Babcia Hołowni radzi
„Świat zaczyna kręcić się w dziwną stronę, kiedy fundamenty zdają się poruszać… Zawsze wracam do dewizy, którą powtarzała moja śp. babcia, urodzona tutaj w Wilnie. Kiedy coś zgubisz, to wróć do tego miejsca, gdzie to ostatni raz widziałeś” – relacjonowaliśmy naszym Czytelnikom słowa marszałka Sejmu RP, Szymona Hołowni, które wygłosił w 2025 r. w Sejmie Litwy.
I faktycznie, świat zaczyna kręcić się w dziwną stronę. Zbrodniarze wojenni dzięki machinom propagandy mogą znajdować apologetów, Adolf Hitler zaczyna być postrzegany jako „pragmatyczny”, Stalin wraca na piedestały jako „ratujący lud”, a Władimir Putin jawi się jako obrońca „normalności, tradycji i wolności”.
Jako ludzkość wszystko to już przechodziliśmy. Co lepsze, wszystko to zbadaliśmy i opisaliśmy. Co gorsze, nie wyciągnęliśmy wniosków. Pójdźmy więc za radą babci Szymona Hołowni – wróćmy do tego miejsca, gdzie ostatni raz to widzieliśmy.
We wstępie użyta fraza nieprzypadkowo jest w języku rosyjskim; kto ma zrozumieć, zrozumie, a kto nie zrozumie, znaczy zrozumieć nie powinien był.
Diabeł czasem w ornatach chodzi
Pozycja, którą chcę polecić, traktuje o temacie zaniedbanym. Przywykli jesteśmy do mówienia o II wojnie światowej raczej w kategoriach: „źli ludzie robili złe rzeczy”. W lepszym przypadku: „dobrzy ludzie zostali zmuszeni do robienia złych rzeczy”. Rzadko jednak rozumiemy, że częściej było „zwykli ludzie robili złe rzeczy, bo wierzyli, że robią dobrze”.
Książka, wydana w 1955 r., czyli dziesięć lat po II wojnie światowej, powstawała w ciekawych okolicznościach. Amerykański dziennikarz Milton Mayer zapoznał się z aktami dziesięciu Niemców. Gdzie pracowali, do jakich organizacji należeli w okresie władzy partii nazistowskiej w III Rzeszy, w latach 1933–1945. Czyli od dojścia do władzy Hitlera, aż do zgładzenia tego demona. Wiedział, jakie mieli podejście do Żydów i jak ich traktowali.
Ów dziennikarz, będąc Żydem i będąc dobrze zapoznanym ze swoimi rozmówcami jeszcze przed rozmową na żywo, nie ujawnił przed nimi ani swojej wiedzy, ani swojej tożsamości.
Zwykli Niemcy, którzy chcieli przeżyć dzień
Jak opisuje autor, to były rozmowy ze zwykłymi Niemcami, którzy po prostu chcieli przeżyć dzień. Milton Mayer ich… polubił. Mimo że nie sympatyzował z wyrażanymi poglądami, np. antysemityzmem (już po wojnie i obozach!). Ciekawe też jest, że jedyny rozmówca z dziesięciu, którzy jednoznacznie ocenił negatywnie rządy Hitlera, a także stosunek III Rzeszy do Żydów, był… nauczycielem. Nauczyciel ów ubolewał nad zbiorowym szaleństwem, które ogarnęło społeczeństwo. Ceńmy nauczycieli!
Książkę po tylu latach trudno zdobyć. Na język polski są tylko tłumaczenia nieoficjalne. Jednak da się zdobyć wersję cyfrową i skoro tyle mówimy o sztucznej inteligencji, to niech do czegoś się przyda i nam przetłumaczy. Tłumaczenie wychodzi dość wierne. Komu naprawdę zależy na poszerzeniu swojego rozumienia świata, podejmie ten krok.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 40 (116) 10-16/10/2026


