Nawet po utracie władzy przez Viktora Orbána na Węgrzech kilku regionalnych przywódców nadal angażuje się we współpracę z Rosją w poszukiwaniu korzyści gospodarczych i politycznych – analizuje think tank Carnegie Endowment for International Peace. Bardziej chodzi tu o gospodarczy pragmatyzm i ogólny stosunek do Rosji i Rosjan (także w kontekście historii) niż o wspólnotę poglądów politycznych.
Zresztą nawet zmiana rządu w Budapeszcie nie oznacza nagłego zerwania relacji – np. energetycznych – z Rosją. Również Bratysława, Praga i Sofia przy obecnych rządach szukają raczej równowagi między dalszym wsparciem dla Ukrainy i zobowiązaniami wynikającymi z członkostwa w UE i NATO a korzyściami gospodarczymi wynikającymi z relacji z Rosją.
W Bułgarii rządy objął niedawno prorosyjski były prezydent Rumen Radew. Wcześniej, na jesieni ub.r., do władzy wrócił w Czechach Andrej Babiš. No i jest na Słowacji Robert Fico, którego trudno uznać za krytyka Rosji.
Węgry, Słowacja i rosyjskie węglowodory
Wybory parlamentarne na Węgrzech 12 kwietnia br. oznaczały najbardziej znaczącą zmianę polityczną w regionie. Zwycięstwo partii Tisza Pétera Magyara zakończyło ponad dekadę rządów Viktora Orbána.
Od momentu objęcia urzędu Magyar szybko podjął działania mające na celu naprawę stosunków z Brukselą. Węgry zniosły weto wobec pakietu pomocy UE dla Ukrainy o wartości 90 mld euro i poparły 20. pakiet sankcji Unii wobec Rosji.
Jednocześnie jest mało prawdopodobne, by Węgry całkowicie zerwały stosunki z Moskwą. Magyar wielokrotnie podkreślał znaczenie stabilnego importu ropy i gazu oraz sygnalizował otwartość na ewentualne rozmowy z Putinem pod odpowiednimi warunkami. Decyzja o odblokowaniu pomocy UE dla Ukrainy zapadła wkrótce po wznowieniu dostaw rosyjskiej ropy rurociągiem „Drużba”. W tej kwestii Węgry prawdopodobnie znajdą poparcie zarówno ze strony Słowacji, jak i Bułgarii, które nadal w dużym stopniu zależą od szlaków tranzytowych energii związanych z Rosją.
Jeszcze niedawno, mówiąc o najbliższych Putinowi liderach środkowoeuropejskich, wymieniało się nazwiska Orbána i premiera Słowacji. Robert Fico rok temu wziął udział w defiladzie „zwycięstwa” w Moskwie, jako jedyny lider unijny.
W tym roku też pojawił się 9 maja w stolicy Rosji. Tym razem jednak złożył tylko kwiaty przy Grobie Nieznanego Żołnierza w pobliżu murów Kremla. Nie było go na trybunie honorowej na Placu Czerwonym. Chwilę wcześniej spotkał się z Wołodymyrem Zełenskim i zapowiedział, że Słowacja nie będzie utrudniać negocjacji akcesyjnych Ukrainy z UE.
Fico nie zamierza być tak otwarcie przyjazny Moskwie i jednocześnie walczyć z Brukselą jak Orbán. Ma zdecydowanie słabszą pozycję wobec eurokratów, niż miał premier Węgier. Poza tym widzi, że wojna zaczyna zmierzać ku zamrożeniu, więc może myśleć o zajęciu pozycji jednego z kluczowych mediatorów.
Oni lubią Rosję
Największe nadzieje Moskwa wiąże zapewne obecnie z nowym układem rządzącym w Bułgarii. Wszak nowy premier, którego partia uzyskała bezwzględną większość w parlamencie, Rumen Radew, jako prezydent przez dwie kadencje prowadził prorosyjską politykę. Zresztą wiele wskazuje na to, że to właśnie rosyjskie służby specjalne wymyśliły przed laty jego polityczny projekt.
