Jarosław Tomczyk: Na czterech paryskich cmentarzach, o których pisze Pan w książce, czyli: Père-Lachaise, Montmartre, Montparnasse i Montmorency, można doliczyć się kilkuset polskich nagrobków.
Adam Chowański: Na samym Père-Lachaise znajduje się ponad 470 polskich grobów. Wszystkie są skrupulatnie dokumentowane przez Towarzystwo Opieki nad Polskimi Zabytkami i Grobami Historycznymi we Francji, które prężnie działa na rzecz zachowania pamięci o Polakach zmarłych na obczyźnie. Otacza ono opieką również same nagrobki, z których wiele ma dużą wartość historyczną. Wizyta na wymienionych cmentarzach to prawdziwa lekcja historii, gdzie na każdym kroku natrafia się na znaczące postaci. Polskie ślady można jednak spotkać także na mniejszych nekropoliach. Wystarczy wspomnieć kameralny cmentarz Batignolles w 17. Dzielnicy, w którym spoczywają kolejne pokolenia emigrantów. Szacuje się, że obecnie w Paryżu i okolicach mieszka ponad 100 tys. osób polskiego pochodzenia. To najlepiej pokazuje skalę polskiej obecności w tym mieście i wyjaśnia, dlaczego tak wielu naszych rodaków spoczywa na tutejszych cmentarzach.
Jak wyglądają paryskie cmentarze?
Na co dzień mogą sprawiać wrażenie nieco zapomnianych. Nie ma tu tradycji całorocznego doglądania grobów. Co ciekawe, tutejsze nekropolie przyciągają nie tylko turystów, lecz także mieszkańców szukających świętego spokoju. Sam często na nie zaglądam, zwłaszcza na cmentarz Montmartre w mojej dzielnicy. Pogrążam się tam w zadumie albo oddaję lekturze – i nie jestem w tym odosobniony. Wiele osób szuka w ten sposób wytchnienia od miejskiego zgiełku. Tutejsze cmentarze nie tylko służą pamięci o zmarłych, lecz także pełnią funkcję parków i zielonych enklaw, w których po prostu dobrze się odpoczywa.

1 listopada ich obraz się zmienia?
Zdecydowanie, choć inaczej niż w polskiej tradycji. W Polsce dniu Wszystkich Świętych towarzyszą miliony światełek oraz zapach wosku i kwiatów. W Paryżu groby porządkuje się najczęściej właśnie w okolicach 1 listopada. Pojawiają się wtedy kwiaty i znicze, choć te ostatnie widuje się znacznie rzadziej niż nad Wisłą – płoną głównie na grobach polskich emigrantów.
Wyjątkiem pozostaje grób Fryderyka Chopina na cmentarzu Père-Lachaise, jedno z najbardziej rozpoznawalnych polskich miejsc w Paryżu. Świeże kwiaty zdobią go przez cały rok, a wiosną można na nim znaleźć nawet bukieciki fiołków, czyli ulubionych kwiatów kompozytora. Według przekazów zdobiły one również jego ostatnie paryskie mieszkanie przy placu Vendôme i towarzyszyły mu w ostatnich chwilach życia.
Nie brakuje na nekropoliach Paryża także świeckich rytuałów.
Czasem osobliwych. Na grobie Marguerite Duras zostawia się długopisy i pióra, by nie przestawała tworzyć. Z kolei na grobie agronoma Antoine’a Parmentiera można znaleźć świeże bulwy ziemniaków, które upowszechnił we Francji. Na symbolicznym grobie Juliusza Słowackiego na Montmartre, choć szczątki poety spoczywają na Wawelu, odwiedzający zostawiają drobne monety.
Gest ten można interpretować jako nawiązanie do opłaty za przejście do zaświatów. W przypadku polskich emigrantów mógł mieć jednak dodatkowe znaczenie. Wielu z nich żyło we Francji w trudnych warunkach, a po śmierci nie zawsze miał się kto zatroszczyć o ich pochówek. Na emigracji często brakowało bliskich, którzy mogliby regularnie zadbać o grób, stąd popularność tańszych mogił zbiorowych. Monety pozostawiane na grobach można więc odczytywać także jako symboliczne datki umożliwiające powrót do ojczyzny.
W takim zbiorowym grobie na cmentarzu Père-Lachaise spoczywa gen. Józef Wysocki.
Podobny los spotkał wielu emigrantów popowstańczych. Pierwsze tego typu mogiły powstały ze względów ekonomicznych na cmentarzu Montmartre. W 17. Dzielnicy biegnie tam Aleja Polaków, przy której znajdują się groby oficerów powstania listopadowego i styczniowego. Tułaczy los niektórych emigrantów nie kończył się jednak wraz z ich śmiercią.
Poruszającym przykładem jest Cyprian Kamil Norwid, niedoceniany przez współczesnych i żyjący w skrajnym niedostatku. Po śmierci w przytułku św. Kazimierza został pochowany na niewielkim cmentarzu w Ivry. Miejsce wykupiono tylko na pięć lat, po czym jego szczątki przenieśli do zbiorowej mogiły na polskim cmentarzu w Montmorency, gdzie pochówek opłacono na piętnaście lat. W 2001 r. urna z ziemią z tego cmentarza trafiła symbolicznie do Krypty Wieszczów na Wawelu, ale do dziś nie wiadomo, co dokładnie stało się z samymi szczątkami poety.

