XII Zjazd Federacji Mediów Polskich na Wschodzie otworzyli organizatorzy wydarzenia – prezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” im. Jana Olszewskiego Mikołaj Falkowski oraz prezes Fundacji „Wolność i Demokracja” Lilia Luboniewicz.
„Chciałem przywitać was na tym corocznym zjeździe Federacji Mediów Polskich na Wschodzie i przede wszystkim zacząć od podziękowań dla Kancelarii Sejmu za to, że ten zjazd się odbywa, że polskie media na Wschodzie i na Zachodzie, różni przedstawiciele środowisk medialnych, koledzy z tego świata mogą się spotkać” – zagaił Mikołaj Falkowski.
Po Mikołaju Falkowskim głos zabrała Lilia Luboniewicz. „Ten rok był wyjątkowo trudny. Zachęcam do tego, aby skorzystać z tego pobytu w Warszawie, rozwiać wszelkie wątpliwości, przedyskutować, w jakim kierunku ma pójść wspieranie polskich mediów na Wschodzie i jak państwo, jako redaktorzy, jako bezpośredni beneficjenci, widzicie tę współpracę z państwem polskim, Senatem, Sejmem. Myślę, że to jest czas właśnie na głośne dyskusje, na głośne rozmowy i do tego państwa, redaktorów, zachęcam” – zachęcała zebranych Lilia Luboniewicz.
Słowa prezes federacji
Do uczestników zwróciła się Halina Szczotka, prezes Federacji Mediów Polskich na Wschodzie, redaktorka naczelna polskiego miesięcznika na Zaolziu w Czechach „Zwrot”.
„W zasadzie dzięki ogromnemu wsparciu, dzięki ogromnej determinacji, szczególnie Fundacji »Pomoc Polakom na Wschodzie« i Fundacji »Wolność i Demokracja«, wielu z nas udało się przeżyć. Chciałabym fundacjom bardzo za to podziękować. (…) Ale niestety są redakcje, które nie przetrwały, a nawet te, które przetrwały, musiały ograniczyć działalność, musiały zwalniać dziennikarzy” – przedstawiła zarys problemów, z którymi mierzono się w ostatnim roku, prezes federacji.
„W 2025 r. już wiedzieliśmy, że dojdzie do zmiany finansowania, i federacja zorganizowała wtedy spotkanie w Senacie, z udziałem Senatu, Ministerstwa Spraw Zagranicznych i naszych środowisk dziennikarskich. Już wtedy, w czerwcu 2025 r., mówiliśmy, że redakcja musi działać od stycznia do grudnia, że nie możemy dostawać decyzji dopiero w maju czy w czerwcu, że część z nas po prostu bierze kredyty na swoją działalność i ryzykuje, że nie zostaną spłacone. Ogłoszono konkurs dwuletni, z czego bardzo się cieszę, bo to nie było ani oczywiste, ani pewne, ani proste” – mówiła do obecnych na sali Halina Szczotka. „Chciałabym powiedzieć, że to, o co prosimy, to nie jest jałmużna. Nie chcemy pieniędzy za to, że istniejemy. Pracujemy ciężko” – wyjaśniła.
„W tym roku była jeszcze jedna bardzo pozytywna informacja: został uwolniony Andrzej Poczobut. Andrzeju, bardzo się cieszę, że jesteś tutaj” – zwróciła się do obecnego na sali polskiego dziennikarza z Białorusi.
Rozbroić „zaolziańską prowokację”
Halina Szczotka przypomniała czerwcowe prowokacje informacyjne wymierzone w relacje polsko-czeskie. „W sierpniu tego roku została przeprowadzona akcja dezinformacyjna wymierzona w Polaków mieszkających na Zaolziu. Właśnie dzięki naszym, polskim redakcjom na Zaolziu udało się ją rozbroić. Nie doszło do eskalacji, nie doszło do protestu. Mówię o tym po to, żeby było widać, jak ważna i jak potrzebna jest polska redakcja za granicą. Polska redakcja, która zna ludzi, zna materię, która na miejscu sprawdzi informacje, i co najważniejsze – polska redakcja, która ma zaufanie swoich czytelników. Bo gdybyśmy go nie mieli, nie wierzyliby nam. A zaufanie buduje się latami. My na to zaufanie pracujemy naprawdę długo” – przypomniała kulisy akcji Halina Szczotka.
