Wszystko dla Chrystusa przez Chrystusa! Siostry eucharystki uczą zachwytu nad Eucharystią

Sejm Litwy ogłosił 2027 Rokiem Lokalnych Wspólnot i wyznaczył go rokiem pamięci znanych postaci i historycznych rocznic, do których m.in. należy 100. rocznica urodzin bł. Jerzego Matulewicza, arcybiskupa, którego dziedzictwo inspiruje wspólnoty wiernych. W kręgu tych owoców znajduje się założone w 1923 r. Zgromadzenie Sióstr Służebnic Jezusa w Eucharystii, które kontynuuje charyzmat miłości i jedności. Rozmawiamy o tym z s. Nijolą Mazur SJE.

Czytaj również...

Krystyna Juckiewicz: Jak zrodziło się powołanie do życia zakonnego i dlaczego wybrała Siostra właśnie Zgromadzenie Sióstr Służebnic Jezusa w Eucharystii?

S. Nijola Mazur SJE: Moje powołanie, jeżeli można tak powiedzieć, zrodziło się niespodziewanie dla mnie samej, ponieważ moim marzeniem było mieć rodzinę, a z zawodu chciałam być… policjantką. Dlatego o życiu zakonnym w ogóle nie myślałam i nawet żarty, ze strony babci, na ten temat bardzo mnie denerwowały.

Jako młoda dziewczyna i najstarsza z rodzeństwa pomagałam mamie w wychowaniu młodszego rodzeństwa. Miałam zawsze dużo przyjaciół, często spotykaliśmy się w pięknych kawiarenkach w Wilnie.

Pochodzę z rodziny wierzącej i praktykującej. Od dziecka chodziliśmy do kościoła, należeliśmy do Rycerstwa Niepokalanej, ale w domu nigdy nie było rozmowy o życiu zakonnym, chociaż moje dwie siostry o tym mówiły…

Zmiana w moim życiu nastąpiła wówczas, kiedy wzięłam udział w pielgrzymce pieszej Rycerstwa Niepokalanej z Ostrej Bramy do Miednik, którą organizowali bracia franciszkanie. Właśnie wtedy poznałam pewne osoby, które zmieniły moje życie i wówczas zaczęłam myśleć o powołaniu zakonnym. Przełomowym momentem były rekolekcje Rycerstwa w Rzeszy, które prowadził o. Jarosław Rekward OFM Conv. Nie znałam wówczas żadnej z sióstr ani żadnego zgromadzenia. Wiedziałam jedno, jeśli do zakonu, to tylko do habitowego. Zapytałam więc o. Jarosława, czy zna jakieś zgromadzenia habitowe. On mi przedstawił kilka i jedno z nich też było kontemplacyjne. Chciałam wstąpić do zgromadzenia czynnego i wybrałam to, które ojciec znał i odwiedzał osobiście. Były to właśnie siostry eucharystki.

Okazało się, że mój tata znał dobrze siostry, chodził do nich pomagać przy remontach. To właśnie on jako pierwszy zaprowadził mnie do sióstr. Po mojej decyzji nastąpiły kolejne w rodzinie, do zakonu wstąpiły również moje dwie siostry. Obecnie posługują w Polsce, w klasztorze klarysek, to zakon kontemplacyjny. Kiedy odwiedzamy je z rodziną, rozmowa odbywa się przez kraty.

Zajrzyjmy zatem do domu zgromadzenia, jak wygląda typowy dzień siostry eucharystki?

Zwyczajnie. Dzień rozpoczyna się modlitwą, rozmyślaniem. Potem praca, obowiązki, modlitwa osobista, msza święta. Siostry wykonują różne prace, ale modlitwa i Eucharystia jest centrum życia. To z niej czerpiemy siły do pracy, do spotkań z ludźmi.

Jak udaje się siostrom łączyć intensywne życie modlitewne z pracą apostolską?

Jesteśmy zgromadzeniem czynnym, więc w naszej regule jest miejsce na pracę zawodową. Pracujemy jako katechetki, nauczycielki, zakrystianki, organistki. Podstawą jest praca z ludźmi.

Co w codzienności zakonnej przynosi Siostrze największą radość, a co bywa najtrudniejszym wyzwaniem?

Największą radością dla mnie jest być potrzebną innym, nieść miłość i uśmiech dla ludzi i młodzieży i przez to świadczyć o bezgranicznej miłości Boga do człowieka. Jestem szczęśliwą osobą i kocham życie.

