Od molekuł do samolotów – niezwykła zawodowa podróż Edyty Seniutytė

Edyta Seniutytė to Wilnianka wywodząca się z polsko-litewskiego domu. Po ukończeniu gimnazjum na Zarzeczu rozpoczęła studia z biologii molekularnej na Uniwersytecie Wileńskim. Szybko jednak zrozumiała, że to nie jest jej droga. Postanowiła więc całkowicie zmienić kierunek swojej zawodowej przyszłości.

Czytaj również...

Wybrała zarządzanie lotnictwem (Aviation Management) – studia prowadzone w języku angielskim na Uniwersytecie Kazimierza Simonavičiusa. Dziś jej zawodowe życie związane jest z lotnictwem, podróżami i przede wszystkim z ludźmi.

Brenda Mazur: Jak właściwie zaczęła się twoja przygoda z lotnictwem? Co sprawiło, że z biologii molekularnej zdecydowałaś się całkowicie zmienić kierunek i związać swoją przyszłość z lotnictwem?

Edyta Seniutytė: Po gimnazjum wybrałam biologię molekularną, ponieważ wydawała mi się niezwykle ciekawym i przyszłościowym kierunkiem. Fascynowała mnie możliwość zgłębiania mechanizmów rządzących życiem na jego najmniejszym, mikroskopijnym poziomie. Jednak dość szybko zorientowałam się, że moja natura podąża w inną stronę. Chciałam żyć pełnią życia, poznawać świat i ludzi, doświadczać nowych rzeczy. Długo nad tym myślałam i w końcu zrozumiałam, że nie chcę spędzić życia w laboratorium, wpatrując się w mikroskop.

Postanowiłam więc pójść inną drogą i zmieniłam kierunek studiów na zarządzanie lotnictwem. Ten wybór kojarzył mi się z podróżami, poznawaniem ludzi i odkrywaniem świata. Zresztą sam samolot – ten największy ptak na niebie – od zawsze budził we mnie fascynację.

Ale moja przygoda z lotnictwem zaczęła się tak naprawdę nieco wcześniej, w punkcie kontroli bezpieczeństwa na lotnisku. Po szkole szukałam pracy na lato. Akurat na lotnisku w Wilnie trwała przebudowa pasa startowego i poszukiwano osób do pomocy. Dołączyłam więc do grona pracowników. Od razu zachwyciła mnie panująca tam atmosfera. W kolejnym roku ponownie poszukałam pracy dorywczej na lotnisku.

A później wydarzyło się coś nieoczekiwanego – trafiło w moje ręce ogłoszenie o naborze na stanowisko stewardessy. Zgłosiłam się i zostałam przyjęta. Tak rozpoczęła się moja zawodowa przygoda z lataniem, która trwa do dziś.

Dziś mówi się o Tobie jako o specjalistce w branży lotniczej. Jak wyglądała droga od pierwszych kroków w zawodzie stewardessy.

Pierwszym krokiem jest rekrutacja i rozmowa kwalifikacyjna. Co ważne, nie trzeba wcześniej kończyć specjalistycznej szkoły ani studiów związanych z lotnictwem. Niezbędne szkolenie zawodowe zapewniają linie lotnicze po pomyślnym przejściu procesu rekrutacji.

W moim przypadku ten pierwszy etap przebiegł dość sprawnie. Podczas rozmowy udało mi się pokazać, że potrafię zachować spokój w stresujących sytuacjach i dobrze współpracować z innymi. Zostałam zakwalifikowana, a następnie przeszłam kilkutygodniowe szkolenie, po którym uzyskałam odpowiednie uprawnienia do wykonywania zawodu. Później czekały mnie kolejne szkolenia – teoretyczne i praktyczne – już w liniach lotniczych, w których rozpoczęłam pracę. Przykładem takich szkoleń praktycznych są szkolenia w basenie, które symulują lądowanie w środku oceanu, odgrywamy też scenki awaryjne – piloci zgłaszają nam jakąś poważną sytuację i musimy reagować. Podczas szkoleń odbywa się również pierwsze loty pod okiem doświadczonych instruktorów. Po pomyślnym zaliczeniu wszystkich etapów mogłam rozpocząć samodzielną pracę jako członek personelu pokładowego.