Krótko po akcji dezinformacyjnej informowaliśmy Czytelników „Kuriera Wileńskiego” o kulisach tej sprawy. Dla przypomnienia – zostały stworzone fałszywe strony, profile na mediach społecznościowych, dużo treści wygenerowanej w sztucznej inteligencji. Niektóre profile nawet dla uwiarygodnienia publikowały wpisy, jakoby sprzedawano domy w Cieszynie, a zdjęcia w ogłoszeniu… też zostały wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Stworzono pozory, że ma dojść do strajku przeciwko przejęciu Zaolzia przez Polskę. Publikowano skan podrobionego dokumentu, że Polska już lada moment Zaolzie ma przejąć.
Cała sprawa skończyła się tym, że rządy obu krajów wyśmiały tę próbę i potwierdziły niezmienność ustaleń granicznych. Co prawda na początku nie było oczywiste, że konfliktu uda się uniknąć. Twórców akcji charakteryzowało dobrze skoordynowane działanie i dobre rozpoznanie.

Trzy zadania zjazdu
To właśnie te sierpniowe wydarzenia miała na myśli przemawiająca Halina Szczotka, prezes Federacji Mediów Polskich na Wschodzie. W dalszej części przemówienia przedstawiła trzy główne zadania.
„Szanowni koledzy, uważam, że stoimy przed trzema zadaniami. Pierwszym jest mówienie o tym, czym są nasze polskie redakcje za granicą – przed politykami, przed instytucjami, ale też przed opinią publiczną w naszych krajach i w Polsce. Drugim zadaniem powinno być budowanie prestiżu naszych dziennikarzy. Za naszymi tytułami stoją: wiedza, dorobek, odpowiedzialność, codzienna praca, i one zasługują na uznanie. Trzecim zadaniem powinno być stworzenie takiego modelu finansowania, który będzie przewidywalny. Ten model powinien być wypracowany wspólnie z redakcjami, z operatorami, czyli z fundacjami, i powinien uwzględniać różnice między poszczególnymi krajami. Powinien pozwalać zatrudniać ludzi i rozwijać nasze redakcje” – wyjaśniała prezes Halina Szczotka.
„Bardzo bym chciała, żebyśmy na następnym zjeździe nie musieli mówić o przetrwaniu. Żebyśmy na następnym zjeździe mogli się pochwalić nowymi dziennikarzami, nowymi artykułami, nowymi projektami” – podsumowała, oddając głos następnym mówcom.
Pierwszy panel, poświęcony finansowaniu polskich mediów na Wschodzie, odbył się z udziałem: Artura Kozłowskiego, dyrektora Biura Polonijnego w Kancelarii Senatu RP, Jacka Żura, radcy-ministra w Departamencie Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą MSZ RP, Marii Przełomiec – dziennikarki, redaktorki i tłumaczki, która moderowała dyskusję – oraz Rajmunda Klonowskiego, dziennikarza i publicysty „Kuriera Wileńskiego”.
Następnie głos zabrał Robert Tyszkiewicz, koordynator ds. Polonii i Polaków za granicą w Gabinecie Marszałka Senatu. „To dla mnie osobiste przeżycie, że mogę siedzieć na państwa spotkaniu obok mojego przyjaciela Andrzeja Poczobuta, który, myślę, jest najlepszym patronem i symbolem tego, o czym dziś tu mówimy – i patronem, i symbolem polskich mediów na Wschodzie. Bo jest zarówno człowiekiem walki o wolność, jak i człowiekiem walki o wolne słowo. Jest dziennikarzem. Cieszę się, Andrzeju, bardzo, że możemy znowu liczyć na twoją radę, doświadczenie i twoje przemyślenia dotyczące zadań, które stoją przed polskimi i polonijnymi mediami na Wschodzie” – mówił do zebranych.
Tyszkiewicz zapewnił, że wsparcie Polaków na Wschodzie jest dla Senatu „absolutnym priorytetem”. „Z 72 mln zł, którymi dysponowaliśmy w tegorocznym budżecie, ponad 40 proc. trafiło do Polaków na Wschodzie – nie tylko na media polonijne, ale do organizacji polonijnych, na różnego rodzaju wydarzenia i przedsięwzięcia adresowane do tej wschodniej przestrzeni polskiej” – wyliczał.
