Ameryka znów jest niebieska. Spektakularne zwycięstwo demokratów w wyborach połówkowych

Zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie USA większość zdobyli demokraci. Komentarz prezydenta Donalda Trumpa na platformie X, po ogłoszeniu pierwszych wyników wyborów do Kongresu, zakończonych 3 listopada, brzmiał: „Nie było mnie na karcie do głosowania, a gdybym na niej był, wygralibyśmy miażdżącą przewagą!”.

Czytaj również...

Wybory, które odbyły się po dwóch latach prezydentury Donalda Trumpa, przyniosły druzgocącą porażkę Partii Republikańskiej. Wprawdzie sondaże przewidywały jej przegraną, ale rozmiary zwycięstwa Partii Demokratycznej są dużym zaskoczeniem. Prezydent uznał zwycięstwo konkurentów. – Myślę, że demokraci wykonali dobrą robotę, walczyli zaciekle. Wiecie, walczyli od dawna – powiedział w wywiadzie dla telewizji Fox News.

USA-2026-11-07-2-PORTAL
Prezydent Donald Trump do ostatnich godzin wspierał republikańskich kandydatów. Na zdjęciu: wizyta w zakładzie Peterbilt Motors w Denton w Teksasie, 1 października br. | Fot. Official White House Photo by Molly Riley, Flickr

Wybory połówkowe

To wybory przypadające w okolicach połowy kadencji urzędującego prezydenta, po dwóch latach od jego wyboru. Dlatego ich oficjalna nazwa to midterms – wybory środka kadencji. Odbywają się ustawowo w tzw. Election Day, czyli dzień wyborów, który przypada zawsze we wtorek po pierwszym poniedziałku listopada, w tym roku 3. dnia miesiąca. Dodać trzeba, że część wyborców oddaje głosy już wcześniej, korzystając z dopuszczonego w większości stanów tzw. wczesnego głosowania, a głosy można oddawać również korespondencyjnie, co jest jedną z przyczyn, że na ostateczne wyniki trzeba czekać czasem nawet kilkanaście dni.

W wyborach połówkowych wybiera się 435 przedstawicieli, czyli cały skład Izby Reprezentantów, oraz jedną trzecią składu Senatu USA. Zwykle jest to 33 lub 34 spośród 100 senatorów, których kadencja trwa sześć lat. W tym roku wyjątkowo wybieranych było 35 senatorów, gdyż do liczby 33 doszły dwa dodatkowe miejsca. Na Florydzie, na pozostałe dwa lata kadencji zwolnionej przez sekretarza stanu Marco Rubio, oraz w Ohio na dokończenie kadencji J.D. Vance’a, który obejmując urząd wiceprezydenta, zrzekł się mandatu.

Izba Reprezentantów, czyli izba niższa amerykańskiego Kongresu, proponuje i omawia projekty ustaw. Dotąd Partia Republikańska miała w niej minimalną większość: 218 miejsc plus jednego niezależnego posła, który głosował razem z nią. Przejęcie izby przez demokratów, którzy uzyskali w wyborach przynajmniej 238 mandatów, pozwoli im przyjmować ustawy, ale daje także możliwość wszczynania śledztw w sprawie działań administracji, żądania dokumentów, wzywania świadków na przesłuchania, a także poddawania kontroli wysokich rangą urzędników.

Senat – poza rolą w uchwalaniu prawa – zatwierdza nominowanych przez prezydenta członków gabinetu, ambasadorów, a także sędziów federalnych, w tym kandydatów do Sądu Najwyższego. Nowa większość może więc blokować lub opóźniać wiele nominacji.

W Senacie republikanie mieli przed wyborami 53 miejsca, demokraci 47. By przejąć kontrolę nad izbą, musieli zwiększyć stan posiadania do 51 miejsc, co udało im się z naddatkiem. W momencie oddania tego wydania magazynu do druku mieli zapewnione przynajmniej 54 mandaty, losy dwóch były jeszcze nierozstrzygnięte.

Paliwo, nie ideologia

Dla oceny porażki republikanów jako druzgocącej, co zgodnie przyznają komentatorzy, największe znaczenie ma fakt, że Partia Demokratyczna zdobyła przewagę w Senacie, mimo że większość z 35 mandatów będących do obsadzenia w tym cyklu było wybieranych w tradycyjnych bastionach amerykańskiej prawicy.