Natomiast najtrudniejszym wyzwaniem jest chyba to, kiedy mi człowiek mówi: „Nie wierzę. Bóg i Kościół nic nie znaczą”. Wtedy ręce mi opadają. To smutne.

Jak wspomina Siostra okres swojej formacji, w tym tzw. czarnym nowicjacie przed ślubami wieczystymi?

To miłe i otoczone wielką radością wspomnienie. Czas zatrzymania się nad własnym powołaniem i sensem życia oraz moją relacją z Jezusem.

Centrum waszej duchowości stanowi Jezus ukryty w Najświętszym Sakramencie. Co dla Siostry osobiście oznacza ta codzienna adoracja? Co siostra przynosi Jezusowi w tej ciszy?

To czas wytchnienia, wyciszenia i odpoczynku przed Panem. Przynoszę moje zmęczenie, trudne sytuacje życiowe, moich bliskich i przyjaciół.

Tu nie wystarczy przykładu siostry, potrzebna jest wiara, która też jest powołaniem – trzeba zakochać się w Jezusie. Na zdjęciu: s. Nijola z rodziną, w tym dwoma siostrami, które wstąpiły do zgromadzenia klarysek | Fot. archiwum prywatne

Wasza konstytucja mówi o pragnieniu bycia „chlebem dla każdego człowieka”. Jak to piękne, ale i wymagające hasło realizuje się w praktyce, w relacjach z ludźmi?

Bycie „chlebem” dla mnie to poświęcenie swojego czasu według drugiego człowieka, który jest w potrzebie. Pomoc w biedzie dla bliskich, przyjaciół i tych załamanych we własnej bezradności.

Zgromadzenie Sióstr Służebnic Jezusa w Eucharystii powstało w 1923 r. z myślą o podniesieniu poziomu religijnego i pracy misyjnej, wśród ludności prawosławnej na Wileńszczyźnie. Jak te historyczne korzenie i intencje założyciela, bł. Jerzego Matulewicza, wpływają na waszą dzisiejszą misję?

Dzisiaj potrzeba więcej ewangelizacji i podnoszenia poziomu religijnego wśród ludzi. Dzisiejszy człowiek napotyka wiele trudności w sprawach wiary. W rodzinach często podchodzi się do tego w sposób formalny: ochrzcić, Pierwsza Komunia Święta, bierzmowanie, no i ślub… A dalej to już jak będzie na to czas. Bóg nie jest na pierwszym miejscu. Na katechezę też przychodzą prawosławni z pozytywnym nastawieniem: „Bóg jest Jeden”, i to cieszy.

Pierwotnie siostry prowadziły szkoły krawieckie czy internaty. Eucharystki kładą duży nacisk na religijne wychowanie dzieci i młodzieży. Z jakimi problemami i pytaniami najczęściej przychodzi dziś do sióstr młode pokolenie?

Tak, dzisiaj podstawowym naszym obszarem apostolskim są szkoły, parafie, czyli katechizacja dzieci i młodzieży oraz dorosłych. Najczęstszym problemem jest praktyka religijna: chodzenie do kościoła (niedzielna msza święta), przyjmowanie sakramentów (spowiedź). Powstaje dużo pytań dotyczących przyjaźni, miłości, przykazań oraz relacji pomiędzy dziećmi a rodzicami.

Żyjemy w czasach kryzysu powołań. Co chciałaby Siostra przekazać dziewczynie, która czuje w sercu głos Boga, ale boi się zrobić krok w stronę zakonu?

Najpierw zachęciłabym, by znaleźć odwagę odpowiedzieć na zaproszenie Boga. Strach, bojaźń jest złym towarzyszem człowieka. Pójść za Jezusem to nie znaczy odizolować się od świata, ale pokazać światu, że wszystko, co posiadamy, jest tymczasowe, a Bóg jest wieczny i w Nim w pełni człowiek może osiągnąć radość i sens życia, niosąc miłość światu i ludziom.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 40 (116) 10-16/10/2026

Afisze

Więcej od autora

Młody organista dał Bogu przestrzeń, aby mógł przemówić do jego serca

Krystyna Juckiewicz: Jak zrodziła się pasja do muzyki organowej i jak trafił kleryk do posługi przy ołtarzu jako organista?Waldemar Dudoit: Pasja do muzyki organowej i liturgicznej towarzyszyła mi od...