Montmorency, polska nekropolia, o której pan wspomniał, to miejsce, gdzie pochowano Adama Mickiewicza po sprowadzeniu jego zwłok ze Stambułu, w którym zmarł.
Ten cmentarz służył początkowo środowisku skupionemu wokół księcia Adama Czartoryskiego i Hôtelu Lambert, z czasem stał się jednak miejscem spoczynku wielu wybitnych intelektualistów oraz artystów tworzących na emigracji. Jego renoma wzrosła znacząco wraz z pochówkiem Adama Mickiewicza. Przeniesiono wówczas także szczątki jego żony Celiny z cmentarza Père-Lachaise, a gdy spoczęli razem, Montmorency zyskało jeszcze większy prestiż.
Cmentarz Père-Lachaise ma zresztą dość podobną historię. Gdy powstawał, nie cieszył się wielkim zainteresowaniem Paryżan ze względu na znaczną odległość od centrum miasta. Przeprowadzono więc swoistą kampanię wizerunkową i sprowadzono tam szczątki Moliera oraz średniowiecznych kochanków Abelarda i Heloizy. Dzięki temu nekropolia szybko zyskała na popularności, a mieszkańcy zaczęli chętnie wykupywać na niej kwatery.
W konsekwencji na Père-Lachaise spoczął Chopin, ale także Honoriusz Balzak z żoną Eweliną Hańską, czy Maria Walewska, polska kochanka Napoleona.
Tak, na cmentarze panowały swoiste mody, a o odpowiednie towarzystwo troszczono się również po śmierci.

Miejscem, w którym pierwotnie gromadziła się polska emigracja po powstaniu listopadowym, jest Kościół św. Seweryna. Niezwykle istotny z wileńskiego punktu widzenia, bo znajduje się w nim kopia obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej. Pisze Pan o nim w książce.
Ten kościół leży nieco na uboczu, przez co turyści często go omijają, a nie dość, że kryje w sobie obraz Matki Bożej Ostrobramskiej, to ma też wiele architektonicznych smaczków. Tuż za ołtarzem wznoszą się kolumny, które zdają się wirować, niezwykle ciekawe są również witraże. O ile w kościołach dominują zazwyczaj dzieła zabytkowe, tutaj dano przestrzeń artystom współczesnym. Połączenie nowoczesnej sztuki ze sztuką witrażową robi naprawdę ogromne wrażenie.
Jak trafiła tam Matka Boża Ostrobramska?
Najbardziej wiarygodne źródła podają, że obraz trafił do Kościoła św. Seweryna z inicjatywy Andrzeja Towiańskiego jako wyraz tęsknoty za ojczyzną, mający pobudzić serca emigrantów i jednoczyć Polaków wokół idei narodowowyzwoleńczej. Sam mistyk utrzymywał zresztą, że wizerunek pojawił się tam w sposób cudowny. To ten sam Towiański, wokół którego zawiązał się ruch mesjanistyczny znany jako Koło Sprawy Bożej, a sam obraz stał się dla tej wspólnoty swego rodzaju mitem założycielskim. W orbitę towianizmu dał się wciągnąć Mickiewicz, natomiast Słowacki patrzył na tę doktrynę krytycznie, choć w kościele Saint-Séverin również bywał.