Zaznaczył też, że w każdej działalności, także medialnej, liczby mają duże znaczenie, bo stoją za nimi budżety. „Wprowadziliśmy w tym roku po raz pierwszy programy dwuletnie dla mediów i struktur i jestem gorącym zwolennikiem, żeby również w przyszłym roku zostały utrzymane. Mamy świadomość tego, że działalność medialna jest działalnością całoroczną, a czasami wręcz całodobową” – zapewniał.
Będzie więcej środków?
Robert Tyszkiewicz przyznał, że i dla Senatu ten rok był trudny. „Przy bardzo skromnym budżecie, który otrzymaliśmy, wpłynęło do nas – myślę, że dla państwa jako dziennikarzy będzie to interesujące – 1513 projektów, mówię o wszystkich, nie tylko medialnych, na łączną kwotę ponad 444 mln zł. Proszę sobie popatrzeć: gdzie jest prawie pół miliarda, a gdzie jest 70 mln. To było dla nas szalenie trudne, żeby tak podzielić te pieniądze, żeby różne przestrzenie aktywności polonijnej mogły dostać dofinansowanie” – tłumaczył.
Tyszkiewicz poinformował, że równolegle w Senacie obraduje Polonijna Rada Konsultacyjna, w której zasiadają przedstawiciele m.in. Litwy, Białorusi, Czech i Ukrainy. „Chcę państwa poinformować, że ograniczyliśmy – ograniczymy, bo ta decyzja zostanie jeszcze ogłoszona – liczbę kierunków na rok przyszły do czterech, a nie sześciu. W związku z tym, statystycznie rzecz biorąc, na zadania medialne będzie do dyspozycji więcej środków” – zapowiedział.
Zwrócił się też do federacji o wsparcie w trwającej debacie budżetowej. „Na pewno będziemy wdzięczni za każdy głos ze strony federacji upominający się o większe środki dla Senatu na wsparcie działalności polonijnej i mediów polonijnych. W zeszłym roku upominaliśmy się o kwotę 100 mln zł, ostatecznie po debatach sejmowych otrzymaliśmy 72 mln” – mówił. Dodał, że Senat liczy na wywalczenie tej kwoty w tym roku.
„Bez mediów polonijnych nie ma Polonii. Tak jak bez edukacji nie ma Polonii, tak bez mediów polonijnych Polonii nie ma” – podkreślał Tyszkiewicz.

Poczobut: „Nie muszę nikogo przekonywać”
Następnie głos zabrał gość specjalny zjazdu, Andrzej Poczobut, dziennikarz i działacz Związku Polaków na Białorusi.
„Jesteśmy w swoim gronie, gdzie, myślę, nikogo nie muszę przekonywać, że media polskie na Wschodzie są ważne. Są ważne przede wszystkim dla Polaków. Jest wiele rzeczy, które nas oddzielają, bo żyjemy w różnych państwach, w różnych warunkach, ale jest też coś, co nas wszystkich łączy. To po prostu polskość” – mówił.
„Byłem na Litwie, w Czechach, w Stanach, w Kanadzie. I nawet tam mówili: słuchaj, to nie są mainstreamowe media, ale jeżeli chcę dotrzeć do Polaków, to zawsze będę się zwracał do mediów polskich” – opowiadał. Wskazał też, że był pod wrażeniem zespołu TVP Wilno, gdy odwiedzał stolicę Litwy.
„Chcę powiedzieć, że w 2005 r., kiedy zaczął się konflikt wokół Związku Polaków, pierwszą ofiarą były media. Dopiero później nastąpiły represje i retorsje. Ale pierwszą ofiarą były media. Bo ten, kto robi złe rzeczy, przede wszystkim chce uciszyć głos ofiary” – przypominał Poczobut.
Odniósł się też do roli mediów społecznościowych. „To nie znaczy, że każdy, kto ma komórkę i popularny profil w sieciach społecznościowych, jest dziennikarzem. Bo dziennikarstwo jest czymś, co wiąże się z odpowiedzialnością za słowo. W czasach, kiedy jesteśmy bombardowani różnego rodzaju sensacjami, rola dziennikarza często sprowadza się do roli przewodnika w tym potoku informacji i dezinformacji” – zaznaczył.
