„Światełko dla Rossy” ściągnęło tłumy, nie tylko Polaków. „Robi fenomenalne wrażenie” [Z GALERIĄ]

Choć nie wszyscy odwiedzający przychodzą z odpowiednią refleksją, to tegoroczna edycja ściągnęła tłumy. Tłumy, które dyskutowały i zauważały bliskość grobów ważnych i dla Polaków, i dla Litwinów, i dla Białorusinów.

Czytaj również...

Coroczna akcja Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą (SKOnSR), „Światełko dla Rossy i Bernardynów”, wpisała się już na stałe w krajobraz Wilna.

Akcja SKOnSR

Akcja organizowana przez wspomniany SKOnSR z pomocą harcerzy, Wilnian i działaczy, Ambasady RP w Wilnie, ma już tradycję bicia własnych rekordów. W tym roku na obu cmentarzach — na Starej Rossie oraz Cmentarzu Bernardyńskim — zapłonęło łącznie 11,5 tys. zniczy. Widok ten przykuwał uwagę już od strony jezdni: i tej od Starej Rossy, i tej przedzielającej Rossę na Nową i Starą. Warto zaznaczyć, że znicze były zbierane w szkołach polskich, ale też litewskich.

W dniu „rozpalenia” można było usłyszeć wszystkie języki. Obecni byli ukraińscy uchodźcy wojenni, białoruskojęzyczni Białorusini (to wcale nie jest takie oczywiste, że Białorusin jest białoruskojęzyczny, ale w kontekście grobów ważnych dla kultury i tożsamości białoruskiej to szczegół bardzo ważny!), usłyszeć można było język litewski, a przede wszystkim oczywiście — polski. Ten „nasz” i ten z Macierzy. Zresztą w ramach akcji również z Macierzy „spłynęło” na cmentarze mnóstwo zniczy.

Jak opisuje Społeczny Komitet Opieki nad Starą Rossą na swoich kanałach, pogoda na dzień zapalania zniczy dopisała. 1 listopada nie było deszczu i w ciągu 2,5 godziny udało się na Rossie zapalić wszystkie zaplanowane znicze.

Z kolei już na sobotę, 7 listopada zaplanowano sprzątanie Cmentarza Bernardyńskiego — SKOnSR apeluje o „wszystkie ręce na pokład”.

WYDA-rossa-2026-11-05-2
To był istny koncert świateł — tam rozlewały się połacie światła z ulicy, tam z mroku świeciły odległe znicze niczym gwiazdy, gdzieś indziej duże skupiska ogni gorzały aż po korony starych, pogrążonych w zadumie drzew… | Fot. Apolinary Klonowski

Wsparcie Ambasady RP w Wilnie

Jak co roku znicze przekazała też ambasada, a także wsparła akcję informacyjnie.

— W tym roku przekazaliśmy na rzecz akcji 1,3 tys. zniczy, wspierając działania organizatora akcji, Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą. Jednocześnie promowaliśmy tę inicjatywę podczas cyklu wydarzeń „Wileński Cmentarz na Rossie: historia, dziedzictwo i pamięć”, organizowanego wspólnie z Agencją ds. Rewitalizacji Starego Miasta w Wilnie (lit. Vilniaus senamiesčio atnaujinimo agentūra), dzięki czemu informacje o akcji dotarły do szerszego grona odbiorców — w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” przekazuje Katarzyna Dzierżyńska-Loch, ekspert ds. dyplomacji publicznej w Ambasadzie RP w Wilnie.

Tłumy były na cmentarzu nawet blisko północy, choć wtedy mrok był taki, że sylwetki ludzkie można było wypatrzyć tylko dzięki migotaniu zniczy.

— Jesteśmy tu, aby popatrzeć na ten widok, po raz pierwszy. Nie wiedziałyśmy, że coś takiego ma miejsce. Nie wiedziałyśmy też, że leży tu serce Piłsudskiego, bardzo odkrywcza to dla nas wycieczka. (…) (Akcja) robi fenomenalne wrażenie — mówiły „Kurierowi Wileńskiemu” spotkane przy Mauzoleum Matki i Serca Syna Litwinki.

Warto zauważyć, że nie dało się wyczuć żadnej antypatii do postaci Józefa Piłsudskiego, co dekadę temu nie byłoby takie oczywiste.

