Strona łotewska, 7 października, poinformowała, że uzbrojone i zamaskowane osoby z Białorusi próbowały przeprowadzić przez granicę na Łotwę co najmniej 20 nielegalnych migrantów. Groziły łotewskim żołnierzom i popychały migrantów w kierunku granicy. Łotewscy żołnierze udaremnili próbę nielegalnego przekroczenia granicy.
Reakcja Mińska: to reżyseria Łotyszy
Kilka godzin później zamaskowane osoby wtargnęły na terytorium Łotwy, uszkodziły szafkę rozdzielczą instalacji elektrycznej i ukradły kamery monitoringu. Przed przybyciem straży granicznej wycofały się z powrotem na Białoruś. Łotewskie siły zbrojne poinformowały, że wspomniane wydarzenie potwierdza, że prowokacje na granicy białoruskiej będą kontynuowane.
Do sprawy odniósł się przywódca Białorusi Alaksander Łukaszenka. „Doskonale wiemy, a mnie już o tym poinformowano, że wszystko to zostało wyreżyserowane przez samych Łotyszy jako spektakl na użytek mediów, mający na celu wyciągnięcie pieniędzy z Unii Europejskiej” — oświadczył białoruski dyktator.
Łukaszenka dodał, że jego kraj nie miał nic wspólnego z wydarzeniem na granicy. „To kompletny absurd. Tego rodzaju operacje, polegające na wtargnięciu na terytorium sąsiedniego państwa, są niemożliwe bez zgody prezydenta. Nie wydałem żadnego takiego zezwolenia. A zatem żadnych takich operacji nie przeprowadzono. Wiem to na pewno” — podkreślił prezydent Białorusi.

Za wcześnie na wnioski
Na incydent na Łotwie zareagowała Litwa. Szef litewskiego MSW Martynas Katelynas oświadczył tego samego dnia, że na granicy litewsko-rosyjskiej straż graniczną wesprze wojsko. Katelynas podkreślił, że sytuacja na granicy jest obecnie spokojna, a skierowanie żołnierzy ma charakter prewencyjny.
— Po pierwsze, nie wiem co tam się zdarzyło. Jest tylko jedna informacja, że byli niezidentyfikowani osobnicy z bronią. Nie ma informacji, co to była za broń. Z podanej informacji wynika, że nie było żadnych strzałów. Więc całkiem możliwe, że to nie była prawdziwa broń. Prezydent Białorusi oświadczył, że absolutnie nie mają z tym nic wspólnego i że jest to łotewska inscenizacja. Dlatego moim zdaniem dzisiaj wyciągać jakiekolwiek wnioski jest za wcześnie. Aby jakoś skomentować zajście, to musiałby być przynajmniej jakiś sfilmowany materiał — oświadcza w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Artur Płoszkto, doradca ministra ochrony kraju i wykładowca Litewskiej Akademii Wojskowej im. gen. Jonasa Žemaitisa.
„Operacja informacyjna”
Kilka dni po wydarzeniu na granicy Łotewska Służba Bezpieczeństwa Państwowego wszczęła postępowanie przygotowawcze w sprawie gróźb anonimowych osób zapowiadających przeprowadzenie aktów dywersji w państwach graniczących z Białorusią. W serwisie Telegram pojawiło się anonimowe nagranie wideo, w którym odpowiedzialność za te incydenty miała wziąć na siebie białoruska grupa „Black Rus”. Eksperci w rozmowie z łotewską telewizją publiczną powiedzieli, że taka grupa jest przykrywką dla operacji hybrydowych stworzonych przez białoruskie i rosyjskie służby specjalne. Według szefa Centrum Eksperckiego NATO ds. Komunikacji Strategicznej w Rydze Janisa Sartsa, na Białorusi i w Rosji istnienie takich niezależnych grup jest niemożliwe. Dodał, że to, co dzieje się na granicy, jest bezpośrednio powiązane z władzami zarówno Białorusi, jak i Rosji i to, co obecnie robią, to „czysta operacja informacyjna”.
Zdaniem naszego rozmówcy, nie da się też powiedzieć czegoś konkretnego, czy strona łotewska odpowiednio zareagowała na incydent.
— Państwo musi być przyszykowane na wszelkie możliwe scenariusze. W 2024 r. na granicy polsko-białoruskiej mieliśmy przypadek, kiedy zginął polski żołnierz. Teraz, kiedy oglądam polskie nagrania, to widzę, że funkcjonariusze straży granicznej lub żołnierze przyjeżdżają na miejsce w pełni wyekwipowani. To pokazuje, że są przygotowania na każdą możliwość — oświadcza Płokszto.
„Zielone ludziki”
Wiosną 2026 r. w rosyjskim internecie zaczęły krążyć materiały o tzw Republice Ludowej Narwy (Narwa to miasto w Estonii na samej granicy z Rosją — przyp. red.). Część analityków uznała, że Kreml szykuje się do powtórki z 2014 r., kiedy na okupowanych ukraińskich terytoriach powstały Doniecka Republika Ludowa oraz Ługańska Republika Ludowa.
— Wszyscy mówią o „zielonych ludzikach”. Trzeba jednak rozumieć, że drugi raz to się nie powtórzy. Tym niemniej trzeba być przygotowanym na użycie broni. Do tego trzeba dostosować bazę ustawodawczą i muszą być opracowane odpowiednie procedury. Wróg nie będzie czekał, kiedy my dostosujemy się do sytuacji — podkreśla Płokszto.
Premier Litwy Mindaugas Sinkevičius, w ubiegłym tygodniu, odbył wizytę w Polsce. W ramach wizyty miał spotkanie ze swym polskim odpowiednikiem Donaldem Tuskiem. Polski premier po spotkaniu oświadczył, że Unia Europejska powinna zwiększyć, a nie zmniejszać sankcje. „Znajdujemy się w kluczowym momencie. Ta wojna rozstrzygnie się być może w najbliższych kilku, kilkunastu miesiącach. Dlatego będę proponował w Brukseli, aby w żadnym wypadku Europa nie rezygnowała ze swoich narzędzi nacisku i wpływu na sytuację na froncie rosyjsko-ukraińskim i w Rosji” — zaznaczył polityk.
Premier Litwy podkreślił, że na spotkaniu z polskim kolegą najwięcej czasu poświęcono sprawom bezpieczeństwa. „Nasza pozycja jest wspólna i jasna, że obrona wschodniej flanki NATO musi być nadal wzmacniana” — zaznaczył Sinkevičius.