Demokraci wygrali w stanach, w których nie zwyciężali od kilkudziesięciu lat. W Kansas ostatni raz udało im się to w 1932 r. Pierwsze zwycięstwo od 94 lat zapewnił im pastor Adam Hamilton.

James Talarico odniósł historyczne zwycięstwo w Teksasie, gdzie jego ugrupowanie czekało na triumf w walce o Senat od 1988 r.

W innych, dotąd „czerwonych”, czyli sprzyjających republikanom stanach – Ohio i Iowa – również zwyciężyli kandydaci „niebieskich”, a więc Partii Demokratycznej, Sherrod Brown i John Turek.

Hakeem Jeffries, lider demokratów w Izbie Reprezentantów, tak podsumował wyborcze zwycięstwo: – Amerykanie zabrali głos i jasno dali do zrozumienia, że mają dość ekstremizmu i korupcji. Ameryka nie jest na sprzedaż.

Nawiązał w ten sposób się do wielkich wpłat na kampanię republikanów, jakich dokonywali miliarderzy z Elonem Muskiem na czele. Jeffries ocenił, że dzień zwycięstwa jest początkiem wielkiego powrotu Ameryki.

Jakkolwiek prezydent Donald Trump próbowałby czarować rzeczywistość, mówiąc, że ma 99 proc. poparcia, nie ulega żadnej wątpliwości, że wynik wyborów jest oczywistym referendum prezydentury i oceną jego dotychczasowej działalności. Amerykanie głosują, patrząc na ceny paliw na dystrybutorach, a te są rekordowo wysokie, co jest skutkiem wojny z Iranem, której sprzeciwia się większość amerykańskiego społeczeństwa.

– Dla przeciętnego wyborcy kluczowe jest, jak mu się żyje. A żyje mu się źle, bo paliwo jest drogie, grasuje inflacja, nie ma dostępu do służby zdrowia. Cięcia, ten One Big Beautiful Bill Act [tytuł najważniejszej ustawy, którą Trump wniósł do Kongresu w tej kadencji – przyp. red.], który zmieniał prawo podatkowe i wyrzucił znowu dziesiątki tysięcy Amerykanów z sensownej opieki zdrowotnej, to wszystko musiało się zakończyć tak, jak się zakończyło – komentował dla radia TOK.fm prof. Radosław Rybkowski z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Z kolei dr Karol Szulc, amerykanista z Uniwersytetu Wrocławskiego, w rozmowie z Wirtualną Polską wskazał takie przyczyny porażki republikanów: – Trump miał zrobić MAGA, czyli uczynić ponownie Amerykę wielką, i to mu w oczach jego własnych wyborców nie wyszło. Zamiast rozkwitu gospodarki zafundował Amerykanom wojnę z Iranem i wzrost cen na stacjach paliw. Zapowiadał walkę z imigrantami, ale to poszło w złą stronę. Funkcjonariusze ICE kilka razy zabili ludzi, których poszukiwali. Do tego brak rąk do pracy dał się odczuć w amerykańskim rolnictwie, sektorze, który na tych nielegalnie przebywających w USA pracownikach się opierał. Wielu Amerykanom bardzo nie podobało się też, że ich prezydent nie potrafił jednoznacznie odciąć się od swoich związków z pedofilską aferą Epsteina. Ta afera jest straszna i domniemane związki z nią Trumpowi ciążyły.

„Amerykanie wysłali jasny sygnał – chcą polityki, która łączy ludzi, zamiast ich dzielić, oraz przywódców, którzy proponują konkretne rozwiązania problemów, z jakimi muszą się mierzyć. Choć obecna administracja pozostanie u władzy jeszcze przez dwa lata, teraz naszym zadaniem jest zakasać rękawy, wprowadzać zmiany wszędzie tam, gdzie mamy taką możliwość, powstrzymywać dalsze szkodliwe działania i przygotowywać grunt pod przyszłość” – napisał w serwisie X były prezydent z ramienia demokratów, Barack Obama.

USA-2026-11-07-3-PORTAL
Dla przeciętnego wyborcy w USA kluczowe jest, jak mu się żyje. A żyje mu się teraz źle, co znalazło odbicie w wyniku midterms | Fot. Adobe Stock

Quo vadis, Ameryko?