Warto wiedzieć, że choć do tego zawodu nie jest wymagane specjalistyczne wykształcenie, kandydaci muszą spełniać określone kryteria. Zależą one od linii lotniczej i kraju, w którym działa przewoźnik. Znaczenie mają m.in.: wiek, wykształcenie co najmniej średnie, znajomość języka angielskiego, sprawność fizyczna i umiejętność pływania. Dodatkowym atutem jest znajomość innych języków. Niektóre linie określają również wymagania dotyczące wzrostu czy widocznych tatuaży.

samoloty-2026-10-17-2
Niezbędne szkolenie zawodowe dla stewardów i stewardess zapewniają linie lotnicze po pomyślnym przejściu procesu rekrutacji | Fot. archiwum prywatne

Opowiedz o pracy stewardessy. Kojarzy się ona przede wszystkim z podróżami, poznawaniem świata, atrakcyjnym wyglądem i stylem życia. Co znajduje się po drugiej stronie tego obrazu – czego pasażerowie zwykle nie widzą?

Pasażerowie widzą nas najczęściej jako spokojne, uśmiechnięte i zawsze gotowe do pomocy stewardessy. Nie zawsze jednak zdają sobie sprawę, ile wysiłku kryje się za tym pozornym spokojem. Wczesne pobudki, czasem jeszcze przed świtem, albo powroty do domu późną nocą potrafią dać się we znaki. Podczas pracy zweryfikowało się też moje zapatrywanie na zwiedzanie miejsc, do których lecimy. Po prostu nie ma na to zbytnio czasu [śmiech].

Tak więc taki tryb pracy wpływa również na życie prywatne, bo trudno planować wszystko z wyprzedzeniem, kiedy grafik potrafi wywrócić codzienność do góry nogami.

Sama praca na pokładzie zaczyna się na długo przed wejściem pasażerów do samolotu. Trzeba sprawdzić wyposażenie, przygotować kabinę, omówić procedury i upewnić się, że wszystko jest gotowe do lotu. Każdy szczegół ma znaczenie.

I przede wszystkim nasza rola nie ogranicza się do podawania posiłków i napojów. Najważniejsze jest bezpieczeństwo pasażerów. Musimy wiedzieć, jak zareagować, gdy ktoś źle się poczuje, zasłabnie lub będzie potrzebował pomocy. Liczy się szybka ocena sytuacji, opanowanie i znajomość procedur. Do tego dochodzi praca z ludźmi, a przecież każdy z nas jest inny. Lecą dzieci, osoby z niepełnosprawnością… Stres związany z podróżą, zmęczenie czy strach przed lataniem mogą czasem prowadzić do nieporozumień i konfliktów. W takich chwilach trzeba umieć spokojnie rozmawiać, łagodzić napięcia i znaleźć rozwiązanie.

Dlatego powiedziałabym, że w tym zawodzie uśmiech jest ważny, ale jeszcze ważniejsze są odpowiedzialność, odporność na stres i empatia. Pasażer ma przede wszystkim czuć się bezpiecznie, nawet jeśli nie zdaje sobie sprawy, ile pracy i przygotowania wymaga zapewnienie mu tego komfortu.

Na pokładzie spotykasz setki osób – każda z własną historią, charakterem, problemami i emocjami. Czy praca nauczyła Cię szybko „czytać” ludzi?

To prawda, z czasem człowiek uczy się odczytywać emocje niemal na pierwszy rzut oka. Czasem wystarczy spojrzeć na pasażera już przy wejściu na pokład, żeby wyczuć, czy jest zrelaksowany, podekscytowany, czy może czymś zdenerwowany. To przychodzi z doświadczeniem i setkami odbytych lotów.