Jako przykład wskazał przywołaną przez prezes federacji próbę rozpalenia konfliktu polsko-czeskiego. „To jest to, czym na co dzień powinny się zajmować media” – mówił.
„Każdy, kto wydaje, kto tworzy [polskie] media na Wschodzie, wie, jak trudno jest znaleźć wartościowych ludzi, wartościowych dziennikarzy, wartościowych współpracowników. Bardzo ważne jest, żeby takie drużyny, które wy tworzycie w swoich państwach, przetrwały. Bo to jest też kwestia przetrwania polskości. Trzymam kciuki, żeby następny rok był troszkę lepszy” – zakończył Poczobut.
Panel o finansowaniu poprowadziła Maria Przełomiec, dziennikarka zajmująca się Wschodem od 1991 r. „Te redakcje od lat opisywały sytuację w regionie z perspektywy polskiej racji stanu, monitorowały rosyjskie operacje wpływu i budowały społeczną odpowiedź na działania propagandowe” – mówiła.
Wydatki Rosji na propagandę
Na pytanie prowadzącej odpowiadał Rajmund Klonowski z „Kuriera Wileńskiego”.
„Federacja Rosyjska przeznacza rocznie od 2 do 3 mld dolarów na działania informacyjne. Są to działania propagandowe, dezinformacyjne, mające na celu destabilizowanie sytuacji – takie operacje jak ta, o której pani prezes opowiedziała w odniesieniu do Zaolzia. Takie operacje odbywają się we wszystkich krajach, w których działamy. Każda z naszych redakcji może wymienić ich przykłady” – mówił.
„Ile z tych 2–3 mld dolarów rocznie przeznacza się na działania wymierzone konkretnie przeciwko Polsce? Tego nie da się tak łatwo wyliczyć procentowo, ale trzeba mieć na uwadze, że Polska jest jednym z trzech–pięciu najważniejszych celów rosyjskich działań informacyjnych. Można więc śmiało stwierdzić, że to 300–500 mln dolarów rocznie, czyli w przeliczeniu ok. 2 mld zł” – wyliczał.
„Polska infosfera przeważnie nie ma świadomości, że takie działania są podejmowane. Media w Polsce w dużej mierze są zajęte plemiennym sporem wewnętrznym, co zresztą rosyjskie działania też bardzo skutecznie wykorzystują i ułatwiają” – dodał.
Media polskie rozbrajają zadrażnienia
Klonowski mówił też o bezpieczeństwie narracyjnym – stereotypach, uprzedzeniach i historiach opowiadanych w domach.
„W wielu krajach posowieckich, które były okupowane przez Rosję w czasach sowieckich, nadal funkcjonują rosyjskie narracje dotyczące Armii Krajowej. W Polsce Armia Krajowa jest postrzegana jako bohaterska armia podziemna, podległa rządowi na uchodźstwie, zaangażowana w walkę z nazistami i ratowanie Żydów. To wszystko są narracje prawdziwe. Natomiast w krajach posowieckich Armia Krajowa funkcjonuje jako formacja, która kolaborowała z nazistami i prowadziła ludobójstwo miejscowej ludności. To jest narracja rosyjska. I w wielu miejscach funkcjonowała w najlepsze przez długi czas, także na Litwie. Dlaczego? Bo po prostu nie było żadnej woli, żadnego zorganizowanego działania, żeby tę narrację zmienić” – tłumaczył.
„Na Litwie taką narrację trochę odwróciliśmy – zresztą we współpracy z obecną tu Fundacją »Wolność i Demokracja«, przy inicjatywie Biegu Tropem Wilczym. Po napaści Rosji na Ukrainę w 2014 r. litewskie wojsko uznało, że chce zostać patronem organizowanego przez nas biegu. I zaczęło się przeszukiwanie archiwów. Okazało się, że Armia Krajowa nie mordowała Litwinów, że współpracowała z Litwinami. Tyle że gdyby nie było polskich mediów na Litwie, ta sowiecka narracja nadal by funkcjonowała, nikt by jej nie odwracał. I takich przykładów mamy bardzo dużo” – mówił Klonowski.
