Ceny mieszkań rosną szybciej niż wypłaty. Co trzecie kupowane pod inwestycję

„Ona jest ze snu, a ubrana w codzienność”, śpiewa legendarny polski zespół. Zasadniczo prawda — tylko nie ona, a mieszkanie, i nie w codzienność, a w niebotycznie wysoką cenę. Ekonomista wyjaśnia, czemu mieszkania na Litwie drożeją w takim tempie.

Czytaj również...

Wskaźnik dostępności mieszkań obliczany przez Swedbank raczej smuci niż cieszy. W drugim kwartale tego roku rodzina, której dochody to półtora średniej (ok. 2,7 tys. euro miesięcznie) mogła nabyć w Wilnie mieszkanie o powierzchni zaledwie 58,6 mkw. To o pięć metrów mniej niż pod koniec ubiegłego roku i o 20 metrów mniej niż pięć lat temu. Podobna tendencja dotyczy wszystkich miast na Litwie.

Mieszkania stają się „nie dla szarych ludzi”

Przepaść między zarobkami a cenami mieszkań pogłębia się — lecz raczej ze względu na drastycznie rosnącą cenę mieszkań niż za wolno rosnące wypłaty.

Według indeksu cen Banku Litwy mieszkania są dziś w większości miast droższe o około 15 proc. niż rok temu. W Kownie ceny wzrosły aż o jedną czwartą. Tymczasem wynagrodzenia, mimo że rosły przez ostatnie pięć lat w tempie około 10 proc. rocznie i są dziś nominalnie dwukrotnie wyższe niż w 2019 r., za rynkiem nadążają — ale nie za rynkiem nieruchomości.

Stopy procentowe robią swoje

Do presji cenowej dołożyły się rosnące stopy procentowe. Europejski Bank Centralny kilkakrotnie w tym roku podnosił stawki w walce z inflacją — sześciomiesięczna stopa Euribor wzrosła o ponad pół punktu procentowego, do blisko 2,7 proc. Ekonomiści oceniają jednak, że zbliżamy się już do szczytu cyklu podwyżek.

„Dwucyfrowy wzrost cen nie jest ani trwały, ani pożądany, ani prawdopodobny” — ocenił dr Nerijus Mačiulis, główny ekonomista Swedbank.

Wilno w ciągu pięciu lat urosło o ponad 100 tys. mieszkańców — niemal jedną piątą swojej populacji. Rosnący popyt zderzył się z rygorystycznymi wymogami środowiskowymi i infrastrukturalnymi, które wydłużają procedury wydawania pozwoleń na budowę i podnoszą koszty inwestycji.

Kupić, żeby mieć, a nie żeby mieszkać

Dodatkowym czynnikiem jest skala zakupów inwestycyjnych — Bank Litwy szacuje, że ponad jedna trzecia transakcji w Wilnie i Kownie to zakupy z myślą o lokacie kapitału, a nie na własne potrzeby mieszkaniowe. Taki popyt spekulacyjny winduje ceny i wypycha z rynku osoby kupujące swoje pierwsze mieszkanie.

W wielu krajach organy nadzoru starają się ograniczać krótkoterminowe spekulacje poprzez podatki od transakcji. Przykładowo w Hiszpanii podatek ten sięga od 6 do 13 proc. wartości nieruchomości, a Singapur nakłada na zagranicznych nabywców opłatę przekraczającą nawet 60 proc.

Sygnały ostrzegawcze widać już w danych rynkowych. W drugim kwartale liczba transakcji we wszystkich dużych miastach Litwy spadła. Liczba rezerwacji nowych mieszkań w Wilnie była o jedną piątą niższa niż na początku roku, a zapas niesprzedanych lokali w stolicy osiągnął rekordowy poziom ponad sześć tysięcy jednostek. Malejąca stopa zwrotu z wynajmu — w Wilnie wynosi ona dziś zaledwie 4,5 proc., o ponad punkt procentowy poniżej długoterminowej średniej — sygnalizuje, że ceny sprzedaży rosły wyraźnie szybciej niż czynsze.

Wszystkie te dane sugerują, że równowaga sił na rynku zaczyna się przesuwać. Rosnąca podaż niesprzedanych mieszkań, malejący zwrot z inwestycji i ograniczona siła nabywcza kupujących sprawiają, że to nabywcy, a nie sprzedający, powinni mieć dziś większą kartę przetargową przy negocjacjach ceny. Teoretycznie.

Afisze

Więcej od autora

Spotkanie wokół książki „Pora się godzić…”. „Polska musi zrozumieć pozycję w regionie”

We czwartek 4 września w Muzeum Pałacu Władców w Wilnie odbyło się autorskie spotkanie w ramach „Kolokwiów Warszawsko-Wileńskich” z Urszulą Doroszewską, byłą ambasador RP na Litwie, promujące jej książkę...