podziękowania wszystkim rodzinom za zaufanie, odwagę, każdą przekazaną relację i wsparcie każdej wagi.
19 września roku bieżącego pod Krzyżem Pamięci zatrzymamy się przy każdej nowej tabliczce. Opowiemy te niezwykłe historie i niuanse ukryte za surowymi napisami.
Zbliża się dużymi krokami okrągła 10. rocznica ustawienia krzyża. Kolejne dwa lata to dla nas intensywny czas na ostateczne uzupełnienie historycznej palety tej jednej, wyjątkowej parafii.
Mieszkańcy i Żołnierze Parafii i Gminy Podbrzezie! Wasza warta na wieki trwa.
Janina Starowieyska, prezes Fundacji Pochówek i Pamięć