Na liczne pytania uczestników odpowiadał także Artur Kozłowski, dyrektor Biura Polonijnego w Kancelarii Senatu RP. Wyjaśniał kwestie techniczne, finansowe, podawał uzasadnienia decyzji. Został do ostatniej chwili, na którą pozwalał mu harmonogram, aby jak najpełniej odnieść się do wszystkich wątpliwości redakcji. „Staramy się robić to jak najbardziej transparentnie: przez ekspertów, przez wieloosobową komisję konkursową złożoną z różnych środowisk” – zapewnił.
Do kwestii rosyjskiej propagandy odniósł się Jacek Żur z Departamentu Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą MSZ, w latach 2009–2015 konsul RP we Lwowie. „Propaganda rosyjska nie powstała wczoraj ani przedwczoraj. Pracowałem na Ukrainie, do 2015 r. we Lwowie, a później jeszcze dwa lata w Kijowie. To był czas, kiedy obserwowałem, jak zmieniała się Ukraina, jak zmieniały się wyznaczniki sytuacji międzynarodowej, która doprowadziła najpierw do Majdanu, a później do Krymu. To nie były zielone ludziki na samym początku. Budowanie tej propagandy, przygotowywanie gleby, żeby zielone ludziki mogły się pojawić, rozpoczęło się wiele lat wcześniej” – mówił.

Ukraina: praca w warunkach wojny
Następnie uczestnicy mogli też dowiedzieć się, jak funkcjonują redakcje ukraińskie w obliczu wojny. Drugi panel, zatytułowany „Nie pozwolić zapomnieć, nie pozwolić zamilknąć”, poświęcono roli polskich mediów w Ukrainie. W dyskusji wzięli udział: Wiktoria Laskowska, redaktorka kwartalnika „Tęcza Żytomierszczyzny”, Jerzy Wójcicki, redaktor miesięcznika „Słowo Polskie”, oraz Anżelika Plaksina, redaktorka „Dziennika Kijowskiego”. Wszystkie te tytuły liczą wiele lat doświadczenia, marka niektórych sięga daleko ponad 100 lat.
Dziennikarze opowiadali, jak tuż po bombardowaniu muszą siadać do wypełniania sprawozdań finansowych z działalności i dbać o to, aby praca wydawnicza pozostawała nienaruszona. Wskazali, że szczególnie boli śmierć dzieci i to, z jaką bezwzględnością Rosjanie dokonują zabójstw, uderzając nawet w place zabaw dla dzieci, które nie są obiektami ani wojskowymi, ani nawet nie należą do infrastruktury krytycznej.
Wskazali też, jak ważne jest rozminowywanie tematów dotyczących relacji polsko-ukraińskich, bo jako obywatele Ukrainy dobrze rozumieją niuanse po obu stronach – niuanse, które Rosja uzbraja i wykorzystuje z pełną mocą, aby oddalić od siebie oba narody. „Osamotnionych łatwiej zniszczyć”, jak to skomentował uczestnik z sali.
Trzeci panel, zatytułowany „AI w redakcji: ewolucja, a nie rewolucja”, poświęcono praktycznym wyzwaniom i dylematom związanym z wykorzystywaniem narzędzi sztucznej inteligencji, etyką oraz organizacją procesów w małych redakcjach.
W dyskusji wzięli udział: Halina Szczotka, prezes Federacji Mediów Polskich na Wschodzie i redaktorka naczelna polskiej redakcji „Zwrot” w Czechach, Apolinary Klonowski, zastępca redaktora naczelnego polskiego dziennika na Litwie „Kurier Wileński”, oraz Margarita Chirillova, redaktorka polskiego miesięcznika w Mołdawii „Jutrzenka”.
Swoje uwagi w dyskusji wygłaszali także uczestnicy z sali.
Sprawy formalne zjazdu
Ostatnim punktem XII Zjazdu Federacji Mediów Polskich na Wschodzie było zebranie sprawozdawczo-wyborcze. Uczestnicy przyjęli sprawozdanie prezes Haliny Szczotki przez aklamację, została też wybrana na drugą kadencję jako prezes w związku z konsekwentnie realizowanym kierunkiem działania federacji. Przyjęto skład zarządu i rady programowej.
W ramach zjazdu odbywały się także inne spotkania, mniej formalne, na których redakcje mogły wymienić się doświadczeniem bardziej bezpośrednio.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 41 (119) 17-23/10/2026