Wszyscy się mieścimy

Kilkadziesiąt kroków dalej jest grób Jonasa Basanavičiusa, patriarchy narodu litewskiego, naprzeciwko kaplicy, w której spoczywa jeden z patronów narodu białoruskiego, o czym też porozmawialiśmy.

— Jesteśmy skautkami, współpracujemy czasem z harcerzami. Ten widok… To jest coś niesamowitego. Świetna okazja, aby poznać nekropolię własnego miasta. Czasem nawet nie wiemy, jaki mamy skarb — dzieliły się z nami wrażeniami dziewczyny.

Było dużo litewskiej młodzieży z naszywkami w barwach narodowych i z emblematami organizacji — a więc tej bardziej „narodowo nastawionej”, szczególnie uwzględniając „maksymalnie krótkie strzyżenie”. Nie zatrzymywali się jednak tylko przy grobach litewskich osobistości.

Widać było młodzież z Pogonią. Ale tę Pogoń z ciut inaczej położonym ogonem — a więc białoruską. Zatrzymywali się przy grobach białoruskich pisarzy, oczywiście przy kaplicy powstańców, gdzie spoczywa Konstanty Kalinowski, jeden z przywódców powstania styczniowego 1863 r.

WYDA-rossa-2026-11-05-3
Wszystkie groby zostały „dopieszczone”, także te ważne dla litewskiej świadomości narodowej | Fot. Apolinary Klonowski

Zdjęcia dla „lajków”

Nie zabrakło też tzw. influencerów, czyli osób zarabiających na materiałach publikowanych w mediach społecznościowych. Jednak kładących się na grobach, rozkładających nogi i robiących głupie miny dla kilku lajków — można odnieść wrażenie — było w tym roku mniej albo nie było ich widać. Postawę taką nieraz krytykowali działacze.

Zresztą pod wpisami tych samych influencerów coraz częściej można spotkać głosy rozsądku. „Mózg masz spróchniały jak to biedne ciało w grobie, na którym się rozłożyłaś” — w ostrych słowach skrytykowała jedna z użytkowniczek wykwintne zdjęcie pewnej influencerki, która sobie zrobiła zdjęcie, jak leży na grobie w dość sugestywnej pozie. Co prawda, sama influencerka nie wydała się tą krytyką specjalnie przejęta.

Żybort: „Liczy się oddanie hołdu”

Takie zachowanie na swoich kanałach krytykował także sam prezes SKOnSR, Dariusz Żybort.

„Chciałbym podziękować kolegom ze Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą — bez Was to wszystko nigdy nie doszłoby do skutku. Cmentarz Bernardyński i Rossa o zmierzchu wyglądają fantastycznie. Wieczorem cmentarze odwiedzają tysiące »gapowiczów«, którym całkowicie nie zależy na osobach tam spoczywających. Influencerzy wstawiają jakieś zdjęcia ze wspaniałymi widokami cmentarza, a nawet nie zdają sobie sprawy, że to jest cmentarz, miejsce spoczynku i zadumy. Myślę, że mnie i moim kolegom ze SKOnSR zależy na czymś zupełnie innym — na oddaniu hołdu osobom tam spoczywającym. I właśnie tylko to się liczy i ma sens” — napisał Żybort.

Na szczęście jednak przeważali ci, którzy przyszli na cmentarz z ciekawości, a wyszli z przemyśleniami i nową wiedzą. Mówi się, że 1 listopada to czas zadumy. Tym odwiedzającym na pewno starczy zadumy na kolejne pół roku.

Afisze

Więcej od autora

Zdjęcia z uroczystości 100-lecia Valdasa Adamkusa [GALERIA]

Ciepło wspomniał też zmarłą żonę Almę, „największy dar od Boga i losu”. Urodzony w 1926 r. w Kownie, po wojnie wyemigrował do USA, gdzie pracował m.in. w Federalnej Agencji...

Właściciel skrzydła pałacu Paców w Jeznie: „To sprawa Litwinów i Polaków”

Redakcję „Kuriera Wileńskiego” odwiedził ekonomista z Kowna i właściciel jednego z ocalałych skrzydeł pałacu Paców w Jeznie, Kęstutis Derliūnas. Opowiedział, jak krok po kroku przywraca życie zabytkowi i dlaczego szuka pomocy w Polsce.