Dzisiaj polskim kościołem w Paryżu nazywany jest Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
Kościół ten stał się jednym z najważniejszych adresów polskiego Paryża, odkąd w 1844 r. abp Denis Affre przekazał świątynię Polskiej Misji Katolickiej. To właśnie tutaj zaczęto celebrować msze w języku polskim oraz organizować uroczystości związane z kluczowymi momentami historii Polski, od czasów zaborów po wydarzenia współczesne. Dla wielu Polek i Polaków miejsce to było pierwszym punktem oparcia w emigracyjnym Paryżu: przestrzenią, w której spotykały się język, wspólnota i codzienność daleka od ojczyzny.
Wokół dzisiejszego Paryża panuje dużo czarnego public relations, negatywnych narracji.
Paryż jest taki, jakim chcemy go widzieć. Jeśli skupimy się na negatywnych stronach i będziemy szukać potwierdzenia krytycznej narracji, z łatwością znajdziemy argumenty na jej poparcie. Wiele zależy jednak od nastawienia. Jeśli szukamy piękna, architektury, historii, wyjątkowego klimatu i bogatego dziedzictwa, jak najbardziej je odnajdziemy. Często mam wrażenie, że istnieją dwie równoległe rzeczywistości. Do mnie ten czarny PR także dociera, ale moje codzienne doświadczenie pokazuje coś zupełnie innego. Mieszkam tu od sześciu lat, a moja miłość do Paryża stale rośnie. Im dłużej tu żyję, tym bardziej nie chcę być nigdzie indziej.

A dominuje ta, że wielokulturowość Paryża z jego siły stała się kłopotem.
Dla jednych jest problemem, dla innych wartością. Dla mnie wielokulturowość była wręcz magnesem, czymś niezwykle inspirującym. To naturalna cecha tego miasta, wynikająca z uwarunkowań historycznych. Paryż zawsze taki był i zawsze taki będzie. Co ciekawe, nasza XIX-wieczna emigracja, zwłaszcza polistopadowa, również wypowiadała się bardzo negatywnie o mieście, które zastała. Słowacki nazwał Paryż nową Sodomą. Zygmunt Krasiński, arystokrata i obywatel świata, który jako jeden z nielicznych nie cierpiał tu biedy, także nie szczędził mu gorzkich słów w listach i twórczości. Paryż od zawsze budził skrajne emocje. Trzeba jednak brać pod uwagę powody, dla których ktoś tu trafił. XIX-wieczni emigranci traktowali pobyt we Francji jak wygnanie, dlatego ich postrzeganie miasta było nacechowane bardzo negatywnie. Jeśli ktoś przyjeżdża tu z własnego wyboru, ma zupełnie inne nastawienie.
Dzisiaj dla polskich emigrantów warunki są nieporównywalnie łatwiejsze.
Zdecydowanie. Czuję się bardzo uprzywilejowany jako obywatel Unii Europejskiej. Mam znajomych, i to nie z jakichś egzotycznych krajów, ale ze Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii, dla których pobyt tutaj wiąże się z licznymi formalnościami i powrotami do ojczyzny, by przedłużyć wizę. My możemy korzystać z licznych przywilejów, unikając borykania się z całą tą urzędniczą machiną. Paryż wciąż przyciąga ogromne rzesze turystów i pozostaje jednym z najpopularniejszych miejsc na świecie. Oczywiście, mieszkając tu, trzeba być przygotowanym na różne niedogodności, protesty czy sporadyczne zamieszki – Francuzi rewolucję mają w końcu we krwi – ale niezależnie od tego Paryż był, jest i będzie zachwycający.

Adam Chowański
Paryżanin z wyboru, ceniony stylista, krytyk mody, dziennikarz oraz autor książek. Jego najnowsza pozycja „Polski Paryż. Śladem malarek, pisarzy, kreatorów stylu” to literacko-historyczna podróż po Sekwanie, która odkrywa przed czytelnikami sekrety polskiej emigracji artystycznej i towarzyskiej w Paryżu na przełomie XIX i XX w. oraz w okresie międzywojennym. Autor z wrodzoną lekkością, okiem stylisty i pasją detektywa rekonstruuje losy wybitnych Polek i Polaków, którzy rzucili wyzwanie paryskiemu salonowi.
Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 43 (125) 31/10-06/11/2026











