Dziś przeciwko premierowi Narendrze Modiemu występują miliony młodych Hindusów. Nadużycia, niesprawiedliwość i arogancja władzy doprowadziły do powstania w Indiach ruchu… „karaluchów”.
Od początku października br. w stolicy Indii niemal codziennie odbywają się protesty organizowane przez partie opozycyjne i zwolenników… Ludowej Partii Karaluchów (CJP). Protesty rozprzestrzeniają się na inne duże miasta.
Demonstranci domagają się dymisji przewodniczącego Komisji Wyborczej Gyanesha Kumara, zarzucając mu przeprowadzenie zmian w rejestrach wyborców na korzyść rządzącej Indyjskiej Partii Ludowej (BJP). Rozpoczęta w 2025 r. weryfikacja list wyborczych doprowadziła do wykreślenia nawet 130 mln osób. Opozycja twierdzi, że zmiany szczególnie dotknęły muzułmanów i inne mniejszości, wśród których poparcie dla BJP jest niższe.
Ruch „karaluchów” powstał w maju tego roku na fali protestów przeciwko nieprawidłowościom w czasie egzaminów na studia, ale stopniowo stał się szerszym głosem niezadowolenia młodych Hindusów w związku z systemem edukacji i ich sytuacją na rynku pracy.
Cios w dwa filary demokracji
Główne partie opozycyjne stworzyły zjednoczony front pod przewodnictwem Rahula Gandhiego, lidera Partii Kongresowej. Jednak prawdziwym sercem protestów jest ogromna energia polityczna i pomysłowość wykazywana przez studentów z pokolenia Z.
Narendrze Modiemu nie grozi upadek. Ale jego autorytet został poważnie podważony. Silny przywódca lubi prezentować niekwestionowaną osobistą władzę. Od 2014 r. jego rządząca partia Bharatiya Janata Party (BJP) skonsolidowała i scentralizowała władzę w bezprecedensowym stopniu. Dla rządu otwarte nieposłuszeństwo młodych ludzi – pochodzących ze wszystkich warstw społecznych, wyznań i kast, których nie da się łatwo zignorować ani napiętnować jako należących do grupy „antynarodowej” – stanowi bezprecedensowe wyzwanie.
Od czasu uzyskania niepodległości w 1947 r. Indie cieszą się reputacją kraju przeprowadzającego wolne i uczciwe wybory. Komisja Wyborcza, niezależny organ konstytucyjny, zachowała szerokie uprawnienia, aby zapewnić, że wybory pozostają ponad wszelką wątpliwością. Jej wiarygodność ma kluczowe znaczenie dla wiarygodności indyjskiej demokracji.
Niemniej ważne są rekrutacja na stanowiska w sektorze publicznym oraz nabór na studia w uczelniach publicznych i kilku prywatnych poprzez konkurencyjne egzaminy krajowe. Dla milionów młodych ludzi stawka tych egzaminów jest wysoka. Sukces może pozwolić kandydatom wspiąć się po drabinie możliwości, ale porażka może na zawsze pozostawić ich w dołach kastowego społeczeństwa.
Dlatego ważne jest, aby egzaminy te były przeprowadzane uczciwie i cechowały się uczciwością oraz bezstronnością. Indie pozostają społeczeństwem charakteryzującym się nierównością, w którym pieniądze, powiązania rodzinne i władza wypaczają funkcjonowanie niemal wszystkich instytucji. W tym kontekście wybory i egzaminy są jedynymi dwoma procesami, które sprawiają, że obietnica państwa dotycząca równego traktowania staje się namacalna. W ciągu ostatniego roku działania rządu indyjskiego poddały jednak w wątpliwość wiarygodność wyborów i egzaminów.
Modi kontra „karaluchy”
Zaczęło się od głównego ogólnokrajowego egzaminu wstępnego na studia medyczne – pojawiła się masa kontrowersji choćby z powodu wycieku pytań egzaminacyjnych. Masowe protesty wymusiły w lipcu dymisję ministra edukacji.
Jest też problem z drugim filarem demokracji indyjskiej. W ciągu ostatniego roku Komisja Wyborcza postanowiła przeprowadzić ocenę list wyborczych w celu zapewnienia ich dokładności. Gyanesh Kumar, główny komisarz wyborczy, działał jednostronnie i lekkomyślnie, przeprowadzając aktualizację list wyborców w sposób naruszający standardowe procedury.
Od czerwca 2025 r. wytypowano ok. 130 mln nazwisk do usunięcia z list wyborców. Chociaż wiele z tych wykreśleń dotyczyło duplikatów oraz nazwisk osób, które zmarły lub opuściły kraj, miliony Hindusów zostały jednocześnie pozbawione prawa do głosowania i stoją teraz przed trudnym zadaniem odwołania się do trybunału w celu udowodnienia swojego obywatelstwa.
Indie stopniowo przekształcają się z „największej demokracji na świecie” w autorytarny reżim z wyborami o charakterze czysto symbolicznym. Władza metodycznie podporządkowuje sobie sądy i Komisję Wyborczą, nasyła organy śledcze na przeciwników politycznych oraz promuje nacjonalistyczną doktrynę hinduską, a prześladowania muzułmanów stały się normą. Ogólna liczba udokumentowanych przypadków podżegania do nienawiści wobec mniejszości religijnych wzrosła o 97 proc. w latach 2023–2025.
Na dodatek, pomimo imponujących wskaźników wzrostu gospodarczego, młodzi ludzie martwią się o swoją przyszłość. Bezrobocie wśród absolwentów wynosi 23 proc., wzrost liczby miejsc pracy dla pracowników umysłowych spowolnił w tym roku do zaledwie jednego procenta, a prawie jedna czwarta Hindusów w wieku od 15 do 29 lat nie jest zatrudniona, nie studiuje ani nie uczestniczy w programach szkoleniowych.
Niefrasobliwy sędzia
W sytuacji, gdy machina państwowa stworzyła system tłumienia opozycji, głównym zagrożeniem dla Narendry Modiego paradoksalnie stała się nie klasyczna partia polityczna, lecz absurdalny ruch młodzieżowy. Wiosną 2026 r. tzw. Partia Karaluchów wstrząsnęła politycznym krajobrazem kraju. W ciągu zaledwie kilku tygodni przekształciła się z internetowego mema w realną siłę, zdolną do wyprowadzenia na ulice setek tysięcy ludzi.
Katalizatorem powstania ruchu stała się wpadka prezesa Sądu Najwyższego Indii, Suryi Kanta. W maju 2026 r. podczas jednej z rozpraw wypowiedział się on lekceważąco o bezrobotnej młodzieży, która angażuje się w aktywizm, media społecznościowe i dziennikarstwo, porównując takich młodych ludzi do karaluchów i pasożytów społecznych.
Obecnie dla rządu główne żądanie ruchu, czyli dymisja Kumara, nie jest jedynie kwestią jednego urzędnika. Modi zapewnił sobie lojalność w szeregach swojej partii poprzez milczącą gwarancję, że ci, którzy działają z polecenia rządu, będą chronieni przed konsekwencjami swoich czynów. Jeśli ta gwarancja zacznie się chwiać, ministrowie i funkcjonariusze partyjni mogą zacząć się martwić. To oznacza, że Modi będzie wszelkimi środkami bronił się przed przyjęciem postulatów „karaluchów”.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 42 (122) 24-30/10/2026