Oczywiście jako szef rządu Radew musi prowadzić bardziej zbalansowaną politykę między Zachodem a Rosją, co nie zmienia jednak jego poglądów. Po wyborach z 19 kwietnia br. nowy rząd poparł propozycje bezpośrednich negocjacji między UE a Rosją i przedstawił odnowioną współpracę energetyczną z Moskwą jako niezbędną do przywrócenia konkurencyjności Europy.
Jednocześnie czołowe postaci w bułgarskim rządzie przyjęły znacznie bardziej sceptyczny ton w kwestii wsparcia dla Ukrainy. Wicepremier Iwo Christow oświadczył, że Bułgaria wstrzyma eksport amunicji i broni do Kijowa. Radew opowiada się za wznowieniem importu rosyjskiej ropy naftowej z Noworosyjska, a przyszły status rafinerii Neftochim, należącej do Łukoilu, pozostaje przedmiotem dyskusji po tym, jak została ona objęta zarządem państwowym z powodu sankcji amerykańskich.
Wybory na Węgrzech przyniosły osłabienie tam pozycji Rosji, zaś w Bułgarii wzmocnienie. Podobnie można mówić o Czechach. Pod rządami Andreja Babiša Czechy przyjęły ostrożniejsze stanowisko w sprawie Ukrainy, unikając jednocześnie szerszego zerwania z instytucjami zachodnimi. Babiš sprzeciwił się nieograniczonemu wsparciu dla Kijowa i wezwał do wynegocjowanego porozumienia z Rosją.
Praga zachowała również swoją wiodącą rolę w tzw. inicjatywie amunicyjnej wspierającej Ukrainę, chociaż rząd woli obecnie koordynować działania w zakresie zamówień bez znacznego zwiększania bezpośredniego finansowania państwowego.
Rosja wobec wschodniej flanki NATO
Węgry, Słowacja i Bułgaria odmówiły przystąpienia do specjalnego trybunału mającego na celu ściganie Putina za zbrodnię agresji, mimo że cała Unia Europejska jest jednym z jego założycieli. Będą jednak starały się unikać otwartej konfrontacji z instytucjami UE w sprawie Ukrainy i/lub swoich powiązań z Moskwą.
Należy też pamiętać o związkach w sektorze energetycznym. Słowacja i Węgry sprowadzają ropę z Rosji rurociągiem „Drużba”. Jest umowa o współpracy węgierskiej elektrowni atomowej Paks z rosyjskim Rosatomem.
Rosja będzie nadal wykorzystywać widoczne nieporozumienia w UE, zwłaszcza w kwestii sankcji i polityki energetycznej. W krajach, takich jak Słowacja, Bułgaria i Czechy, gdzie Rosja jest tematem budzącym podziały, każdy głośny gest pojednawczy wobec Moskwy może wywołać protesty i polaryzację wewnętrzną.
Jednak wyniki wyborów w Czechach (2025) czy w Bułgarii (2026) pokazują, że w krajach tych są też wciąż poważne siły polityczne przeciwne ostrej konfrontacji z Rosją. Kreml to niewątpliwie wykorzysta, a możliwe nawiązanie rozmów pokojowych ws. Ukrainy i możliwe odprężenie w relacjach UE–Rosja tylko wzmocni polityków, takich jak Babiš, Fico czy Radew. To pokazuje też zasadniczą różnicę między krajami leżącymi na południe od Polski a Polską właśnie i krajami bałtyckimi, które przyjęły dużo bardziej stanowczą postawę wobec Moskwy. Wynika to nie tylko z zaszłości historycznych, lecz także z obecnej polityki Kremla, który wyraźnie zaostrza retorykę wobec krajów północnej części wschodniej flanki NATO, jednocześnie zmiękczając kraje południowej części flanki.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 22 (62) 06-12/06/2026



