Początkowo wszyscy skupiali się na Bab al-Mandab – wszak wydawało się, że uzyskanie pełnej kontroli nad strategiczną cieśniną łączącą Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim jest główny celem błyskawicznej wrześniowej ofensywy Huti. Jednak dziś widać wyraźnie, że rebelianci chcą dużo więcej, a zagrożenie Bramie Łez, jak tłumaczy się nazwę cieśniny, to tylko część strategii.
Dziś widać też, że operacja sprzymierzonych z Teheranem Huti to nie tylko otwarcie drugiego frontu w wojnie bliskowschodniej, żeby rozproszyć siły i uwagę wrogów Iranu oraz uderzyć w eksport ropy z Zatoki. Ansar Allah (Zwolennicy Boga) – bo tak się oficjalnie nazywa ruch Huti – przede wszystkim chcą dokończyć toczącą się od 2014 r. wojnę z jemeńskimi rywalami i wspierającą ją międzynarodową koalicją sunnicką z Saudami na czele. Dokończyć jako faktyczni zwycięzcy.
Wojna w powietrzu
Huti we wrześniu łatwo zajęli tereny nad Morzem Czerwonym umożliwiające im sprawowanie kontroli nad Bab al-Mandab. Ale zagrożenie w ten sposób możliwościom eksportu saudyjskiej ropy to tylko narzędzie. Organizacja kontrolująca dużą część Jemenu chce wymusić na Rijadzie – który wspiera siły jemeńskie walczące z Huti – pokój oznaczający de facto uznanie quasi-państewka kontrolowanego przez Ansar Allah i umożliwienie mu funkcjonowania (koniec nie tylko z wojną, ale też blokadą ekonomiczną, zwłaszcza w powietrzu). Dlatego w ostatnich tygodniach wspierani przez Iran jemeńscy rebelianci Huti nasilili ataki na Arabię Saudyjską, ostrzeliwując jej lotniska, statki i infrastrukturę petrochemiczną.
W weekend 10–11 października doszło do serii krwawych uderzeń w międzynarodowe lotnisko im. Króla Chalida w Rijadzie. Zginęło kilkanaście osób, setki zostały ranne, a władze musiały wstrzymać ruch powietrzny nad stolicą.
Huti postrzegają tymczasowe zamknięcie przez Arabię Saudyjską lotniska im. Króla Chalida oraz doniesienia o ograniczeniach saudyjskiej obrony powietrznej jako oznaki, że grupie tej udaje się wywierać presję na Arabię Saudyjską. To stanowi zachętę do kontynuowania ataków na kluczową infrastrukturę królestwa. Zwłaszcza że monarchia boryka się z trudnościami w obronie całego kraju przed atakami Huti i przegrupowała swoje baterie obrony powietrznej, aby priorytetowo traktować ochronę pałaców i infrastruktury energetycznej.
Jednak bezprecedensowe w swojej skali i skuteczności ataki Huti na cele saudyjskie mogą w końcu skłonić inne państwa do zaangażowania się w tej wojnę – choć obecnie Rijad jest nieprzyjemnie zaskoczony brakiem wyraźnej pomocy choćby ze strony USA i sojuszników z tzw. paktu Mekki. Pakistan, Turcja i Arabia podpisały w sierpniu porozumienie zobowiązujące te trzy kraje do wzajemnej obrony w przypadku ataku na którekolwiek z nich.
Na razie niewiele to daje Rijadowi w wojnie z Huti. Ankara umywa ręce, zaś Pakistan co prawda rozmieścił „znaczące” siły w królestwie, ale – jak zapewnił rzecznik MSZ w Islamabadzie – ten personel wojskowy „nie przekroczy granicy, by przeprowadzić atak na Huti, ale jest, oczywiście, zobowiązany do obrony terytorium”.
Tymczasem sukcesy Huti zmobilizowały Zjednoczone Emiraty Arabskie. ZEA są członkiem międzynarodowej koalicji sunnickiej walczącej z rebeliantami do dekady, ale w ostatnich latach wyraźnie poróżniły się z Arabią Saudyjską. W wielu punktach Bliskiego Wschodu (także w Jemenie, gdzie oba państwa mają swoich lojalistów), ale też we wschodniej Afryce. Obecna ekspansja Huti wpływa jednak wyraźnie na postawę Abu Zabi i Dubaju. Emiraty wezwały do wznowienia wspólnych działań państw Zatoki Perskiej w zakresie bezpieczeństwa i obrony.
Wojna na lądzie
Wojna Huti z Arabią Saudyjską toczy się faktycznie na dwóch frontach. Na jednym rebelianci atakują z powietrza cele w królestwie. Ale jest też front lądowy – tam z powietrza z kolei angażuje się Rijad. Wspiera siły lądowe, formalnie lojalne wobec legalnego rządu Jemenu, a sponsorowane w największym stopniu przez Saudów (w mniejszym przez ZEA).
W Jemenie od ponad dekady trwa wojna domowa. W 2015 r. Arabia Saudyjska stanęła na czele koalicji, która interweniowała po stronie rządu uznawanego przez społeczność międzynarodową. Intensywność walk znacznie spadła po rozejmie z 2022 r., jednak we wrześniu 2026 r. Huti przeprowadzili ofensywę, zajmując kolejne obszary na wybrzeżu Morza Czerwonego i strategicznie ważne wyspy w rejonie cieśniny Bab al-Mandab. Wzmocniło to ich kontrolę nad cieśniną i możliwości oddziaływania na jeden z najważniejszych szlaków żeglugowych świata.
5 października siły lojalne wobec rządu ogłosiły początek ofensywy pod kryptonimem „Świt Jemenu” wzdłuż wybrzeża Morza Czerwonego. Główną siłą uderzeniową są Brygady Południowych Gigantów – najbitniejsza formacja w obozie wrogów Huti. Celem wspieranej z powietrza przez Saudyjczyków operacji jest odzyskanie strategicznego terytorium w pobliżu cieśniny Bab al-Mandab. Siły rządowe przejęły pełną kontrolę nad wyspą Perim, oraz kilkoma innymi pozycjami na zachodnim wybrzeżu.
Rozejm wykluczony
Siły wspierane przez Arabię Saudyjską nadal jednak znajdują się pod presją na innych frontach. Walki koncentrują się w rejonie strategicznego miasta Taiz na południowym zachodzie kraju, położonego ok. 80 km na wschód od Morza Czerwonego. Miasto jest kontrolowane przez rząd.
W poniedziałek 12 października Huti całkowicie otoczyli Taiz. Nie tylko zamknęli w nim znaczące siły koalicji, ale mają też teraz możliwość zagrożenia miastu Aden, siedzibie jemeńskiego rządu. Oddziały lojalne wobec tego rządu stoją teraz przed dylematem, czy przekierować siły z innych linii frontu, aby przełamać otoczenie Taiz, czy też utrzymać obecne pozycje, nadal nacierać wzdłuż brzegu Morza Czerwonego i tym samym ryzykować dalsze postępy Huti w prowincji Taiz.
Niezależnie od problemów z obroną własnej przestrzeni powietrznej i dylematami frontowymi w Jemenie Arabia Saudyjska wyklucza na razie zawarcie rozejmu ze wspieranymi przez Iran rebeliantami Huti. Rijad odrzuca wszelkie propozycje zawieszenia broni, dopóki siły rządowe Jemenu nie odzyskają terytoriów przejętych niedawno przez Huti. Zwłaszcza tych dających kontrolę nad Bab al-Mandab. A to zapowiada długą wojnę.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 41 (119) 17-23/10/2026