Zdarza się, że pasażerowie przynoszą na pokład nie tylko bagaże, lecz także cały swój stres. Ktoś boi się latania, ktoś się spieszy, ktoś inny jest zmęczony lub zdenerwowany i czasem właśnie na nas rozładowuje swoje emocje. W takich sytuacjach trzeba zachować spokój, umiejętnie podejść do człowieka i nie dopuścić, by napięcie udzieliło się pozostałym pasażerom. Niekiedy wystarczy spokojna rozmowa, uśmiech albo odrobina cierpliwości, by atmosfera na pokładzie znów stała się przyjemna.

Na szczęście większość pasażerów jest bardzo miła. Wielu leci na wakacje, żeby odpocząć, odkrywać nowe miejsca i przeżywać przygody. Dla niektórych sama podróż samolotem jest już częścią tej przygody – szczególnie gdy lecą gdzieś po raz pierwszy. I to też jest piękne w tej pracy: obserwować ludzkie emocje, poznawać różne charaktery i czasem, choćby przez kilka godzin, stać się małą częścią czyjejś historii.

Sporo czasu spędzasz poza domem. Czy po latach nadal jest to trudne, czy nauczyłaś się traktować życie „w drodze” jako naturalną część swojej codzienności?

Niedawno przyjaciele podarowali mi w prezencie lot do Krakowa. Tym razem znalazłam się po drugiej stronie – jako pasażerka, która czeka na odprawę. Lot był opóźniony, więc miałam sporo czasu na przemyślenia. I wtedy dotarło do mnie, że lotnisko stało się dla mnie drugim domem. Czuję się tam naprawdę dobrze, jak u siebie.

Oczywiście, są też trudniejsze chwile. Bywa przykro, kiedy nie możesz spędzić świąt z rodziną, uczestniczyć w ważnych uroczystościach czy po prostu wyskoczyć z przyjaciółmi na kawę. To cena, jaką czasem płaci się za taki styl życia. Na szczęście moja rodzina rozumie mój wybór i mam w niej ogromne wsparcie. Mam cudowną, liczną gromadkę bliskich, a kiedy tylko wracam do Wilna, staram się jak najlepiej wykorzystać wspólny czas i nadrobić chwile, w których nie mogłam być z nimi.

Mimo tych wyrzeczeń nie zamieniłabym swojego zawodu na żaden inny. Przyzwyczaiłam się do tej dynamiki, do ciągłego ruchu, zmian i nowych doświadczeń. Dziś trudno mi sobie wyobrazić życie bez tego wszystkiego. Chyba po prostu jestem stworzona do życia w drodze!

samoloty-2026-10-17-3
Poza pracą nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu – raz ciągnie mnie na górski szlak, innym razem na koncert | Fot. archiwum prywatne

Z twojego CV wynika, że zajmujesz się również szkoleniami, koordynacją i doskonaleniem programów edukacyjnych w branży lotniczej. Jak doszło do tego, że z pracy na pokładzie weszłaś również w obszar szkoleń?

Chciałam mieć również coś bardziej stabilnego – pracę tutaj, na ziemi. Zdaję sobie sprawę, że kariera stewardessy ma swoje ograniczenia czasowe, dlatego pomyślałam, że warto wykorzystać także wiedzę zdobywaną podczas studiów z zarządzania lotnictwem. Zgłosiłam się więc do swojej firmy, by spróbować czegoś nowego, poszerzyć horyzonty i rozwijać się w innym obszarze branży lotniczej.

Z czasem powierzono mi odpowiedzialność za szkolenia pilotów na symulatorach. Zajmuję się również dokumentacją szkoleniową i całą administracyjną stroną tego procesu. To zupełnie inna praca niż ta na pokładzie, ale daje mi wiele satysfakcji. Lubię się uczyć, podejmować nowe wyzwania i odkrywać kolejne możliwości. Nie potrafię stać w miejscu – kiedy pojawia się szansa, żeby zdobyć nowe doświadczenie i rozwinąć skrzydła, po prostu chcę spróbować!