Eksperci i komentatorzy powszechnie zastanawiają się, jakie skutki wynik wyborów połówkowych będzie miał dla dalszych losów nie tylko Ameryki, ale całego świata. W Europie najważniejszym pytaniem jest to, jak wybory w USA wpłyną na wojnę w Ukrainie, stosunki USA z Unią Europejską i dalsze postrzeganie przez Amerykanów Sojuszu Północnoatlantyckiego.

W jednej z pierwszych powyborczych rozmów z „New York Timesem” Donald Trump zapowiedział: „Uszanuję wyniki wyborów. Będziemy współpracować z demokratami. Z niecierpliwością czekamy na tę współpracę. Z pewnością uda nam się wypracować jakieś porozumienie”. Jednocześnie zaznaczył, że zamierza odrzucać propozycje Kongresu, z którymi nie będzie się zgadzał. „To jest moc weta. To jedna z silniejszych mocy, jaką ma prezydent” – mówił, a w serwisie Truth Social opublikował zdjęcie czerwonej czapki z napisem „VETO”, który pojawił się w miejscu dotychczasowego napisu „MAGA”, czyli zapowiedzi uczynienia Ameryki znów wielką.

Znając przedwyborcze deklaracje amerykańskiego prezydenta – zapowiadał, że w razie porażki stanie się „Panem Weto” – czapeczka wydaje się najbardziej wiarygodnym drogowskazem jego dalszych działań. Zamiast spodziewać się szukania współpracy i kompromisu, należy raczej oczekiwać wetowania, a w konsekwencji paraliżu działań, co oczywiście nie jest sygnałem optymistycznym w polityce wewnętrznej. – Nie można wykluczyć wzajemnego paraliżu instytucji. Do odrzucenia veta potrzebna jest większość dwóch trzecich głosów w Kongresie, a demokraci nie mają takiej większości – tłumaczy dr Karol Szulc.

Politykę zagraniczną prezydent prowadzi przy ograniczonym wpływie Kongresu. Wielce wątpliwe więc, by po wyborach Trump faktycznie stanął po stronie Wołodymyra Zełenskiego zamiast Władimira Putina, wycofał cła nałożone na europejski import, które z punktu widzenia amerykańskiego budżetu były jeszcze jedną przyczyną republikańskiej klęski, czy przestał popierać skrajną prawicę w Europie. – Trump, kierując się złością i urażoną dumą, może stać się jeszcze bardziej nieprzewidywalny w relacjach z europejskimi sojusznikami i wykorzystywać stosunki transatlantyckie jako zakładnika własnych politycznych rozgrywek – uważa dr Szulc.

Najbardziej z naszego punktu widzenia palący temat wojny w Ukrainie Amerykanów obchodzi w znacznie mniejszym stopniu, a większość z nich nie ma ochoty, by ich synowie ginęli za „nieamerykańskie” problemy. To akurat Trump w ich oczach realizuje, a oczekiwania te znają dobrze również demokraci. Bez wątpienia jednak Trump nie będzie już mógł sprzedać Putinowi Ukrainy tak, jak szykował się do tego w ostatnim czasie – i to jest dobra wiadomość.

Istotnym skutkiem wtorkowych wyborów wydaje się też znaczące zmniejszenie szans na wygranie za dwa lata prezydentury przez wiceprezydenta J.D. Vance’a. Przy tak krytycznej ocenie polityki Trumpa republikanie mogą woleć desygnować do wyścigu o Biały Dom mniej kojarzonego z prezydentem kandydata niż jego aktualnego zastępcę.

Sam J.D. Vance odniósł się do porażki republikanów w midterms w długim wpisie na X. Stwierdził, że główną jej przyczyną jest wojna w Iranie, wymienił również koszty życia i relacje USA z Izraelem. „Wszyscy wiedzą, dlaczego przegraliśmy. I każda szczera rozmowa o tym, co dalej, musi się od tego zacząć” – napisał.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 44 (128) 07-13/11/2026

Afisze

Więcej od autora

Edukacja, głupcze!

Skojarzyłem sobie przy tej okazji ostatnie wyniki badań Eurobarometru, czyli prowadzonego od 1973 r., na zlecenie instytucji Unii Europejskiej, międzynarodowego projektu regularnego badania opinii publicznej. Można wyczytać z niego...