Polacy w Turmoncie nie zapominają o Polsce

Jezioroski Oddział Rejonowy Związku Polaków na Litwie istnieje już ponad dwie dekady. Swoją główną aktywność przejawia w Turmoncie, leżącym kilka godzin jazdy pociągiem od Wilna. W dniach 17–20 września polska grupa z Turmontu odbyła wycieczkę do Polski, którą zorganizowała prezeska oddziału Związku Polaków na Litwie Teresa Narkiewicz.

Czytaj również...

Turmont to ostatnia stacja kolejowa przed granicą łotewską. Mimo dalekiego położenia w miasteczku, które do 1939 r. stanowiło część województwa wileńskiego, mieszka wciąż kilkudziesięciu Polaków, którzy stanowią jedną czwartą ludności.

– Zależało nam na tej wycieczce, bo od lat jeździmy do Polski – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Teresa Narkiewicz. Z jej inicjatywy grupa 30 osób z oddziału jezioroskiego ruszyła do Warszawy, Krakowa i Wieliczki. Właśnie te miasta, jako najbardziej symbolizujące polskość, wybrała organizatorka wyprawy, wspieranej przez Fundację „Pomoc Polakom na Wschodzie” im. Jana Olszewskiego.

Tam się człowiek napije, nadysze Ojczyzny!

17 września to data szczególna dla Polaków z Kresów, przypominająca o wkroczeniu Armii Czerwonej także na Wileńszczyznę. Tego dnia Polacy z Turmontu dojechali do Warszawy, biorąc udział w spacerze po Starych Powązkach. Część z nich pojechała pod Pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie, który położony jest na Placu Muranowskim w Warszawie.

– Nocowaliśmy na Żoliborzu, w Parafii Rzymskokatolickiej św. Stanisława Kostki, więc po obiadokolacji zwiedziliśmy grób bł. Jerzego Popiełuszki, byliśmy także na nabożeństwie w kościele, w którym pełnił posługę – informuje Teresa Narkiewicz.

Dzień później grupa z Turmontu zwiedziła Kopalnię Soli „Wieliczka” i pojechała do Krakowa, gdzie zanocowała w Domu Duszpasterskim w Łagiewnikach.

– Po obiadokolacji udaliśmy się do kaplicy z obrazem Jezusa Miłosiernego i grobem św. Faustyny, gdzie odprawiono także nabożeństwo. Zwiedzaliśmy przez kilka godzin Kraków z lokalną przewodniczką, która pokazała nam główne atrakcje: Stare Miasto, Kościół Mariacki, Zamek Królewski na Wawelu. Wieczorem w Teatrze Starym oglądaliśmy spektakl „Zamknij oczy, Nel”. To historia o umieraniu, w której umierająca matka staje się ośmioletnią Nel z powieści „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicz i wyrusza jej śladami na przygodę – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” Teresa Narkiewicz.

Piękne plany

Wycieczka była współfinansowana ze środków Kancelarii Senatu RP za pośrednictwem Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” im. Jana Olszewskiego.

– Wycieczka była naprawdę udana, można ją nazwać historyczną. Byliśmy dumni, że jesteśmy Polakami. Zobaczyliśmy, że Polska to wielki kawałek ziemi – dodaje prezeska oddziału jezioroskiego Związku Polaków na Litwie.

W wycieczce uczestniczyła m.in. Wiera Pupiel, która mimo wyznania staroobrzędowego identyfikuje się jako Polka i od lat należy do lokalnego Związku Polaków.

– Mój wyjazd do Warszawy, Krakowa i Wieliczki był naprawdę udany. Uwielbiam podróżować. Choć nie była to moja pierwsza wizyta w Polsce, darzę wasz kraj wielką sympatią. Ludzie są tu niezwykle gościnni, krajobrazy piękne, a wszystko jest zadbane i urocze – każda wizyta zachwyca mnie na nowo. Z przyjemnością wrócę tu ponownie – może także do innych miast – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Wiera Pupiel, która podczas pobytu w Warszawie zaśpiewała w hotelu przepiękne piosenki z samych kresów Litwy, symbolizujące wielokulturowość regionu.

Jakie plany Polacy z Turmontu mają na rok 2027? – Już piszemy projekt do fundacji – zdradza nam Teresa Narkiewicz.