Twoja historia pokazuje, że pierwszego wyboru zawodowego nie trzeba traktować jako decyzji na całe życie. Co powiedziałabyś młodym osobom, które studiują jeden kierunek, ale czują, że ich przyszłość może wyglądać zupełnie inaczej?

Kiedy zdecydowałam się rzucić studia z biologii molekularnej na Uniwersytecie Wileńskim, bardzo trudno było mi powiedzieć o tym najbliższym. Wiedziałam jednak, że mam wspaniałą rodzinę, która spróbuje mnie zrozumieć. I nie pomyliłam się – zawsze mi kibicowali i wspierali mnie w moich decyzjach.

To nie był łatwy wybór, ale czułam, że chcę być na swoim miejscu, robić to, co daje mi radość, i z uśmiechem chodzić na uczelnię. Koleżanki często pytały mnie: „Skąd masz tyle odwagi? Jak mogłaś zrezygnować z takich studiów?”. A ja myślę, że czasem trzeba po prostu wsłuchać się w siebie i mieć odwagę przyznać, że coś, co kiedyś wydawało nam się właściwe, jednak nie jest naszą drogą.

Chciałabym powiedzieć młodym ludziom, żeby nie bali się zmian. To, że wybraliśmy jakiś kierunek studiów, nie oznacza, że musimy się go trzymać za wszelką cenę. Mamy prawo zmienić zdanie, szukać swojego miejsca i zaczynać od nowa – niezależnie od tego, na jakim etapie życia jesteśmy. To przecież nasze życie. Po co przeżywać je w poczuciu, że robimy coś wbrew sobie, skoro możemy znaleźć zajęcie, które będzie nam dawało satysfakcję i prawdziwą radość?

Dziś wiem, że warto zaufać sobie, nawet jeśli na początku nie wszystko jest jasne. Czasem to, co wydaje się trudną decyzją albo porażką, z perspektywy czasu okazuje się początkiem czegoś naprawdę dobrego. W moim przypadku właśnie tak było. Dlatego wierzę, że każda trudność może nas do czegoś dobrego doprowadzić. Trzeba tylko mieć odwagę zrobić pierwszy krok.

samoloty-2026-10-17-4
Nie potrafię stać w miejscu – kiedy pojawia się szansa, żeby zdobyć nowe doświadczenie i rozwinąć skrzydła, po prostu chcę spróbować! | Fot. archiwum prywatne

To wyjdźmy na chwilę z samolotu. Jak Edyta Seniutytė spędza swój czas wolny, co jest twoją odskocznią ?

Kocham góry! Za każdym razem, gdy tylko mam wolną chwilę, staram się wyruszyć na szlak. A zimą zakładam narty i nieustannie szlifuję swoje umiejętności. Góry pozwalają mi złapać oddech, naładować baterie i na moment zwolnić tempo. Lubię wtedy sięgnąć po dobrą książkę i zachwycać się i nią i przyrodą…

Ale mam też drugą, bardziej artystyczną stronę. Uwielbiam muzykę na żywo, koncerty z orkiestrą. Kocham również teatr, a tę miłość zaszczepiła we mnie mama, która już od dzieciństwa zabierała mnie do teatru, wtedy jeszcze lalkowego. I tak mi zostało do dziś – często można mnie spotkać na widowni, z biletem na jakiś ciekawy spektakl.

Muzyka to zresztą osobny rozdział! Słucham bardzo różnych gatunków – od dobrego popu po pieśni patriotyczne, a nawet muzykę góralską! [Śmiech]. Chyba po prostu lubię różnorodność. Także poza pracą nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu – raz ciągnie mnie na górski szlak, innym razem na koncert. I właśnie to daje mi najwięcej radości!


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 41 (119) 17-23/10/2026

Afisze

Więcej od autora