Chcą tym razem pojechać do Malborka, by wczuć się w klimat średniowiecza, zakonu krzyżackiego funkcjonującego na tych terenach, który Polacy i Litwini wspólnie pokonali pod Grunwaldem w 1410 r. – Oprócz Malborka będziemy być może także w Elblągu – dodaje prezeska.

Podpowiadam jej kolejne historyczne miejsce związane z rodem Sierakowskich: Waplewo. Jeden z przedstawicieli tej rodziny był posłem do pruskiego landtagu i przez jakiś czas prezesem Związku Polaków w Niemczech.

Turmont-2026-10-31-2-PORTAL
Wyjazd do Warszawy, Krakowa i Wieliczki grupy z Turmontu był naprawdę udany | Fot. Jezioroski Oddział Rejonowy Związku Polaków na Litwie

Trzymajmy się razem

Polacy z Turmontu od lat prowadzą aktywną działalność. Według statystyk z 2021 r. miasteczko liczy 209 mieszkańców, Polaków może być jakaś jedna czwarta. W całym rejonie jezioroskim jest ich 5 proc., mniej niż tysiąc.

Pani Narkiewicz wyliczyła dwa lata temu z dość dużą dokładnością liczbę działaczy jezioroskiego oddziału związku. „Mamy aż siedem kół, które łącznie liczą parędziesiąt członków” – powiedziała autorowi wówczas. Turmont zna jak własną kieszeń, choć przeprowadziła się tutaj dopiero w 2004 r., prezeską oddziału jest od 2014 r. Siedziba związku to jej prywatna posesja w zielonym domu niedaleko kościoła.

Dlaczego Jeziorosy ustąpiły Turmontowi statusu stolicy lokalnych Polaków? Odpowiedź jest banalna: w przeciwieństwie do Jeziorosów, które do 1939 r. stanowiły integralną część Republiki Litewskiej i nie pozostało tam już dużo Polaków, podobnie jak w całej przedwojennej Litwie, w Turmoncie wciąż są Polacy, a nawet odprawiana jest polska msza święta w Kościele Serca Jezusowego (o godz. 13.30). Kiedyś w tej miejscowości, już w okresie Litewskiej SRS, była nawet polska szkoła, ale zastąpiono ją szkołą rosyjską, a później litewską. Teraz szkoły nie ma w ogóle. Trudno się dziwić, od lat 50. XX w. liczba mieszkańców miasteczka spadła trzyipółkrotnie.

Już po moim wyjeździe i planowanym powrocie do Turmontu w 2026 r. oddział jezioroski świętował mały jubileusz. Było to wiosną zeszłego roku, gdy przyszło obchodzić 25 lat istnienia. Oddział powstał bowiem w 2000 r. Dorobił się nawet własnego festiwalu „Trzymajmy się razem”, który co roku organizują panie z zespołu „Srebrne pasemko” oraz ich wspaniała prezeska Teresa Narkiewicz.

– Przyjeżdżaj do nas – zaprasza mnie serdecznie pani Teresa.

Obiecuję, że to zrobię, a ona już wylicza mi kolejne aktywności oddziału, które nastąpią jesienią: – W październiku jedziemy na festyny do sąsiadów w Wisagini i Podbrodziu. W listopadzie z kolei są Zaduszki, zaś w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia – spotkanie oddziału.

Jaka będzie przyszłość oddziału, za 5–10 lat, skoro młodzi nie garną się do działalności, a wyjeżdżają hen, nawet nie do Wilna, ale za granicę? Pani Teresa stara się widzieć przyszłość w ciepłych barwach. Już wie, komu przekaże ster organizacji, który dzierży od 2015 r. – Skoro przetrwaliśmy trudne czasy sowieckie, przeżyjemy także i to, co nastąpi w ciągu najbliższych lat – zapewnia.

Jest optymistką, choć to przecież same kresy Litwy.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 43 (125) 31/10-06/11/2026

Afisze

Więcej od autora

Sto lat kolonii urzędniczych na Kresach RP

Tomasz Otocki: Napisał Pan Profesor książkę „Czterdzieści miast-ogrodów. Dzieje budowy i architektura kolonii urzędniczych na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej 1924–1925”, która ukazała się w październiku br. To już Pana...